Własnościowy zamęt i pełna kasa

Bogdan Tychowski
opublikowano: 2005-06-02 00:00

PLO dzięki ożywieniu na rynku przewozów morskich osiągają dobre wyniki finansowe. Szukają podmiotu, który zainwestuje w rozwój ich floty.

Polskie Linie Oceaniczne z Gdyni są spółką akcyjną. Ta dawna państwowa firma należała niegdyś do grona największych armatorów na świecie. Ze 170 statków, którymi dysponowała, do dziś pozostał jeden rorowiec. Dziś w roli armatora PLO wyręcza spółka zależna POL-Levant. Jest ona w 100 proc. własnością PLO i wykonuje statutowe obowiązki spółki matki, czyli prowadzi działalność żeglugową, dysponując czterema własnymi statkami typu ro-ro i jednostkami dzierżawionymi. Wszystkie pływają po Morzu Śródziemnym.

— Korzystając z dobrej koniunktury na rynku przewozów morskich i pomyślnych rokowań, myślimy o zwiększeniu liczby statków — mówi Andrzej Osiecimski, prezes PLO.

Chęć zakupów potwierdza też Roman Woźniak, prezes POL-Levant.

— Sprawdzamy możliwości zakupu nowej jednostki, ale to trochę potrwa. Stocznie mają tyle zleceń, że na przyjęcie zamówienia na nowy statek trzeba czekać około czterech lat. Dlatego myślimy też o jeszcze innej formie zakupu — mówi Roman Woźniak.

Szukanie kupca

Dzisiejsza struktura własnościowa PLO jest bardzo rozdrobnio- na. Najlepszym rozwiązaniem dla firmy byłoby pozyskanie inwestora.

— Inwestor powinien być duży, taki, który od razu mógłby zainwestować w rozwój naszej floty — podkreśla Andrzej Osiecimski.

Same Polskie Linie Oceaniczne, jako spółka akcyjna, zajmująca się świadczeniem szeroko pojmowanych usług zaopatrzenia statków oraz współpracująca z inną zagraniczną firmą armatorską, wykorzystująca znak i tradycje PLO, osiągają dobre wyniki ekonomiczne.

— Miniony rok był dla nas rewelacyjny. Pozwala nam to patrzeć inaczej w przyszłość — podsumowuje Andrzej Osiecimski.

Własnościowe zamieszanie

Zagadkowa wydaje się jednak sytuacja, w której z jednej stro- ny właścicielem POL-Levantu w 100 proc. jest PLO, a z drugiej POL-Levant ma 38 proc. akcji swej spółki matki. Zgodnie z kodeksem PLO powinny sprzedać akcje POL-Levantu innemu inwestorowi, bądź je umorzyć. Andrzej Osiecimski nie chce komentować zamiarów PLO wobec spółki córki, i podkreśla, że osiągane przez nią wyniki finansowe oraz obserwowana obecnie koniunktura na międzynarodowym rynku żeglugowym, powinny pomóc Polskim Liniom Oceanicznym w pozyskaniu inwestora strategicznego.

— Nieważne, czy będzie to podmiot krajowy czy zagraniczny, byleby miał odpowiednie środki do zainwestowania w niełatwy, ale dobrze prosperujący, morski rynek. Rozmawiamy i z krajowymi, i zagranicznymi inwestorami. Na razie nie mogę ujawnić ani ich nazw, ani stopnia zaawansowania rozmów — twierdzi Andrzej Osiecimski.