Własny coraz droższy

Agnieszka Zielińska
opublikowano: 2008-10-28 00:00

Domy pod miastem to alternatywa dla drogich mieszkań. Jeszcze niedawno można je było kupić za umiarkowaną cenę. Dziś jest inaczej...

Czas okazyjnych zakupów miną

Domy pod miastem to alternatywa dla drogich mieszkań. Jeszcze niedawno można je było kupić za umiarkowaną cenę. Dziś jest inaczej...

Barierą są rosnące ceny działek, materiałów i usług. Jeszcze dwa lata temu za cenę trzypokojowego lokalu w mieście można było kupić nieduży dom w okolicy metropolii. Dziś takie okazje trafiają się rzadziej. Powód? Ceny gruntów w okolicach dużych miast poszybowały w górę. Nie jest też łatwo znaleźć ekipę budowlaną. Mimo to zainteresowanie domami nie maleje, a wręcz rośnie.

Tę tendencję potwierdzają liczby. Z danych Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego wynika, że w zeszłym roku w skali całego kraju wydano aż 105 tys. pozwoleń na budowę domów jednorodzinnych. To aż o 40 proc. więcej niż w 2006 r.

Podobne wnioski płyną z badań firmy Nowy Adres. Wynika z nich, że w 2007 r. niemal 27 proc. osób poszukujących własnego lokum nabyło działkę pod budowę, a kolejne 27 proc. kupiło lub wybudowało dom.

Badania przeprowadziła również Agencja Polanowscy.

— Zapytaliśmy internautów odwiedzających nasz portal, gdzie chcieliby zamieszkać. Najwięcej — bo prawie 58 proc. — wskazało dom wolnostojący — mówi Krzysztof Kieszkowski z Agencji Polanowscy.

Według ekspertów najbardziej poszukiwany metraż to obecnie około 150 mkw., a typowa działka ma powierzchnię kilkuset mkw. Domy szeregowe i bliźniaki cieszą się mniejszym powodzeniem. Dlaczego?

— Osoby, które decydują się na dom, cenią sobie przede wszystkim kameralność — tłumaczy Katarzyna Cyprynowska, prezes firmy Nowy Adres.

Dla zapracowanych

Zdaniem ekspertów, osoby dobrze sytuowane, które nie muszą kredytować całej wartości kupowanego lokum, najczęściej wybierają domy wolno stojące. To dla nich wyznacznik prestiżu i prywatności. Domy szeregowe lub bliźniacze są z kolei interesujące dla tych, którzy szukają mieszkań o podwyższonym standardzie lub większym metrażu. Mają pewną pracę i odpowiednio wysokie zarobki, które umożliwiają im zaciągnięcie większego kredytu.

Inna jeszcze grupa nabywców to osoby słabiej sytuowane, dla których dom pod miastem bywa jednocześnie ucieczką od mieszkania w bloku.

— Decydują się na budowę we własnym zakresie, rozciągając ją w czasie i dzieląc na etapy. Najpierw kupują działkę, a potem stawiają dom, realizując go w miarę posiadanych funduszy — zauważa Marcin Jańczuk z agencji Metrohouse.

Jego zdaniem równolegle rośnie segment domów budowanych przez deweloperów. To wariant dla zapracowanych, którzy nie mają czasu na pilnowanie budowy i wolą wprowadzić się do gotowych budynków.

— Plusem budowania z deweloperem jest tzw. wartość dodana. Wraz z powstawaniem kolejnych osiedli domów jednorodzinnych pojawia się nowa lokalna infrastruktura, m.in. drogi, sklepy, szkoły i przedszkola — dodaje ekspert.

Według niego niektórzy deweloperzy wręcz kreują modę na wybrane podmiejskie dzielnice. Ma to dobre strony, bo zazwyczaj w okolicy poprawia się komunikacja, np. pojawiają się prywatni przewoźnicy autobusowi.

Im cieplejszy, tym droższy

Na ceny domów bezpośredni wpływ mają ceny działek, a te w ciągu ostatnich dwóch lat podskoczyły nawet trzykrotnie. Przykład? Dwa lata temu działkę w Lesznowoli pod Warszawą można było kupić za blisko 150 zł za mkw., tymczasem dziś kosztuje ona około 400 zł, a nawet więcej.

Ceny domów są bardzo zróżnicowane, podobnie jak standard i stan budynków. Luksusowa rezydencja w Konstancinie pod Warszawą to wydatek rzędu kilku milionów złotych. Za 135-metrowy segment na warszawskim Zaciszu, usytuowany na maleńkiej 150-metrowej działce, a wybudowany w 2007 roku, trzeba zapłacić blisko milion. Z kolei bliźniak budowany obecnie w Lesznowoli kosztuje w stanie surowym zamkniętym około 680 tys. zł.

— W naszej bazie w województwie mazowieckim mamy dom, którego jeden metr kwadratowy kosztuje 4 tys. zł, ale jest też budynek po 11,6 tys. zł za metr — wymienia Krzysztof Kieszkowski.

Jego zdaniem, na rynku wtórnym w dalszym ciągu dominują domy wolno stojące z okresu PRL-u, a tzw. szeregowce stanowią 30-40 proc. tego segmentu. Z reguły są one dużo tańsze niż domy budowane obecnie i w latach 90.

Niestety, dystans cenowy będzie się jeszcze pogłębiał. Powód?

— Wraz z wejściem w życie świadectw energetycznych coraz bardziej będzie się liczyć standard cieplny budynku, co bardzo poważnie wpłynie na ceny domów w przyszłości — podsumowuje Marcin Jańczuk.

Mniej wrażliwy segment rynku

Rynek domów jest wciąż niewielkim wycinkiem rynku nieruchomości (w Warszawie i okolicach powstaje ich rocznie zaledwie kilka tysięcy), dlatego zdaniem ekspertów obecny kryzys raczej go nie dotknie.

Argument? Osoby, które decydują się na zakup lub budowę to najczęściej ludzie o ponadprzeciętnych dochodach, posiadający oszczędności.

Za tym, że ten sektor rynku nie odczuje pogorszenia koniunktury, przemawiają również preferencje potencjalnych nabywców. Z badań przeprowadzonych przez firmę Nowy Adres wynika, że większość osób, które marzą o posiadaniu własnego lokum, zamierza wybudować lub kupić dom w ciągu najbliższych trzech lat. Popyt jest więc duży, obecnie osłabia go jednak restrykcyjna polityka banków w stosunku do kredytobiorców. Wniosek? Po złagodzeniu stanowiska banków może ruszyć wiele budów.

Agnieszka

Zielińska

Możesz zainteresować się również: