Włodarzewska chce restrukturyzacji

opublikowano: 04-09-2016, 22:00

Znany stołeczny deweloper liczy na układ z wierzycielami, którzy jednak nie ufają zarządowi

Włodarzewska to słowo, które pracownicy biura obsługi interesantów warszawskiego sądu odmieniają ostatnio przez wszystkie przypadki. I trudno się dziwić. Po tym, jak kilkanaście dni temu „PB” napisał o wniosku o upadłość spółki, kolejni wierzyciele, głównie jej klienci, czekający na wybudowanie mieszkań, zasypują sąd pytaniami o sytuację dewelopera. A ta zmienia się jak w kalejdoskopie…

Kiedy w maju 2016 r. Włodarzewska nie wykupiła w terminie obligacji notowanych na Catalyst, Jerzy Szymański, prezes i większościowy akcjonariusz dewelopera, przekonywał, że w ciągu dwóch tygodni rozliczy się z posiadaczami papierów lub dogada w sprawie ich rolowania. Do dziś do tego nie doszło.
Zobacz więcej

CZCZE OBIETNICE:

Kiedy w maju 2016 r. Włodarzewska nie wykupiła w terminie obligacji notowanych na Catalyst, Jerzy Szymański, prezes i większościowy akcjonariusz dewelopera, przekonywał, że w ciągu dwóch tygodni rozliczy się z posiadaczami papierów lub dogada w sprawie ich rolowania. Do dziś do tego nie doszło. Tomasz Pikuła

Sąd ma co robić

Okazuje się, że osoba fizyczna, która złożyła wniosek o upadłość, o którym pisaliśmy, jednak go wycofała. Pożar ugaszony? Bynajmniej. Cierpliwość stracił inny z wierzycieli, były podwykonawca Włodarzewskiej, firma Trasko-Inwest, mająca hipotekę na 4 mln zł na działce w podwarszawskim Brwinowie, na której realizowana jest jedna z inwestycji Włodarzewskiej.

Trasko wystąpiło o upadłość dewelopera, ale wniosek firmy ma braki formalne i musi zostać poprawiony. Deweloper, którego szefem i największym akcjonariuszem jest Jerzy Szymański, postanowił działać. Kilka dni temu złożył w sądzie wniosek o otwarcie przyspieszonego postępowania restrukturyzacyjnego, w którym proponuje wierzycielom zawarcie układu. Na jakich warunkach?

Tego od Włodarzewskiej nie można się dowiedzieć. Jej władze zastrzegły bowiem, że ze względu na „ważny interes społeczny” oraz „ważny interes spółki” nie zgadzają się na udzielanie informacji przed dniem wydania przez sąd decyzji w sprawie wniosku o otwarcie restrukturyzacji.

Propozycje układowe

W biurze prasowym sądu dowiedzieliśmy się jedynie, iż „propozycje układowe są różne dla poszczególnych grup wierzycieli, przewidują rozłożenie płatności zobowiązań na raty i w niektórych grupach redukcję zadłużenia”. Oraz że „przewidywane jest kontynuowanie działalności, w tym ukończenie rozpoczętych inwestycji mieszkaniowych”.

Z informacji przekazywanych przez przedstawicieli Włodarzewskiej wierzycielom wynika, że spółka chce też dogadać się z obsługującym ją BOŚ Bankiem (finansującym grupę Włodarzewska na ponad 100 mln zł), którego wierzytelności nie wchodzą do układu. Restrukturyzacja ma polegać na prowadzeniu de facto dwóch odrębnych postępowań wobec spółki: jako dewelopera i jako emitenta obligacji (Włodarzewska nie wykupiła wartych 17,5 mln zł papierów serii C i D, notowanych na rynku Catalyst, oraz serii B, wartych 9,5 mln zł, będących w posiadaniu Banku BPS). Preferowani mają być podobno mniejsi i średni wierzyciele, w tym niedoszli mieszkańcy inwestycji spółki, głównie Zakątku Cybisa na warszawskim Ursynowie.

Zarządca czy zarząd?

Czy to uspokaja nabywców mieszkań? Bynajmniej. — Zarząd Włodarzewskiej wiele razy składał nam obietnice, których później nie dotrzymywał. Nie mamy do niego za grosz zaufania. Wniosek o restrukturyzację oceniamy jako zagrywkę taktyczną, której celem jest kupienie czasu i zawieszenie egzekucji komorniczych — komentuje jeden z członków stowarzyszenia powołanego przez nabywców mieszkań w Zakątku Cybisa.

Niepokoi ich, że nie mając gotówki na rozliczenie się z wierzycielami, Włodarzewska w ostatnich miesiącach spłacała niektórych z nich mieszkaniami, nie generując funduszy na dokończenie i tak już opóźnionej o ponad rok budowy. Ale nie tylko to.

— Jak Włodarzewska chce prowadzić sprzedaż jako podmiot będący w restrukturyzacji i zależny od tego, czy wierzyciele zgodzą się na układ? Kto kupi mieszkanie od takiego dewelopera? — pyta kolejny z członków stowarzyszenia. Z nieoficjalnych informacji „PB” wynika, że stowarzyszenie przygotowuje swój wniosek — o postępowanie sanacyjne Włodarzewskiej. Główna różnica między obiema procedurami jest taka, że w przypadku przyspieszonego postępowania restrukturyzacyjnego władzę nad majątkiem spółki, co do zasady, zachowuje zarząd, a w przypadku sanacyjnego sąd może ustanowić niezależnego zarządcę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu