Włosi odpadli z mundialu

PAP
opublikowano: 2010-06-24 18:32

Sensacja w Johannesburgu. Włosi nie obronią trofeum, a z turnieju w RPA odpadli w pierwszej rundzie, nie wygrywając żadnego z trzech spotkań. Z turnieju wyeliminowali ich debiutujący w mundialu Słowacy, którzy przed meczem przyznawali, że musiałby się zdarzyć cud, by pokonali Squadra Azzurra.

Włosi, którzy wcześniej dwukrotnie zremisowali po 1:1, musieli wygrać, by być pewnym miejsca w czołowej "16" imprezy. Z awansu mogli się cieszyć także w przypadku remisu, ale takie rozstrzygnięcie było uzależnione również od rezultatu rozgrywanego równolegle spotkania Paragwaju z Nową Zelandią. Z kolei Słowaków urządzało tylko zwycięstwo i sukces zespołu z Ameryki Południowej w drugim czwartkowym meczu tej grupy.

Trener mistrzów świata Marcello Lippi postawił tym razem na swojego podstawowego gracza sprzed czterech lat Gennaro Gattuso, który wcześniej nie wystąpił ani przez minutę, a w podstawowym składzie rozpoczął też mecz król strzelców Serie A Antonio Di Natale. W drugiej połowie na boisku pojawił się nawet rekonwalescent Andrea Pirlo, ale żaden z nich nie sprawił, że Italia zaczęła prezentować się na miarę możliwości i oczekiwań.

Włosi grali nieskładnie i bez pomysłu jak we wcześniejszych spotkaniach, a presja wyniku wywołała sporą nerwowość. W 25. minucie prosty błąd popełnił Daniele De Rossi, który stracił piłkę przed własnym polem karnym, a Robert Vittek płaskim strzałem z 16 metrów zapewnił Słowakom prowadzenie. Później zastępujący kontuzjowanego Gianluigiego Buffona we włoskiej bramce Federico Marchetti był jeszcze w opałach po strzałach z daleka Zdeno Strby i Juraja Kucki, ale piłka w obu przypadkach minęła cel.

Za najlepszy komentarz do gry mistrzów świata w pierwszej połowie służy fakt, że najbliżej pokonania Jana Muchy był... Skrtel, który wybijając piłkę głową mógł trafić do własnej bramki.

W drugiej połowie zespół Lippiego postawił wszystko na jedną kartę i kilka razy "zagotowało się" na polu karnym rywali. W 56. minucie dobrej okazji nie wykorzystał Di Natale, 11 minut później Skrtel wybił piłkę z linii bramkowej po strzale Fabio Quagliarelli.

W 73. minucie padła druga bramka. Ponownie w roli głównej wystąpił Vittek, który wyprzedził Fabio Cannavaro i wykorzystał dogranie Marka Hamsika po rzucie rożnym. 2:0 i ogromna radość pogromców biało-czerwonych z eliminacji. Włosi z niedowierzaniem kręcili głowami i chowali głowy w dłoniach.

Chwilę później nadzieję w zranione serca kibiców Azzurrich wlał Di Natale, który z bliska pokonał Muchę. Gracze Lippiego rzucili się do ataku, by po chwili stracić trzeciego gola. Słowacy zaskoczyli ich po... wrzucie z autu, a w pierwszym kontakcie z piłką do siatki trafił Kamil Kopunek.

Jeśli ktoś myślał, że w tym momencie emocje się skończyły, to bardzo się mylił. W drugiej minucie doliczonego przez sędziego czasu gry Quagliarella technicznym uderzeniem z 16 metrów posłał piłkę "za kołnierz" Muchy i do awansu brakowało ekipie z Półwyspu Apenińskiego tylko jednego trafienia.

I miała ku temu wyśmienitą okazję, gdyż Simone Pepe z bliska, choć w sporym zamieszaniu, nie potrafi skierować piłki do słowackiej bramki. Włoscy rezerwowi już niemal widzieli ją w siatce i wyskoczyli z ławki pod linię boczną boiska... Nieporadność skrzydłowego Udinese spięła klamrą cały występ Włochów w tegorocznym mundialu. (PAP)