Woda z taryfą ulgową dla biznesu

Katarzyna KapczyńskaKatarzyna Kapczyńska
opublikowano: 2016-06-27 22:00

Resort środowiska posłuchał przedsiębiorców i nie przeforsuje zaporowych stawek za media. Nie wszyscy jednak są zadowoleni

Ministerstwo Środowiska przedstawiło trzecią wersję projektu Prawa wodnego. Pierwszą, jeszcze dwa lata temu, przygotował poprzedni rząd. Obecny gruntownie ją zmienił, proponując bardzo wysokie, maksymalne stawki opłat za wodę dla energetyki, hodowców ryb, producentów napojów i artykułów spożywczych, firm chemicznych oraz dostawców cementu i papieru. Ich przedstawiciele obawiali się wzrostu kosztów (w czarnym scenariuszu nawet o 500-600 proc.) i porażki w rywalizacji z konkurentami spoza Unii Europejskiej, którzy tak słono płacić nie muszą.

Trzy razy mniej

Resort środowiska posłuchał argumentów przedsiębiorców i zmniejszył zaporowe stawki. Dla przykładu, za wodę zużywaną do chłodzenia urządzeń w energetyce spadną z 2,10 zł za m sześc. do maksymalnie 70 gr (ujęcia podziemne) oraz z 1,05 zł z do 35 gr (pobranie z powierzchni). Ministerstwo Środowiska szacuje, że w efekcie koszty sektora wzrosną najwyżej o 0,3 proc., a pierwotnie oceniał je na 1 proc. Nie zmienią się natomiast stawki za wodę używaną w energetyce wodnej. Kamil Wyszkowski, dyrektor generalny Inicjatywy Sekretarza Generalnego ONZ — Global Compact w Polsce, apelował na łamach „PB”, że należy ją łagodniej potraktować.

— Potencjał hydroenergetyczny polskich rzek to 25 TWh, z czego wykorzystujemy niecałe 20 proc., podczas gdy średnia europejska wynosi 45 proc., a niektóre kraje wykorzystują niemal 90 proc. — szacuje Kamil Wyszkowski.

Na niższe niż pierwotnie stawki mogą natomiast liczyć rolnicy.

— Jeśli nie będzie w ostatecznej wersji ustawy opłat za wody powierzchniowe, a proponowana obecnie stawka na poziomie 0,15 zł za m sześc. poboru wód podziemnych zostanie utrzymana, będzie to rozwiązanie do zaakceptowania. To mniej więcej tyle, ile obecnie płacimy, więc koszty nie wzrosną. Cieszymy się, że nasze argumenty zostały wysłuchane. Według poprzedniej wersji projektu koszt za każdy hektar sadu wzrósłby o 5-8 tys. zł w skali roku — mówi Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP.

W imię wyższego celu

Niższe stawki maksymalne będą mieć także firmy z przemysłu spożywczego. W poprzedniej wersji proponowano 2,10 zł za m sześc. poboru wody podziemnej i 1,05 zł powierzchniowej, w obecnej wpisano odpowiednio 70 i 35 gr.

— To stawki, które nie spędzają nam snu z powiek, ale oczywiście trzeba się liczyć albo ze zmniejszeniem marż, albo z podwyżką cen. Każde dodatkowe obciążenie jest dla producenta niekorzystne. Mamy w Polsce niedobór wody i jej olbrzymie marnotrawstwo, które są efektem zaniedbań ostatnich 30 lat. Pytanie więc, na co ostatecznie pójdą pozyskane z opłat pieniądze? Jeśli na inwestycje, na przykład w zapory, muszę to zrozumieć — twierdzi Marek Moczulski, prezes Bakallandu. Ministerstwo Środowiska zapowiada, że takie właśnie jest przeznaczenie funduszy za wodę. Mają posłużyć inwestycjom przeciwpowodziowym i hydrotechnicznym. Szampana nie otwierają jeszcze zakłady chemiczne, którym także resort środowiska poszedł na rękę.

— Wspólnie z Polską Izbą Przemysłu Chemicznego analizujemy wpływ opłat. Zmiany w propozycjach Prawa wodnego idą w dobrym kierunku. Mamy nadzieję jednak, że obecna propozycja będzie podlegać dalszej modyfikacji. Szczególnie zależy nam na innej klasyfikacji wód morskich, by nie traktować ich jak wód powierzchniowych, bo to uderzyłoby w nasze spółki ulokowane na Wybrzeżu — twierdzi Grzegorz Kulik, rzecznik Grupy Azoty.

Druzgocąca wiadomość

Wielkimi przegranymi w walce o obniżkę zaporowych stawek są natomiast producenci napojów. Zarówno w poprzedniej, jak i obecnej wersji zostały one oszacowane na maksymalnie 4,10 zł za m sześc. wody powierzchniowej i 8,20 zł podziemnej.

— To druzgocąca wiadomość. Dla pojedynczej firmy oznacza dodatkowe koszty wynoszące od kilkunastu do kilkudziesięciu milionów złotych rocznie. Przy niskich marżach będzie trzeba je skompensować podwyżką cen, co spododuje mniejszy popyt i utratę konkurencyjności w eksporcie, zwłaszcza w krajach ościennych. Będziemy przekonywać, by te stawki spadły — zapowiada Julian Pawlak, prezes Krajowej Unii Producentów Soków. Projekt wprowadza maksymalne stawki dla tych gałęzi gospodarki, które nie były wyszczególnione w poprzedniej wersji. Przykładem jest wprowadzenie stawek maksymalnych na poziomie 35 i 70 gr za wodę używaną do robót budowlanych.

— Będzie to miało znaczenie, zwłaszcza w kosztach betoniarni, które dotychczas pobierały ją z własnych ujęć. Jeśli okaże się, że trzeba będzie montować liczniki i płacić za jej zużycie, koszty mogą wzrosnąć — uważa Marcin Lewandowski, wiceprezes PORR Polska Infrastructure. Podwyżki zmotywują jednak do inwestycji i oszczędności.

— Proponowane opłaty mają na celu poprawienie retencji, to jest wymuszenie bardziej racjonalnego zarządzania oczyszczaniem i zrzutem wody, przede wszystkim tej używanej w przemyśle i budownictwie. Dla nas i dla innych firm budowlanych oznacza to podniesienie stawek za pobór i zrzut wody, co spowoduje konieczność kalkulacji cen przy wyższych stawkach oraz szukanie oszczędności dzięki rozwiązaniom technicznym i organizacyjnym, takim jak stosowanie przesłon wodoszczelnych zamiast tradycyjnego odwodnienia. Będzie to oczywiście premiowało firmy innowacyjne i zaawansowane technologicznie— uważa Krzysztof Rzeźnikiewicz, dyrektor oddziału inżynieryjnego w PORR Polska Infrastructure. Tego samego zdania jest Dariusz Blocher, prezes Budimeksu, który także uważa, że w realizacji kontraktów lepiej poradzą sobie firmy inwestujące w ochronę środowiska. Jednocześnie zapewnia, że podwyżki wymuszą indeksację cen.

Długa lista płatników

Na ulgi w rozporządzeniach, w których resort środowiska będzie określać faktyczne stawki, liczy natomiast Krystian Kozakowski, prezes Węglokoksu Kraj. Dostawcy węgla w projekcie ustawy zostali bowiem objęci takimi samymi stawkami maksymalnymi jak budowlanka. Dotyczą one także producentów metali. Jan Szafraniak, dyrektor biura Izby Gospodarczej Metali Nieżelaznych Recyklingu, zaznacza, że jeszcze trwają analizy. Obawia się jednak, że wyższe stawki mogą negatywnie odbić się na kopalniach rud, potrzebnych do produkcji metali. Przed wzrostem kosztów przestrzega Przemysław Sztuczkowski, prezes Cognoru.

— W przypadku opłat za wody powierzchniowe nasze koszty wzrosną o 32,2 proc., a podziemne aż o 155,8 proc. — szacuje szef giełdowej spółki. Stawkami maksymalnymi objęte będą też rafinerie, dostawcy odzieży, samochodów, komputerów.

JUŻ PISALIŚMY: „PB” z 6.06.2016 r. Przedsiębiorcy prognozowali wodny armagedon. Resort środowiska złagodził niekorzystne dla nich przepisy.