No, to mamy nową gierkowską erę wielkiej płyty. Koszty się zmniejszą radykalnie, a ceny znikomo. Oto Polska właśnie — tak jeden z inwestorów skomentował plany największego polskiego dewelopera zakupu linii do produkcji prefabrykowanych elementów ścian budynków.
— Ja nowy Gierek? Z technologią zgłosiła się do nas niemiecka firma stworzona przez mieszkających tam Polaków. Byłem, widziałem. Sześć pięter, budynek na 200 mieszkań składało trzech ludzi. Jeden obsługiwał dźwig, dwóch odpowiadało za posadowienie ścian. Stan surowy można w tej technologii mieć w pięć miesięcy. Prefabrykaty nie są płytą, lecz normalną cegłą ceramiczną, tylko zespoloną w stałe, większe elementy do budowy. Zatem — jeśli już, to jest to zmodernizowany system gierkowski — puszcza oko Józef Wojciechowski, szef rady nadzorczej i największy akcjonariusz JW Construction (JWC), rozsiadając się w fotelu w przepastnym gabinecie, który jasno sugeruje, kto tu rządzi. Mimo prezesów i innych dyrektorów.
— Mam do niego wielki szacunek za to, że stworzył tak mocną firmę. A jego zwrot w kierunku prefabrykatów uważam za trafiony pomysł — komentuje Jarosław Szanajca, prezes Dom Development.
Wojciechowski może i wzbudza kontrowersje — u Szanajcy też, o czym powszechnie wiadomo. Kiedyś jego firma deweloperska była nazywana budowlanym odpowiednikiem sieci sklepów Biedronka. Nade wszystko jednak Wojciechowski w swojej branży wiele stara się robić pierwszy — a to się ceni. Na ten rok biznesmen zapowiada więcej fajerwerków. Oznajmia, że woli budować w Moskwie niż w Warszawie. Najbardziej smakowity jest jednak deser. Józef Wojciechowski zostanie... potężnym producentem biopaliw.
Nie wszystkie jaja
— Prywatnie kupiłem 2,5 tys. ha ziemi w
Zachodniopomorskiem. Właśnie uruchamiamy tam produkcję biopaliw. Zainwestowałem
80 mln złotych. Powstanie blok podobny do tego, jaki ma Trzebinia, na 100-150
tys. ton rzepaku. Maszyny kupione, zakontraktowaliśmy też na kilka lat dostawę
surowca po cenach z giełdy w Paryżu. Ruszamy z końcem roku — opowiada Józef
Wojciechowski.
Przy okazji, jako że pola dewelopera są w dobrej strefie wietrznej, Wojciechowski postawi na swoich hektarach wiatraki i wyprodukuje od 250 do 300 megawatów energii elektrycznej, co zaspokaja zapotrzebowanie na prąd małego miasta.
— Budujemy w Nowogardzie magazyn na 50 tys. ton rzepaku oraz w Karsiborze pod Wałczem na 20 tys. ton. Rozruch technologiczny w grudniu. W zakładzie w Nowogardzie będzie pełna automatyzacja, w fabryce będą pracowali przede wszystkim inżynierowie — dodaje Roman Kobyliński, prezes REM z Nowogardu, prywatnie kuzyn Wojciechowskiego.
Biopaliwowa noga interesów szefa JWC dowodzi, że stołeczny deweloper nade wszystko przestrzega biznesowej zasady, że wszystkich jajek nie trzyma się w jednym koszyku. Wojciechowski jest także właścicielem hoteli sieci Hotel 500. Kupił ośrodek turystyczny Czarny Potok w Krynicy na hotel i spa. Ma własne biuro projektów, firmy produkujące okna, szalunki budowlane i konstrukcje stalowe. A także Towarzystwo Budownictwa Społecznego Marki, stawiające domy o umiarkowanych czynszach. Firma kończy uruchamianie kopalni kruszyw. Deweloper uniezależnił się także od produkcji betonu. Ma dwie betoniarnie, które mogą pracować przy temperaturze do -20 stopni Celsjusza.
O połowę mniej tynków
Wojciechowski zaczynał karierę biznesową ponad
30 lat temu, w erze gierkowskiej płyty. W jakimś stopniu historia zatoczyła
koło.
— W maju będą dwie linie technologiczne w Teresinie i dwie w Tłuszczu. Koszt każdej — blisko 500 tys. euro. Produkcja prefabrykatów ruszy pod koniec czerwca — zapowiada Józef Wojciechowski.
Pierwszymi inwestycjami, którą JWC zrobi po niemiecku, będą te w podwarszawskim Ożarowie i w stołecznej dzielnicy Białołęka (Lewandów). Efekty ma być widać w drugiej połowie roku.
— Policzyliśmy nawet to że do budowy 2,5 tys. mieszkań, w stanie surowym, metodą tradycyjną potrzebujemy tysiąca ludzi. Do budowy z prefabrykatów — 50. Do tego zużyjemy o połowę mniej tynków, bo ściany prefabrykowane, o których mówimy, są niezwykle proste i wszystko pasuje co do milimetra, bo produkcją steruje komputer — cieszy się Józef Wojciechowski.
W podobnej technologii JWC będzie budować także w Moskwie i pod Moskwą. Już zapadła decyzja, że w Rosji także postawi kolejną fabrykę prefabrykatów.
— Wolę budować tam, na Ukrainie, w Bułgarii, niż w Polsce. Nasz polski produkt jest tam traktowany jak zachodni i dostajemy za to premię. Możemy sprzedawać mieszkania o 15 proc. drożej niż miejscowi konkurenci — przekonuje Józef Wojciechowski.
Czyli, jak widać — prefabrykacja — odpowiedź JWC na strukturalny w branży brak rąk do pracy i coraz bardziej widoczny dołek na polskim rynku sprzedaży mieszkań zaprocentuje także na innych rynkach spółki. Ciekawe czy ten sam efekt da inne działanie, które podjęło JWC w obronie przed galopującymi cenami pracy, materiałów i działek nad Wisłą?
— Dla lepszej kontroli kosztów wydzieliliśmy spółki drogową, produkcyjną, pracownię projektową oraz spółkę wykonawczą. Na razie te firmy mają 100-procentowe obłożenie na naszych budowach. Co do spółki drogowej — mamy ambitniejsze plany. Jeśli prezes tej firmy da z siebie wszystko — jestem pewien, że będzie ona mogła powalczyć w konsorcjum o kontrakty na budowę dróg przed EURO 2012 — mówi Józef Wojciechowski.
Służby tu, służby tam
JW Construction (na bazie firmy polonijnej)
Józef Wojciechowski powołał po powrocie z USA w 1991 r. Deweloperem był jednak
także przed 1990 rokiem.
W PRL lat 70. — jako trzydziestolatek — miał sześć firm, w tym pięć zapisanych na rodzinę i na przyjaciela. Wtedy można było mieć jedną firmę — usługową. I zatrudniać tylko kilku ludzi.
— Wybudowałem kilkanaście domów, kilka restauracji, które potem sprzedałem. Nie, cegieł nigdy nie nosiłem — gdybym wtedy je nosił, to robiłbym to do dziś — uważa Wojciechowski.
Wkrótce jednak perspektywy w ułudzie wolności lat 70. stały się dla Józefa Wojciechowskiego za wąskie. Postanowił wyjechać do Szwecji. Zwinął interesy, część firm sprzedał, część wydzierżawił.
— Za Gierka, jeśli nie było się uwikłanym w politykę, dostawało się paszport turystyczny. Na takim paszporcie wyjechałem. Żonę i córkę ściągnąłem na Zachód. Musieliśmy się rozwieść, musiały się przeprowadzić, zmienić nazwisko. Ja wyjechałem z Gdańska, rodzina z Koszalina i się nie połapali — opowiada Wojciechowski.
W Szwecji spotkał znajomych, wyrzuconych z Polski w 1968 r. Zrobił z nimi biznes. Stamtąd szybko trafił do Stanów, gdzie założył firmę deweloperską na Florydzie.
Kupcy znaleźli się szybko, bo deweloper z Polski przebił konkurencję ceną. Za domy, które inna firma sprzedawała po 100 tys. dol., on brał 70 tys.
Z tamtych czasów Józef Wojciechowski chwali się jeszcze jednym.
— Po 14 latach za granicą do powrotu do Polski nie byłem przekonany od razu. Wcześniej nie wracałem, bo bałem się, że nie wypuszczą mnie z powrotem. Kiedy jeszcze spekulacyjnie budowałem w Polsce, miałem propozycję pracy w wywiadzie wojskowym. Odmówiłem i dziwię się tym, którzy twierdzą, że nie dało się oprzeć, księżom, naukowcom. Dało się. Poniewczasie okazało się, że miałem nosa — dziś mam status pokrzywdzonego — opowiada.
W latach 70. jego teczka została odłożona na wyższą półkę. Skąd o tym wie? Nazwisko dewelopera pojawiło się na liście, którą ujawnił ponad trzy lata temu Bronisław Wildstein, późniejszy prezes TVP. Wojciechowski z ciekawości skierował swoich prawników, żeby zbadali sprawę.
— Za teczkę odpowiadał niejaki pułkownik Wesołek. Nasłodzili mi tam. Że jestem niezwykle inteligentny, w łatwy sposób nawiązuję znajomości, mam dobre kontakty na Zachodzie, i byłoby wielką wartością mnie pozyskać. A po próbie werbunku jest też notatka, że jestem zbyt cenny, by za odmowę mnie zniszczyć. Że warto poczekać, aż będzie można zarzucić na mnie odpowiednie sieci — relacjonuje Wojciechowski.
Rykoszetem w twarz
Mówią o założycielu JW Construction — „szef
skąpy”. Że ma nawet wyliczony budżet na reklamacje nabywców jego mieszkań. I nie
daj Boże go przekroczyć. Źle wstawionych okien nie może być ani o jedno za dużo.
Mówią też, że lubi tenis, dobrą zabawę, rywalizację. Że otacza się byłymi politykami, by mieć więcej szans na atrakcyjne grunty i szybciej zdobywać pozwolenia na budowę. Pierwszym prezesem JWC był Marek Bryx, pracownik naukowy Szkoły Głównej Handlowej (później w latach 2001–03 prezes Urzędu Mieszkalnictwa). Obecny prezes Jerzy Zdrzałka to były wiceminister gospodarki przestrzennej i budownictwa, prezes PZU, kojarzony z PiS, wcześniej spółce prezesowała Barbara Blida.
Ostatnio jednak JW Construction częściej obrywa rykoszetem za tych, których zatrudnia lub zatrudniało, niż wskutek własnych wpadek. Tak było z Barbarą Blidą, tak jest ostatnio z Dariuszem Wdowczykiem, oskarżonym o korupcję trenerem piłkarzy Polonii Warszawa, klubu, który finansuje JWC. Wojciechowski nie boi się i o tych sprawach mówić.
— Spotkałem się z Wdowczykiem po tym, jak wyszedł z prokuratury. Od połowy kwietnia mamy nowego trenera. Liczymy na to, że i tak uda nam się do ekstraklasy awansować — mówi.
Jest jednak przekonany, że musi się z Polonii wyplątać.
— Kiedy inwestowałem w klub, wydawało mi się, że nasza piłka dojdzie do poziomu europejskiego. I nagle prokurator, przesłuchania, oskarżenia — wpadka. Zacząłem się więc zastanawiać. Bo cholera wie, jak to w tej piłce jest — tłumaczy chęć wyjścia z Polonii Warszawa Józef Wojciechowski.
Twierdzi, że nie może być już tu niczego pewny. Z drugiej strony, nie chodzi mu o to, żeby Polonię zostawić na lodzie. Sygnalizuje, że są ludzie, którym klub przyda się bardziej niż jemu — choć nie chce zdradzić, kto to.
— Trzeba ich namówić. Bo do inwestowania w piłkę należy mieć pasję. Ja ją miałem. Chodziłem na każdy mecz. Ale ostatnio mam tej pasji coraz mniej — kwituje.
Co się zaś tyczy Barbary Blidy.
— Poznałem tę śląską Alexis, która ją pogrążyła. Na pierwszy rzut oka widać, że to hochsztaplerka. Aż się dziwię, że prokuratorzy mogli w ogóle uwierzyć takiej osobie. Barbara Blida to nie była negatywna postać — kręci głową Wojciechowski, nawiązując do lat, gdy zatrudniał Barbarę Blidę, a — jak mówi — zdecydował się na to, bo był już zmęczony dziesięcioletnim operacyjnym zarządzaniem firmą.
Barbara Blida nie była w JWC wielkim menedżerem. Kiedy przestała być posłem, politykiem i prezesem, Wojciechowski jej pomógł, a potem ona mu się odwdzięczyła.
JWC wyłożyło kapitał założycielski na usługową spółkę Deweloper, która zajmuje się budownictwem inżynieryjnym, a którą Barbara Blida stworzyła na Śląsku od podstaw trzy lata temu. Po roku działania spółka zarobiła dla JW Construction milion złotych. W ubiegłym przyniosła Wojciechowskiemu dwa miliony złotych.
— Myślę, że tej naszej demokracji wymknęło się ostatnio coś spod kontroli.
Najpierw Blida, teraz na lotnisku zakuwa się w kajdanki szefa poważnej firmy za
jakieś umowy z piłkarzem — ucieka w generalia Wojciechowski. Prawie jak Edward
Gierek