W stosunkach z rządem jednostki samorządu terytorialnego z założenia są stroną słabszą, o czym obszernie traktuje m.in. tekst obok. Ale czasami samorząd ma możliwość odgryzienia się, ściśle wykonując przepisy ustawowe.

W pewnej drażliwej finansowo kwestii wspólny front postanowili utworzyć marszałkowie województw. Ich konwent nie jest żadnym organem, to jedynie poziome porozumienie konsultacyjne — ale ma przełożenie na solidarne decyzje szesnastu zarządów województw.
To właśnie samorząd ma wielki problem w razie nagłego upadku zarejestrowanego w danym regionie biura podróży. Zjawisko to najczęściej uderza w Mazowsze, a czasem w Wielkopolskę, Małopolskę czy Śląsk.
Jako beneficjent gwarancji ubezpieczenia plajtującego biura marszałek wydaje dyspozycję wypłaty zaliczki na sprowadzanie pechowych turystów do kraju oraz występuje w ich imieniu. Ale pieniędzy z gwarancji na taką kosztowną operację zwykle nie wystarcza, dlatego trzeba zakładać brakujące kwoty z budżetów województw. Gdy po ubiegłorocznym sezonie samorządowi marszałkowie zwrócili się do rządowych wojewodów o zwrot pieniędzy, otrzymali… figę z makiem. Dlatego w tym roku postanowili ograniczyć aktywność do ustawowej roli pośredników ubezpieczenia biura i tylko do wyczerpania się tego źródła.
Zbiorowa decyzja marszałków ma wydźwięk hiobowy dla potencjalnie zagrożonych turystów. Ale tylko postawienie problemu na ostrzu noża może uzdrowić sytuację.
Minister sportu i turystyki Joanna Mucha nie ma sukcesów, zatem trafia się jej okazja do trwałego rozwiązania przynajmniej jednego problemu naprawdę ważnego. Przepisy muszą jednoznacznie wskazać organ odpowiedzialny za sprowadzanie do kraju turystów, w obszarze zarówno logistyki, jak i finansów.