Wojna celna jeńców nie bierze

Partnerem publikacji jest PZU
opublikowano: 2025-04-09 14:43
zaktualizowano: 2025-04-09 20:00

Wzrost amerykańskich ceł może przyspieszyć cięcia stóp procentowych poza USA. Prezes Powell będzie miał dużo większy ból głowy - musi zważyć ryzyko silnego osłabienia aktywności w sferze realnej za oceanem z tym, związanym z potencjalnie silnym wzrostem cen tamże.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Z początkiem kwietnia USA wyruszyły na kolejną wojnę zapowiadając radykalny wzrost ceł – średnio do ok. 16,5 proc. z 2,5 proc. w 2024 r. (na bazie szacunków Tax Foundation dostępnych w serwisie Macrobond). Wyższe średnie obciążenie cłami amerykańskiego importu ostatnio widzieliśmy niemal 90 lat temu – w 1936 r. Wojna celna jeńców nie bierze. W wyniku ogromnego wzrostu obaw o skutki decyzji Prezydenta Trumpa dla globalnej koniunktury krew polała się na światowych parkietach. Negatywne skutki dla sfery realnej światowej gospodarki związane są m.in. z: spodziewanym ograniczeniem popytu amerykańskich konsumentów w związku z prawdopodobnym wzrostem cen w USA, potencjalnymi zaburzeniami w łańcuchach produkcji, możliwym ograniczeniem inwestycji przez firmy w okresie silnego wzrostu niepewności, wzrostem premii za ryzyko przy niejasnych perspektywach światowej koniunktury oraz możliwym dodatkowym spadkiem światowego popytu w scenariuszu rozkręcenia się spirali ceł gdyby kraje doświadczone wyższymi taryfami zdecydowały się podnieść na lokalnych rynkach koszty towarów eksportowanych przez USA. Kanały oddziaływania szoku celnego są dość złożone, a spodziewany spadek PKB największych partnerów handlowych USA będziemy ceteris paribus zaokrąglać raczej do punktów procentowych niż dziesiątej punktu procentowego. Wśród największych poszkodowanych będą Chiny, Meksyk, Kanada, strefa euro i same Stany Zjednoczone Ameryki.

Perspektywa silnego osłabienia światowego PKB doprowadziła do mocnej przeceny surowców energetycznych i przemysłowych. O ile konsumenci w USA na fali napędzanego taryfami wzrostu cen importu będą musieli głębiej sięgnąć do kieszeni, to ci z reszty świata mogą trochę zaoszczędzić. Skutki spodziewanego spadku popytu przy niższych cenach surowców mogą być dla reszty świata poza USA deflacyjne. Na taki scenariusz wskazują chociażby wyniki przeprowadzonego w styczniu 2025 r. przez Europejski Bank Centralny badania ankietowego wśród 82 wiodących przedsiębiorstw z sektora niefinansowego działających w strefie euro. Większość z nich na pytanie o oczekiwany wpływ podniesienia przez USA ceł w pełnym sugerowanych zakresie na ceny w ich sektorze w strefie euro odpowiedziała, że będzie on niewielki lub że ceny spadną. Tylko niewielki procent ankietowanych spodziewał się wzrostu cen. Podobne wnioski płyną też z opublikowanej na początku kwietnia analizy Instytutu Gospodarki Światowej w Kilonii – po podniesieniu ceł ceny w USA w krótkim okresie mają wzrosnąć, a u partnerów tej gospodarki mają spaść.

Spodziewane kierunki oddziaływań cenowych ostatniego szoku podażowego z Ameryki dają dużą przestrzeń bankom centralnym poza USA do redukcji kosztu pieniądza. Najprawdopodobniej jeszcze w kwietniu po raz kolejny stopy procentowe zetnie EBC, a w maju cykl obniżek może wznowić w Polsce RPP. Większy ból głowy będzie miał Prezes Powell – będzie musiał zważyć ryzyko silnego osłabienia aktywności w sferze realnej za oceanem z tym dotyczącym silnego wzrostu cen tamże. Wydaje się, że dopóki z USA będą płynąć dobre dane z rynku pracy, FOMC może pozostać w trybie wait&see. Jeżeli jednak pojawią się sygnały mocnego pogorszenia popytu na pracę w USA, również Fed może wznowić obniżki kosztu pieniądza.