Inwestorzy uciekają od euro i złotego, franka dopadły konwulsje, a dolar, jak zwykle, jest górą.
Powracają obawy inwestorów o sytuację fiskalną strefy euro. Decyzja Niemiec o zaostrzeniu regulacji rynków finansowych (czytaj więcej na str. 24) nie spotkała się z ciepłym przyjęciem. Kapitał od dwóch dni znowu ucieka z Europy, przez co cena euro osunęła się do poziomu 1,21 USD. Unijna waluta jest najtańsza od czterech lat.
— Inwestorzy stwierdzili, że politycy muszą wiedzieć coś, o czym nie wie rynek, skoro tak się asekurują. Wczoraj wręcz huczało od plotek — twierdzi Marek Rogalski, analityk DM BOŚ.
Ucieczka od euro tradycyjnie podbija cenę franka szwajcarskiego — waluty uznawanej za bezpieczną przystań. Wiele wskazuje jednak na to, że w obronie szwajcarskich eksporterów stanął wczoraj znowu tamtejszy bank centralny. Około godz. 15 frank momentalnie osłabł — cena euro spadła z 1,399 CHF do 1,418 CHF.
— Potyczka Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB) z rynkiem trwa od około dwóch tygodni. Wcześniej interwencje raczej polegały na utrzymywaniu stałego kursu. Teraz wygląda to na pojedynczą akcję osłabienia waluty — mówi Marek Rogalski.
Choć część analityków ma wątpliwości, czy to bank centralny osłabił franka.
— Zwykle SNB interweniował przy niskiej płynności (pod koniec dnia i na koniec tygodnia), żeby efekt był jak największy. Tym razem wszystko działo się wczesnym popołudniem, kiedy obroty były bardzo wysokie. Choć z drugiej strony skala osłabienia była tak duża, że musiało się wydarzyć coś naprawdę istotnego — mówi Marcin Kiepas, analityk X-Trade Brokers.
Wstrząs franka to dobra wiadomość dla polskich kredytobiorców. Złoty w ciągu półtorej godziny umocnił się do szwajcarskiej waluty o 6 gr. To wystarczyło jednak tylko na odrobienie straty z ostatnich dwóch dni, bo ucieczka inwestorów z Europy i od euro osłabia ostatnio też złotego. We wtorek i środę nasza waluta straciła do euro 13 gr (do 4,12 zł), a do dolara 15 gr (do 3,36 zł). Jak zwykle płacimy nie za swoje winy.
— Osłabienie złotego to skutek pogorszenia nastrojów na światowych rynkach i wywołanych tym ruchów na parze euro-dolar — mówi Marek Rogalski.
Co będzie ze złotym dalej?
— Wszystko zależy od tego, jak władze Unii Europejskiej, a zwłaszcza strefy euro, będą radziły sobie z problemami finansowymi, a to trudno przewidzieć. Nie wydaje mi się jednak, że to początek długotrwałego kryzysu. Te nerwy wystarczą jedynie na korektę. Nie spodziewam się litery "W" — mówi Marcin Kiepas.