Wschodzące rynki kuszą

Alina Treptow
opublikowano: 2010-03-11 00:00

Kilkudziesięcioprocentowe stopy zwrotu z inwestycji? To możliwe na rynkach Indii, Rosji, Brazylii czy Chin, ale nie tylko.

W trudnych czasach Polska jest także atrakcyjna dla inwestorów

Kilkudziesięcioprocentowe stopy zwrotu z inwestycji? To możliwe na rynkach Indii, Rosji, Brazylii czy Chin, ale nie tylko.

Coraz więcej inwestorów spogląda w stronę rynków wschodzących. Inwestujące na nich fundusze dają szansę na bardzo wysokie stopy zwrotu, jednak, jak wiadomo, wysokim zyskom towarzyszy zwykle wysokie ryzyko. Czy gra jest warta świeczki?

Rynki wschodzące nazywane często "potęgami gospodarczymi jutra", zamieszkuje 84 proc. populacji i są odpowiedzialne za 50 proc. światowego PKB, przy czym obecnie stanowią tylko 10 proc. globalnej kapitalizacji giełdowej. Eksperci proponują, aby w swoich portfelach zarezerwować trochę miejsca na fundusze inwestujące na tych rynkach, jednak ich udział powinien zależeć od naszej skłonności do ryzyka.

Według specjalistów mimo że rynki wschodzące mocno ucierpiały w trakcie ostatniej bessy szybko nadrabiają straty i znów przynoszą stopy zwrotu nieporównywalne z rynkami dojrzałymi.

— Wychodzenie globalnej gospodarki z recesji jest tylko kwestią czasu, a przyspieszenie, które nastąpi, będzie premiowało przede wszystkim gospodarki krajów wschodzących. Tam dynamika wzrostu będzie największa — podkreśla Roman Przasnyski, główny analityk Gold Finance.

Wpływ na wybór konkretnego funduszu ma przyjęta strategia i sposób zarządzania portfelem inwestycyjnym. Jednak w obecnej sytuacji rynkowej, według ekspertów, rynek akcji jest najbardziej atrakcyjny.

Według Romana Przasnyskiego znaczna część krajów zaliczanych do emerging markets charakteryzuje się bardzo małym zadłużeniem i zrównoważonymi finansami. Jeśli porówna się parametry w tym zakresie Rosji, Meksyku, Brazylii, Indonezji, Argentyny i Bułgarii z takimi potęgami jak Japonia, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania czy nawet Niemcy, to właśnie te pierwsze kraje wydają się "bezpieczną przystanią", niezagrożoną problemami, jakie wkrótce mogą być udziałem dawnych potentatów.

Gdzie lokować?

Azja i Ameryka Południowa, według ekspertów, dają szansę na największe zyski.

— Spośród azjatyckich gospodarek nie warto ograniczać się jedynie do Chin i Indii, ale należy zwracać także uwagę na inne, mniejsze i mniej jeszcze modne, takie jak na przykład Filipiny, Tajlandia, a także Wietnam, Indonezja. Takie rynki jak Kazachstan czy Ukraina wydają się chyba jeszcze zbyt ryzykowne i mało rozpoznane, by angażować na nich pieniądze. Poza funduszami specjalizującymi się w rynkach azjatyckich wciąż bardzo atrakcyjne wydają się te operujące w grupie zwanej BRIC, czyli Brazylia, Rosja, Indie i Chiny. Jak nietrudno zauważyć, ich zaletą jest geograficzne rozproszenie — dodaje Roman Przasnyski.

Szczególnie w 2009 roku inwestycje na rynkach krajów z grupy BRIC przynosiły największe zyski, średnia stopa zwrotu wynosiła około 70 proc.

— Dane z początku lutego wskazują, że liderem ostatniego roku z grupy BRIC była Rosja z ponad 120-procentową stopą zwrotu. Tak duży wzrost wynikał z odbicia się po wcześniejszych spadkach, a także z dobrego roku na rynku surowców. Brazylia mogła pochwalić się 60-procentową, a Indie 65-procentową stopą zwrotu. Jednak w tym roku zainwestowałbym na rynkach trzech krajów: Rosji, Polski i Turcji. Europa Środkowa i Wschodnia jest szczególnie atrakcyjna z powodu znacznych dotacji płynących z UE — mówi Adam Johaniuk, dyrektor ds. sprzedaży w PKO TFI.

Ryzyko inwestycji

Największym zagrożeniem dla tego typu inwestycji są zmieniające się kursy walut. Mimo że fundusz zanotował wzrost przy niekorzystnych notowaniach można nawet ponieść stratę. Jak tego uniknąć?

— W przypadku inwestowania w fundusze rynków wschodzących zawsze należy brać pod uwagę ryzyko zmian kursów walut. Niekorzystne zawirowania, czyli w naszym przypadku umocnienie się złotego, mogą mocno ograniczyć zyski. Część funduszy oferuje zabezpieczenie przed tymi zmianami, część nie. Trzeba na to koniecznie zwracać uwagę — podkreśla Roman Przasnyski.

Rozważając ulokowanie kapitału na rynkach wschodzących, trzeba zdawać sobie sprawę, że jest to kategoria nie tylko obszerna, ale przede wszystkim niejednorodna. Trzeba rozeznać się w panującej w danym kraju sytuacji politycznej i ekonomicznej, a później jeszcze dokonać wyboru odpowiedniego funduszu. Jeżeli ktoś godzi się ponosić wyższe ryzyko, w zamian za szansę na wyższe zyski, jest to opcja dla niego.

Marek Arent, analityk rynków finansowych Expandera

Wybór możliwości jest duży

Inwestor długoterminowy, który stosuje strategię pasywną (zasada "kup i trzymaj"), powinien poszukiwać funduszy inwestujących w cały obszar rynków wschodzących. Przykładem takiego funduszu jest Templeton Emerging Markets Fund czy HSBC Global Emerging Markets Equity Fund. Natomiast wybór strategii aktywnych wymaga częstych zmian w portfelu.

Dobór instrumentów finansowych może odbywać się przy pomocy rankingowania według ustalonych wcześniej kryteriów. Jedną z metod jest wskaźnik ceny do prognozowanych na koniec roku zysków (P/E). Według danych z listopada 2009 r., opracowanych przez JP Morgan, najniższym wskaźnikiem P/E wśród krajów rozwijających mogą się pochwalić Rosja, Turcja, Korea Południowa i Węgry. Dla decydujących się na aktywne zarządzanie portfelem rozwiązaniem godnym uwagi są również platformy inwestycyjne, opakowane w ubezpieczenie na życie. Pozwalają one na efektywną kosztowo i podatkowo dywersyfikację ulokowanych środków.

Alina Treptow

Możesz zainteresować się również: