Trzęsienie ziemi zachwiało japońską gospodarką, ale nad Wisłą go nie odczujemy
Polski eksport do Japonii niemal nie istnieje, więc straty będą niewielkie. Importerów czeka najwyżej poślizg w dostawach.
— Japonia stanęła w obliczu największego kryzysu od zakończenia drugiej wojny światowej — powiedział w przemówieniu do obywateli premier Naoto Kan.
Władze Kraju Kwitnącej Wiśni szacują, że trzęsienie ziemi spowodowało śmierć 10 tys. osób. Z powodu zamknięcia elektrowni i zerwania sieci przesyłowych bez prądu jest w Japonii 1,3 mln odbiorców, w tym firmy. Na północy kraju, w rejonie największych wstrząsów i zniszczeń spowodowanych tsunami, wiele dużych fabryk (m. in. Sony, Honda czy Nissan) zamknięto do odwołania.
Tygrys w opałach
— W przeciwieństwie do poprzedniego dużego trzęsienia ziemi — w Kobe w 1995 r. — ostatnie wstrząsy dotknęły stosunkowo duży i dość mocno uprzemysłowiony region. Dlatego tym razem przedsiębiorcom trudniej będzie przenosić produkcję w inne miejsce. Straty dla japońskiej gospodarki będą znaczne — ostrzega Shun Maruyama, strateg Credit Suisse.
Jak szacuje AIR Worldwide, firmy ubezpieczeniowe będą musiały pokryć koszty zniszczeń o wartości 34,6 mld USD (blisko 100 mld zł). Żywioł zaostrzył też — i tak napiętą — sytuację w finansach państwa. Kaoru Yosano, minister gospodarki, zapowiedział, że na usuwanie skutków kataklizmu może przeznaczyć z budżetu 1,3 bln jenów (15,8 mld USD, czyli 45,5 mld zł). Wszystko ponad tę kwotę rząd będzie musiał pożyczyć na rynku, a już potrzeby pożyczkowe są duże. Od wybuchu kryzysu finansowego Japonia zmaga się z potężnym deficytem, przekraczającym od trzech lat 6 proc. PKB. Dług publiczny w 2010 r. wyniósł 196 proc. PKB — większy ma tylko Zimbabwe.
— Japonia może w pewnym momencie doświadczyć odwrotu inwestorów, jeśli stracą zaufanie do stabilności finansów publicznych. Mogą zażądać wyższego oprocentowania za państwowe obligacje — zaznaczyli analitycy agencji ratingowej Moody’s.
Ekonomiści spodziewają się, że trzęsienie ziemi obniży w 2011 r. wzrost gospodarczy Japonii o 1-2 pkt proc. To istotny uszczerbek, bo gospodarka wygrzebuje się z kryzysu bardzo powoli. Jak prognozował przed kataklizmem Międzynarodowy Fundusz Walutowy, w bieżącym roku PKB Japonii wzrośnie o 1,5 proc.
Luźny związek
Japonia to trzecia gospodarka na świecie (za USA i Chinami), dlatego jej problemy z pewnością odbiją się na światowym handlu i rynkach finansowych (patrz str. 18-19, 23, 24). Wstrząsy odczują też polskie firmy prowadzące handel z Krajem Kwitnącej Wiśni.
— W dużej części Japonii produkcja i sieci dystrybucyjne uległy poważnemu uszkodzeniu, dlatego w najbliższych tygodniach polskie firmy powinny być przygotowane na opóźnienia w dostawach — twierdzi Go Shimuta, dyrektor generalny warszawskiego oddziału Japan External Trade Organization (JETRO).
Firm handlujących z Japonią nie jest jednak wiele. Eksport do Japonii zaledwie raczkuje — w pierwszych trzech kwartałach 2010 r. polskie firmy sprzedały w Japonii towary za 0,9 mld zł (0,3 proc. całego rodzimego eksportu). Wysyłamy tam głównie maszyny i urządzenia oraz trochę narzędzi, mięsa i mebli. Bardziej zaawansowany jest japoński import do Polski — od stycznia do września 2010 r. kupiliśmy towary za 8,2 mld zł (3 proc. krajowego importu). Japonia jest 14. nadawcą importu do Polski na świecie, porównywalnym ze Słowacją i Węgrami. Kupujemy przede wszystkim japońską elektronikę, maszyny i samochody.
— Obroty handlowe między naszymi krajami są zbyt małe, by wydarzenia w Japonii miały jakikolwiek bezpośredni wpływ na polską gospodarkę — mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Invest-Banku.
Jeżeli do Polski dotrą odpryski, to tylko odbite rykoszetem.
— Ewentualny wpływ może być tylko pośredni, czyli przez obniżenie światowego wzrostu gospodarczego. Tu jednak wstrząsu też bym się nie spodziewał. Japonia stanowi 6 proc. światowego PKB i leży w innej strefie walutowej niż Polska — uspokaja Jakub Borowski.
Według szefa polskiego oddziału JETRO, kłopoty w wymianie handlowej między Polską a Japonią mogą być tylko przejściowe. Obroty nie tylko szybko się odbudują, ale będą w kolejnych latach szybko rosły.
— Europa, w tym Polska, to kluczowy rynek dla japońskich producentów. W długim okresie handel będzie się nasilał i wkrótce nie będzie śladu po obecnych kłopotach — przekonuje Go Shimuta.