Gdy w raporcie notowanej na nowojorskiej giełdzie przyprawowej grupie McCormick pojawiła się przed dwoma laty informacja o przenosinach części globalnych procesów backoffice do Polski, spółka nie chciała ujawnić szczegółów. Obecnie mówi o 170 pracownikach w centrum usług wspólnych w Łodzi, a do końca roku ma być ich około 200.

— Dziś Polska obsługuje m.in. Wielką Brytanię, Francję, Hiszpanię, Portugalię, Afrykę. Co najważniejsze z punktu widzenia centrali — przenosiny przebiegały i przebiegają sprawnie, bez żadnych zakłóceń dla codziennego funkcjonowania grupy — mówi Olivier Touzalin, prezes McCormick Polska.
Nowe otwarcie
McCormick to światowy lider w przyprawach, ziołach kierowanych do konsumenta ostatecznego i przemysłu, o rocznychobrotach 4,3 mld USD. W 2013 r. ogłosił reorganizację w regionie EMEA (Europa, Bliski Wschód, Afryka), której elementem było stworzenie centrum usług w Polsce. Z raportu rocznego za 2015 r. wynika, że reorganizacja pochłonęła 24,4 mln USD, a w tym roku grupa wciąż będzie ponosić związane z nią koszty, ale znacznie mniejsze, bo 3,2-5,5 mln USD. W Polsce gigant pojawił się w 2011 r., gdy za 830 mln zł przejął przyprawowy biznes Kamisu z fabryką w Stefanowie. — Od akwizycji zainwestowaliśmy 83 mln zł, głównie w zwiększenie mocy produkcyjnych i systemy informatyczne. Ponadto corocznie zwiększamy budżet marketingowy. W tym roku będzie największy w historii — na 25-lecie marki. Zmieniliśmy logo, zmieniamy opakowania, stworzyliśmy dedykowane programy telewizyjne i serię promocji, i to jest nowe otwarcie dla marki — twierdzi szef McCormicka w Polsce. Nie chce podawać konkretnych kwot — ani marketingowych, ani inwestycyjnych. Zapewnia o „kontynuacji” dotychczasowego trendu.
— Polska to przyczółek na Europę Centralną i Wschodnią. Około 40 proc. produkcji ze Stefanowa wyjeżdża do Rosji, Rumunii i na Ukrainę. Rozwija się rynek krajowy i eksport, będziemy więc dalej inwestować w fabrykę — dodaje Olivier Touzalin.
W czołówce
Polacy już i tak przyprawiają na potęgę, a rynek cały czas rośnie.
— Z wynikiem 16-17 torebek ziół i przypraw rocznie na głowę mieszkańca Polska jest w absolutnej europejskiej czołówce. Wyjątkowa w skali Europy jest popularność mieszanek przypraw do mięsa — Polacy najpierw obtaczają w nich mięso, smażą, a potem raz jeszcze doprawiają przyprawami. To dzięki temu ta konsumpcja jest tak wysoka — tłumaczy prezes McCormick Polska.
Nasze roczne wydatki na zioła i przyprawy sięgają około 900 mln zł. Między marcem 2015 r. a marcem 2016 r. kategoria urosła, w ujęciu rok do roku, o około 8,5 proc. pod względem wartości i 5,3 proc. pod względem wolumenu.
— Branża jest przyzwyczajona do zwyżek rokrocznie, ale widać również przyspieszenie ich dynamiki. Zawdzięczamy to m.in. modzie na gotowanie, chęci poznawania nowych smaków i trendom prozdrowotnym. Zioła i przyprawy to naturalne produkty, więc idealnie się w nie wpisują. Spędzamy też wiele czasu na edukacji konsumenta — podsuwania przepisów w internecie, na blogach i programach telewizyjnych, tłumaczeniach, co z czym zestawić i jak wydobyć smak. To też przynosi efekty. Rynek nakręcają również nowości i zainteresowanie obcymi kuchniami. Tylko w tym roku wprowadzimy 40 nowych produktów — twierdzi Olivier Touzalin. Jego zdaniem, przyprawom niestraszne są nawet słabsze nastroje ekonomiczne.
— Jak dobrze się dzieje, konsumenci mają więcej pieniędzy i częściej jadają na mieście. Rośnie więc sprzedaż do segmentu HoReCa, a ponadto po powrocie z restauracji do domu sami próbują upichcić posiłki. Gdy w gospodarce gorzej się dzieje, to częściej zostają w domu i sami gotują, żeby zaoszczędzić, a więc potrzebują więcej przypraw — uważa szef McCormicka w Polsce.