LOT, który właśnie podpisał z Lufthansą umowę o współpracy, ma ambitne plany. Zamierza wymienić 15 samolotów, wejść do sojuszu Star Alliance i uruchomić nowe połączenia. Jan Litwiński, prezes spółki, twierdzi też, że branżowy inwestor strategiczny nie jest już konieczny. Akcjami przewoźnika zainteresowane są instytucje finansowe, a spółka ma trafić na giełdę w 2004 r.
„Puls Biznesu”: Jakie są plany inwestycyjne Polskich Linii Lotniczych LOT?
Jan Litwiński: Podjęliśmy już decyzję o wymianie latających w Eurolocie maszyn ATR 42-300 starej generacji na ATR 42-500. Pierwszy taki samolot właśnie do Polski przyleciał. Do końca października wymienimy pozostałe cztery. Planujemy też zakup ponad 10 samolotów 70-miejscowych. Decyzję o wyborze oferty podejmiemy do końca roku. Po bankructwie Fairchild Dornier pozostał wybór między ofertami Bombardiera i Embraera. Samolot 70-miejscowy potrzebny nam jest do budowy i obsługi siatki i harmonizacji oferty rozkładowej z partnerami ze Star Alliance. Prawdopodobnie część tych samolotów będzie w leasingu operacyjnym, a część w leasingu finansowym.
Jakie są prognozy finansowe LOT na ten rok?
— Ten rok zamierzamy zamknąć zdecydowanie lepszym wynikiem od zakładanego. To przede wszystkim efekt restrukturyzacji firmy. Zamknęliśmy 11 nierentownych połączeń i zmniejszyliśmy ofertę na mało rentownych trasach. Zredukowaliśmy zatrudnienie o 600 osób, czyli 15 proc. Po ośmiu miesiącach nasze koszty spadły o 12 proc., a wpływy wzrosły o 3 proc. Zakładaliśmy, że zysk w tym roku wyniesie 28 mln zł, ale już dziś mogę ujawnić, że przekroczy 60 mln zł.
Na jakim etapie jest program restrukturyzacji?
— Tegoroczny program jest bardzo zaawansowany, sądzę, że w 70 proc. Nie jest to jednak informacja precyzyjna, bo stale uzupełniany jest nowymi projektami, których prowadzimy obecnie 150. Przewidujemy, że w tym roku program przyniesie 51-55 mln USD (211,6-228,3 mln zł) oszczędności. Najtrudniejsze są projekty w tzw. obszarze operacyjnym, przede wszystkim dotyczące tu zwiększenia wydajności personelu lotniczego i pokładowego. W grę wchodzi redukcja składów personelu pokładowego w samolotach B-737 i B-767.
Czy do realizacji tak ambitnych planów nie przydałby się silny inwestor branżowy? Dlaczego Lufthansa nie chce kupić akcji LOT?
— Nie rozmawiamy z Lufthansą na temat powiązań kapitałowych, i to nie dlatego, że linie lotnicze przeżywają trudny okres i nie mają środków na tego typu inwestycje. W tym roku łączne straty branży ocenia się na 5-7mld USD (20,8-29,1 mld zł). W 2001 r. strata wyniosła 12 mld USD (49,8 mld zł). Dlatego od samego początku nasza współpraca z Lufthansą opiera się na podstawach biznesowych. Zresztą moim zdaniem związki handlowe przewoźników są silniejsze od powiązań kapitałowych.
Swissair nie spieszy się ze sprzedażą akcji LOT...
— A po co miałby się spieszyć? To oczywiste, że podpisana z Lufthansą umowa o współpracy automatycznie podnosi notowania LOT. Wejście do aliansu planowane na styczeń 2003 r. będzie kolejnym czynnikiem zwiększającym naszą atrakcyjność.
Czy LOT potrzebuje inwestora strategicznego?
— Po podpisaniu umowy z Lufthansą nie ma takiej potrzeby. Obecnie pakietem zainteresowane są instytucje finansowe. Zamiarem rządu jest wprowadzenie akcji LOT na giełdę w 2004 r. Docelowo Skarb Państwa chce zatrzymać 10- -proc. pakiet.
Więcej o planach Lotu i roli polskiego przewoźnika w sojuszu Star Alliance we wtorkowym „Pulsie Biznesu”.
Zapraszamy do lektury!