Wujek Sam wierzy w polskie firmy IT

Mirosław KonkelMirosław Konkel
opublikowano: 2012-09-26 00:00

W Indiach jest armia informatyków, ale Amerykanie wolą Polaków.

Przedsiębiorcy z USA, którzy korzystają z outsourcingu IT, przenoszą swoje centra z Indii do Europy Środkowo- Wschodniej, a przede wszystkim do Polski. Hindusi tracą dominację w takich usługach z trzech powodów: bariery kulturowej, strefy czasowej i jakości. Tak przynajmniej uważa Witold Kempa, prezes agencji Netizens Peppermint, która od lat współpracuje z amerykańskimi spółkami, m.in. z branży medycznej i nieruchomości, i ma przedstawicielstwo w Nowym Jorku. Dlaczego Netizens Peppermint postanowił szukać dla siebie szansy za Oceanem?

— Amerykański rynek wydawał się nam najbardziej chłonny na usługi outsourcingu IT. Co jeszcze przeważyło? Najmniejsza bariera językowa, najdynamiczniej rosnący sektor przedsięwzięć internetowych i adaptacji innowacji w gospodarce, wreszcie rozbudowana struktura funduszy inwestujących w różne fazy rozwoju przedsięwzięć z branż technologicznych — wymienia Witold Kempa.

Za Wielką Wodą z powodzeniem działa od lat także inna polska firma — InteliWise, dostarczająca systemy informatyczne oparte na sztucznej inteligencji. Ostatnio otrzymała w Stanach Zjednoczonych patent. O wyborze USA zadecydował kapitał infrastrukturalny i finansowy tego kraju.

— Amerykańskie państwo właściwie w ogóle nie wspiera przedsiębiorczości, korporacji. Za to przepisy prawne i podatkowe — owszem. Zakładając start-up, stosunkowo łatwo zdobyć kredyt w banku albo pozyskać inwestora. Poza tym w USA jest świetna infrastruktura. Drogi, telekomunikacja, logistyka, hotele, biura na godziny — wszystko to pomaga rozwinąć skrzydła we własnym biznesie — tłumaczy Marcin Strzałkowski, prezes InteliWise. Nie bez znaczenia jest także mentalność tamtejszego społeczeństwa, nastawionego na sukces i traktującego porażki w kategoriach lekcji.

— Padanie i wstawanie jest wpisane w cykle koniunktury gospodarki amerykańskiej, które przebiegają gwałtowniej niż w Polsce czy nawet w Unii Europejskiej. Ale przedsiębiorcy są do tego przyzwyczajeni, podobnie jak fundusze inwestujące w nowe firmy i banki. Ryzyko jest policzalne i ściśle powiązane z potencjalnym sukcesem mierzonym IPO, przychodem, wartością kursu akcji — twierdzi Marcin Strzałkowski.

Również Witold Kempa zauważa, że przy ocenie nowych przedsięwzięć Amerykanie nie biorą pod uwagę wcześniejszych porażek osób, które są zaangażowane w te przedsięwzięcia. Jeśli mają genialny pomysł, nikt się nie przejmuje błędami czy wpadkami, które wcześniej się im przydarzyły.

— Na konferencji, na której przedstawialiśmy aplikacje dla sektora zdrowia, podszedł do nas Amerykanin i zaproponował współpracę przy ich sprzedaży. Tłumaczył, że pracodawca dał mu szansę spróbowania swoich sił na zupełnie nowym rynku. Później się dowiedzieliśmy, że ten człowiek został dopiero co zwolniony z pracy — opowiada prezes Kempa.

Jesteśmy z pewnością narodem dużo bardziej komunikatywnym,elastycznym i kreatywnym niż Hindusi. Otwartość na nowości, ale też na innych ludzi i odmienne opinie, zjednuje nam sympatię Amerykanów. Podobnie jak osiągnięcia naszych studentów i absolwentów w IT. Jest jednak coś, w czym trudno będzie nam pokonać informatyków z Indii.

— To, czego nie potrafią jeszcze zapewnić polscy outsourcerzy, to zdolność do budowania wielotysięcznych zespołów. Hindusi są w tym mocni, bo dysponują dużo liczniejszym potencjałem specjalistów. Konkurować z nimi możemy jakością — wskazuje Witold Kempa.