Wyborcze nadużycia zapachniały secesją

Jacek Zalewski
opublikowano: 2004-11-24 00:00

Sytuacja dwuwładzy w państwie występowała powszechnie w czasach i ustrojach zdominowanych przez władzę absolutną (pamiętamy choćby „Jedni do Sasa, drudzy do Lasa”), ale jest nieobca również ustrojom formalnie demokratycznym. Wypadkiem ekstremalnym była oczywiście amerykańska wojna secesyjna, kiedy to w pękniętych Stanach Zjednoczonych jednocześnie w dwóch stolicach, Waszyngtonie i Richmond, urzędowało dwóch prezydentów, Abraham Lincoln i Jefferson Davis.

Te historyczne odniesienia nie są przesadą w kontekście sytuacji na Ukrainie po sfałszowanych przez aparat władzy wyborach prezydenckich. Zamiast amerykańskiego podziału na Północ i Południe, w naturalny sposób ukształtował się ukraiński podział na Zachód i Wschód. I jeśli w tamtej XIX-wiecznej, najważniejszej w dziejach świata secesji, stroną niosącą postęp gospodarczy i nowe wartości cywilizacyjne była Unia, to pęknięcie XXI-wiecznej Ukrainy okazuje się równie klarowne — unijny postęp z Zachodu niesie Wiktor Juszczenko, skonfederowanym betonem jawi się Wschód pod przewodem Wiktora Janukowycza. Na razie jednak generał Lee jest ufny w swoją policyjno-wojskową potęgę i nie ma najmniejszego zamiaru kapitulować przed generałem Grantem...

W roku 1991 Polska uznała niepodległość Ukrainy jako pierwsze państwo świata, dlatego w naturalny sposób jak nikt inny frasujemy się rozwojem wydarzeń za wschodnią granicą. Każdy w swoim stylu — na przykład prezydent Aleksander Kwaśniewski zwrócił się wczoraj o mediację między zwaśnionymi stronami do prezydenta Leonida Kuczmy, czyli jakby poprosił lisa o ustabilizowanie sytuacji w kurniku. A przecież to właśnie hołubiony tyle lat Kuczma jest personalnie odpowiedzialny za atmo- sferę kampanii wyborczej oraz nadużycia w obu turach głosowania! Co się zaś tyczy Unii Europejskiej, to można postawić każde pieniądze, iż podczas nadchodzącego szczytu unijno-rosyjskiego prezydent Władimir Putin nie musi się obawiać niewygodnych pytań o jego niesłychaną, imperialną ingerencję w sprawy niepodległej Ukrainy.

Jak to wszystko może się skończyć? Przebywając w czerwcu na VII Szczycie Gospodarczym Ukraina–Polska, zorganizowanym w pamiętnej dla nas Jałcie na rusofilskim Krymie, otrzymałem skierowanie na nocleg akurat do ośrodka wypoczynkowego KGB — niegdyś radzieckiego, obecnie ukraińskiego. Ośrodek jak ośrodek, zwyczajny, ale za to jacy goście... Po dawnemu wspólnie wypoczywają z rodzinami funkcjonariusze i z Kijowa, i z Moskwy, i z Mińska. Związek Radziecki niby nie istnieje już 13 lat, ale nie wszyscy przyjęli to do wiadomości. Dla owych sympatycznych ludzi z wiadomych resortów już w czerwcu wynik prezydenckich wyborów na Ukrainie był bezdyskusyjny. Wygląda jednak na to, że społeczeństwo ukraińskie — szczególnie zamieszkujące wielkie miasta — nie chce się z podjętą za jego plecami resortową decyzją pogodzić...