Wybory w Namibii w pełni elektroniczne

PAP, DI
opublikowano: 28-11-2014, 10:51

W Namibii rozpoczęły się w piątek wybory prezydenckie i parlamentarne. Polska mogłaby się wiele od afrykańskiego kraju nauczyć w tym zakresie. To pierwsze elektroniczne głosowanie w Afryce, przy którym wykorzystuje się specjalne maszyny.

Po raz pierwszy w historii kraju i kontynentu wyborcy oddają głos w formie elektronicznej, za pomocą wyprodukowanych w Indiach maszyn, które zastępują tradycyjne karty do głosowania.

Dwie partie opozycyjne zwróciły się w tym tygodniu do sądu najwyższego, by przełożył głosowanie na luty, argumentując, że wyłącznie elektroniczne głosowanie, bez kart papierowych, otwiera furtkę do oszustw wyborczych. Jednak w środę sąd odrzucił wniosek.

Według władz wyniki będą znane 24 godziny po zakończeniu wyborów.

Uprawnionych do głosowania w ponad 4 tys. lokali jest 1,2 mln Namibijczyków, czyli prawie połowa obywateli.W wyścigu o 96 miejsc w parlamencie stanęło 16 partii, z których dziewięć wystawiło swoich kandydatów na szef państwa. Największe szanse na zwycięstwo ma Geingob, kandydat Organizacji Ludu Afryki Południowo-Zachodniej (SWAPO) i jej wiceszef. Jeśli zostanie wybrany, zastąpi prezydenta Hifikepunye Pohambę, który po dwóch 5-letnich kadencjach musi złożyć władzę. Geingob to doświadczony premier kraju z lat 1990-2002, przywrócony na to stanowisko przed dwoma laty.

SWAPO, która rządzi od czasu uzyskania przez Namibię niepodległości po 30-letniej wojnie partyzanckiej (1960-90), także może liczyć na sukces w wyborach.

Namibijczycy czują się zobowiązani wobec partii za wojnę, która doprowadziła do uwolnienia się ich kraju spod okupacji RPA i ogłoszenia niepodległości jako Namibia. Dodatkowym atutem SWAPO jest brak faktycznych rywali do władzy i beznadziejna słabość politycznej opozycji.

Po stronie plusów SWAPO może też zapisać swoje dotychczasowe rządy, które przyniosły słabo zaludnionej Namibii (2,5 mln ludzi mieszka na obszarze prawie trzykrotnie większym od Polski) stabilność i względny dostatek.

Źródłem namibijskich dochodów są przede wszystkim diamenty (a także uran i turystyka), których tutejsze złoża zaliczają się do najbogatszych na świecie. W ostatnich latach diamentowa gorączka udziela się coraz bardziej przedstawicielom elity władzy, którzy kuszeni przez zagraniczne koncerny górnicze i kupców, sami przyznają sobie i swoim bliskim diamentowe koncesje. Sam premier Geingob przyznał w zeszłym roku, że niemal całe bogactwo kraju znajduje się w rękach zaledwie 150-200 tys. obywateli, podczas gdy pozostali żyją w biedzie. Przepaść w dochodach jej obywateli sprawia, że Namibia zaliczana jest do krajów o największych nierównościach społecznych.

Podziały między bogatymi i uwłaszczoną elitą władzy (niegdysiejszymi przywódcami ruchu wyzwoleńczego) stają się w ostatnich latach pożywką dla ulicznych protestów biedoty (w tym roku demonstrowały m.in. dzieci dawnych partyzantów, zapomnianych przez ich przywódców) oraz powstania populistycznej partii opozycyjnej - Namibijskich Bojowników o Wolność Gospodarczą, lokalnej filii południowoafrykańskiej imienniczki, która po tegorocznych wyborach znalazła się nawet w parlamencie.

Bloomberg
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP, DI

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane