Głównym punktem obchodów srebrnego jubileuszu polskich przemian ustrojowych, gospodarczych i społecznych będzie 4 czerwca, czyli rocznica przełomowych wyborów z 1989 r. Okolicznościowe materiały w tym wydaniu „PB” ukazują się zaś w terminowym nawiązaniu do innego fundamentalnego wydarzenia — ćwierć wieku temu 5 kwietnia podpisane zostały porozumienia Okrągłego Stołu, których następstwem były wybory.
Ustrojowo największym osiągnięciem Polski w minionym ćwierćwieczu stały się uczciwie liczone wybory.
W tej kwestii zdarzają się jedynie epizodyczne wybryki, ścigane karnie. Dlatego naturalne stało się powyborcze przejmowanie władzy między partyjnymi ekipami — a na stanowisku prezydenta między osobami — radykalnie różniącymi się ideowo i wzajemnie nieprzyjaznymi.
W kategorii liczby premierów i rządów III Rzeczpospolita i tak jest bardziej stabilna od przedwojennej II, ale dopiero Donaldowi Tuskowi udało się w 2011 r. jako pierwszemu utrzymać po wyborach fotel szefa rządu. Jego poprzednicy notowali: klęski — Tadeusz Mazowiecki (indywidualną w wyborach prezydenckich 1990) i Jerzy Buzek (2001); porażki dotkliwe — Jan Krzysztof Bielecki (1991) i Hanna Suchocka (1993); porażki honorowe — Włodzimierz Cimoszewicz (1997) i Jarosław Kaczyński (2007). Inni odeszli w trakcie kadencji lub nie ubiegali się o reelekcję: Jan Olszewski, Waldemar Pawlak, Józef Oleksy, Leszek Miller, Marek Belka, Kazimierz Marcinkiewicz. Co ciekawe — większość przegranych premierów później zaistniało z powodzeniem na innych funkcjach krajowych i międzynarodowych.
Tasowanie się ekip na szczęście nie szarpało zwrotnicą w sprawach najbardziej żywotnych dla kraju. Zgodnie przekazująca pałeczkę sztafeta lewicy i prawicy wprowadziła Polskę najpierw do Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (1999), a później do Unii Europejskiej (2004). Poza tym u nas było niewyobrażalne takie zdominowanie życia publicznego przez silną osobowość, czyniącą z własnych poglądów doktrynę państwową, jakie dotknęło choćby bliskich nam partnerów z Grupy Wyszehradzkiej: Słowację pod rządami nacjonalisty Vladimíra Mečiara, Czechy z nieuznającym UE prezydentem Václavem Klausem, i Węgry ze zwycięskim, ale podporządkowującym sobie każdą dziedzinę życia Viktorem Orbánem.
Wobec wymienionych niewątpliwych osiągnięć Polski, na drugim biegunie sytuują się wciąż zbyt silne wpływy polityków na gospodarkę. Każda zmiana władzy wywołuje szkodliwą zawieruchę kadrową w podmiotach pozostających decyzyjnie w rękach państwa. Kolejni władcy oczywiście są pełni frazesów, że „od teraz” o powierzaniu biznesowych sterów decydowała będzie wyłącznie fachowość, ale najbardziej merytoryczni zawsze okazują się akurat „swoi” Następstwem karuzeli są zmiany rozwojowych strategii, koncepcji itp. To z tego powodu roztrwoniliśmy w minionym ćwierćwieczu najwięcej szans i możliwości. Na styku polityki z biznesem jest to największa porażka III Rzeczypospolitej.