Budownictwo, meblarstwo, informatyka, katering, księgarstwo i turystyka. Co łączy te branże? Ciągną pieniądze z edukacji.
Lata mijają, a jedno się nie zmienia — ludzie się kształcą. Co prawda w Polsce środki na oświatę, szczególnie publiczną, są coraz skromniejsze, ale mimo to wielu przedsiębiorców robi z powodzeniem interesy z placówkami oświatowymi.
Edukacja turystyczna
Branżą stale czerpiącą zyski z takiej współpracy jest turystyka.
— Proponujemy wycieczki jedno- i wielodniowe, zielone szkoły i biwaki. Realizujemy też programy edukacyjne, na przykład: język polski na wesoło czy podróże palcem po mapie — opowiada Marcin Tarasewicz z biura podróży Ika-Tur.
Oferta wyjazdowa jest przeznaczona dla uczniów wszystkich typów szkół: podstawowych, gimnazjów i liceów. Organizatorzy wypoczynku dogadują się z reguły bezpośrednio z wychowawcą klasy lub z kilkoma jednocześnie bądź z przedstawicielami komitetów rodzicielskich.
— Dla każdej szkoły przygotowujemy zazwyczaj odrębną, zindywidualizowaną propozycję. W jej ramach oprócz tradycyjnych wycieczek organizujemy na przykład walki rycerskie, tworzymy wioski wikingów albo wigwamy i wioski indiańskie — wymienia Piotr Klichowski z biura podróży Hispaniola, od kilku lat prowadzącego własny program edukacyjny Via Polonia.
Szkolne wyjazdy trwają zazwyczaj od dwóch do siedmiu dni. Z reguły odbywają się od maja do czerwca lub od września do października, czyli wtedy, gdy najbardziej sprzyja im pogoda. Cena wycieczki zależy od jej charakteru, miejsca, liczby biorących w niej udział (średnio 40-45 uczniów), długości trwania oraz rodzaju planowanych atrakcji. Za dwudniową wyprawę do kolebki państwa polskiego (w programie zwiedzanie Gniezna, Ostrowa Lednickiego i Poznania) trzeba zapłacić około 170 zł od osoby. Czterodniowa zielona szkoła w Zakopanem kosztuje, razem z wyżywieniem, zakwaterowaniem i dodatkowymi atrakcjami, 40-45 zł za tzw. osobodzień.
Internet szkolny
Placówki oświatowe starają się też w miarę możliwości reagować na postęp technologiczny. Jeszcze niedawno lekcje informatyki prowadzone były często na przestarzałym sprzęcie, a o dostępie do internetu można było tylko pomarzyć. W niektórych szkołach z braku komputerów takie lekcje w ogóle się nie odbywały. Teraz w wielu placówkach uczniowie korzystają ze sprzętu najnowszej generacji, a informatyka jest przedmiotem obowiązkowym. Producenci i dystrybutorzy z branży IT regularnie uczestniczą w przetargach organizowanych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej.
— Często chodzi w nich nie tylko o dostarczenie odpowiedniego sprzętu, ale także o wykonanie instalacji, przeprowadzenie szkolenia i zagwarantowanie 36-miesięcznego serwisu. Ze względu na złożone wymagania takie zamówienia powinny być realizowane przez podmioty gospodarcze mające duże doświadczenie, odpowiednią kadrę i stabilną sytuację finansową — uważa Małgorzata Przedrzymirska, rzecznik prasowy Optimusa.
Firma ta od lat dostarcza — przez sieć pośredników — komputery, serwery i notebooki do placówek oświatowych. Jednym z takich pośredników jest ABG Ster-Projekt, który wyposażył w sprzęt informatyczny ponad 3,5 tys. szkół.
— Pracownie otrzymały zestawy komputerowe z oprogramowaniem, wideoprojektory, skanery i laptopy. Zysk nie jest duży, jednak przy odpowiednim prowadzeniu projektów może się to opłacać — przyznaje Tomasz Lewandowski, wiceprezes ABG Ster-Projekt.
Oprócz dostawy sprzętu procedurze przetargowej podlegają też jego instalacja, przyłączenie do istniejącej sieci internetowej oraz integracja wszystkich elementów.
— O zamówienia ubiegają się producenci i firmy IT, gdyż oznacza to nie tylko współpracę z sektorem publicznym i zyski finansowe, ale także prestiż dla firmy. Daje też producentowi satysfakcję z wychowania młodzieży na sprzęcie swojej marki — uważa Małgorzata Przedrzymirska.
Najbardziej ryzykują małe przedsiębiorstwa, ponieważ kary za ewentualne niedotrzymanie umowy mogą być dla nich bardzo dotkliwe. Dlatego częściej pełnią one rolę podwykonawców, wspomagających duże firmy dystrybucyjne.
Czas na Cezas
Wśród firm zajmujących się kompleksową obsługą placówek oświatowych są i takie, które stały się w tym sektorze pewnym symbolem. Przykładem trwałości i niezwykłej (jak na polskie warunki) stabilności jest istniejące od 1951 r. stołeczne Przedsiębiorstwo Zaopatrzenia Szkół Cezas. Od początku dostarcza do szkół i przedszkoli meble oraz pomoce naukowe.
— Zakupy u nas są dokonywane w formie przetargowej, zapytań ofertowych, z wolnej ręki, a także indywidualnie. Regularnie obsługujemy 75 proc. szkół województwa mazowieckiego, a to nie wszyscy nasi klienci — informuje Waldemar Widuliński, kierownik działu handlowego z Cezasu.
Oferta tej firmy obejmuje m.in.: tablice, krzesła i ławki szkolne, gabloty ogłoszeniowe, biurka komputerowe. Można w nim też zamówić globusy, mikroskopy, odczynniki chemiczne, a nawet szkielety pomocne przy prowadzeniu lekcji biologii. Dostępne są mapy, a także portrety królów i książąt polskich, Tadeusza Kościuszki albo Józefa Piłsudskiego. Czy w takim razie biznes z oświatą jest rzeczywiście zyskowny?
— Istniejemy od tylu lat i nikt nigdy nas nie dotował ani nie finansował — podkreśla Waldemar Widuliński.
A więc się opłaca.
Marcin Zawiśliński Ļ
[email protected] % 022-333-98-60