Wydatki na drogi przegrały z tablicą
Środa, 20 października 2010 r., godzina 10.00 — na tę porę zaplanowano start posiedzenia sejmowej Komisji Infrastruktury. Posłowie mieli przeanalizować zapisy projektu przyszłorocznego budżetu. Było o czym dyskutować, bo resort finansów mocno przyciął plany infrastrukturalnych wydatków, zwłaszcza na drogi.
Wchodzę do biura przepustek, by dostać kwit uprawniający do wejścia do Sejmu. Okazuje się, że wejść nie mogę.
— Dziś obowiązują specjalne procedury —mówi pracownica biura kartkując jakąś listę.
Na tej liście na pewno nie ma mojego nazwiska, bo niby czemu miałoby się tam znaleźć.
— Mamy dziś uroczyste odsłonięcie tablicy upamiętniającej ofiary tragedii smoleńskiej i nie wpuszczamy dziennikarzy na jednorazowe przepustki — tłumaczy pani w okienku.
Nie żartowała.
Coraz częściej, gdy słyszę o smoleńskiej tragedii, mam wrażenie, że świat zwariował. Szczerze współczuję rodzinom ofiar. Nie mam też nic przeciwko tablicy w Sejmie — TU-154 leciało wielu posłów. Ale życie toczy się dalej — jedni mogą odsłaniać tablicę, a inni analizować infrastrukturalne wydatki. Trzeba bowiem inwestować w drogi, koleje czy infrastrukturę lotniczą, choćby po to, by poprawić bezpieczeństwo podróżnych, by uniknąć podobnych tragedii. Rolą dziennikarzy jest natomiast informowanie i o tablicy,
i o planach budżetu. Bez absurdalnych specjal-
nych procedur. Po co one zostały uruchomione?
Czy ten, kto je wymyślił, z góry założył, że dzien-
nikarz nie wpisany na specjalną listę przyjdzie
tablicę zbezcześcić i zakłócić jej uroczyste
odsłonięcie? Posłowie nie mają prawa traktować
każdego, kto znajdzie się w kręgu wydarzeń
mających cokolwiek wspólnego ze smoleń-
ską tragedią, jako potencjalnego przestępcy. A tak mogli się poczuć ci, którzy wczoraj
nie zostali do Sejmu wpuszczeni.