Wydawcy kart już narzekają na ustawę

Beata Tomaszkiewicz
opublikowano: 2003-10-20 00:00

Nowa ustawa miała zapewnić bezpieczeństwo obrotu bezgotówkowego. Wprowadziła chaos w głowach bankowców i strach przed klientami.

Od tygodnia obowiązuje ustawa o elektronicznych instrumentach płatniczych, a środowisko bankowe już mówi o jej nowelizacji. Część przepisów umożliwia wieloznaczną interpretację, a ponadto nie wiadomo, kto ma zapłacić za operacje narzucone przez nowe przepisy.

Nowością jest konieczność podpisania własnoręcznie przez klienta umowy wydania karty płatniczej.

— Do tej pory obowiązywała umowa o prowadzenie rachunku, która obejmowała wszystkie dołączone do niego produkty i usługi, w tym karty i kredyty. Wszystko regulował jeden dokument z jednym podpisem. Teraz do karty będzie konieczna osobna umowa osobiście podpisana przez klienta — mówi Remigiusz Kaszubski, dyrektor ds. płatniczo-rozliczeniowych Związku Banków Polskich (ZBP).

Zapis dotyczy również kart wydanych przed wejściem w życie ustawy. Banki mają rok na to, by przygotować dokumenty i zdobyć na nich podpisy klientów. Dla PKO BP i Pekao SA, które wydały po ponad 4,5 mln kart, może to oznaczać koszty rzędu kilku milionów złotych.

Inne zdanie na temat przepisu ma należące do PKO BP Inteligo.

— Nasi prawnicy są zdania, że jeśli po utracie ważności jednej karty została wydana następna z zachowaniem ciągłości, to umowa mieszana nie wygasa i nie trzeba zawierać nowej. Dlatego nie zamierzamy starych klientów zmuszać do podpisywania nowych dokumentów — mówi Artur Wojciechowski z biura prasowego Inteligo.

Papierowych umów nie będzie także w przypadku, gdy klient zgubi kartę. Wówczas bowiem występuje o nową przez Internet, gdzie podpisuje się specjalnym kodem. Elektroniczny podpis jest, w opinii specjalistów z Inteligo, równy własnoręcznemu.

W nowym regulaminie prowadzenia konta spółka precyzuje to, czego jasno nie udało się zapisać twórcom ustawy, czyli zakres odpowiedzialności klienta za transakcje frodowe.

— W ustawie nieszczęśliwie skonstruowano przepisy mówiące o tym, kiedy klient odpowiada za transakcje z użyciem PIN, a kiedy nie. Obawiamy się, że nieuczciwe osoby mogą dokonywać transakcji z użyciem PIN, a następnie je zastrzegać i domagać się przejęcia przez bank odpowiedzialności — mówi Remigiusz Kaszubski.

W Polsce zdecydowanej większości oszustw próbują dokonać sami właściciele kart.

— Dlatego wątpliwości budzą też zapisy mówiące o tym, że bank ma 30 dni na wypowiedzenie umowy o prowadzenie karty nieuczciwemu posiadaczowi. Przez ten czas może on bowiem dokonywać transakcji — mówi Remigiusz Kaszubski.

Na razie ZBP obserwuje, jak banki i klienci radzą sobie z nowymi przepisami.