Wydmuszki walczą o unijne dotacje

Agnieszka Jabłońska
opublikowano: 2010-12-22 15:11

UKE podejrzewa, że w walce o 200 mln EUR doszło do nadużyć. Na "ostatniej mili" zarobią telekomunikacyjni giganci.

Zmazanie z mapy Polski białych plam, czyli miejsc pozbawionych dostępu do szerokopasmowego internetu — na ten cel dostaliśmy z Unii Europejskiej 200 mln EUR. Nie dość, że prawdopodobnie pieniędzy nie zdążymy wydać, to jeszcze okazuje się, że unijne fundusze mogą być wykorzystane niezgodnie z przeznaczeniem. Taki wniosek płynie z analizy Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE), który wziął pod lupę wnioski, które przeszły przez sito urzędniczej oceny.

Anna Streżyńska, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej. fot. MW
Anna Streżyńska, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej. fot. MW
None
None

— Na podpisanie umów czekają projekty, które według nas są nieracjonalne — nie dają gwarancji budowy sieci komunikacyjnej, która będzie miała biznesową rację bytu i pozwalała korzystać z sieci dużej liczbie odbiorców końcowych. Wytypowaliśmy już część nieefektywnych wniosków. Sprawdzamy, jaka jest skala tego problemu w kraju — mówi Anna Streżyńska, prezes UKE.

Dziwne projekty

Do tej pory do operatorów internetowych, którzy walczyli o dotacje, trafiło kilka procent z dostępnej kwoty. Gros projektów, których realizacja miała wystartować wiosną 2010 r.(dofinansowanie przyznano im w 2009 r.), wciąż czeka na podpisanie umów. Choć są już zatwierdzone, zdaniem regulatora, ich jakość pozostawia wiele do życzenia.

— Nie wiemy, czy chodzi o to, by dany obszar zablokować, a potem sprzedać uprawnienia do świadczenia usług większym firmom, czy jedynie o brak finansowania na realizację lepszego projektu. Badamy, czy są to nadużycia, czy też operatorzy boją się, że nie będą w stanie wywiązać się z realizacji założeń i dla bezpieczeństwa wpisują najmniej efektywne wskaźniki — ocenia Anna Streżyńska.

Firmy wydmuszki

Eksperci z branży obstawiają to pierwsze. Ich zdaniem, część spółek starających się o dotacje powstała tylko po to, by zdobyte pieniądze i uprawnienia odsprzedać dużym operatorom, którzy na dofinansowanie nie mają szans.

— Gdy pojawi się ktoś z zamiarem ekspansji, wykupi spółkę wydmuszkę wraz z grantem i utrzyma ją jako pozornie niezależny byt przez okres tzw. trwałości programu. Taki model pasuje do metody ekspansji większych operatorów, którzy rozwijają się nie tylko w sposób organiczny, ale także wykupują małych operatorów — ocenia Andrzej J. Piotrowski, ekspert Centrum im. Adama Smitha.

— Wygląda na to, że zmierzamy w kierunku podziału rynku między istniejących operatorów. Białe plamy istnieją, bo są nieefektywnie ekonomicznie. Ale jeśli państwo sfinansuje częściowo budowę infrastruktury, to wielki telekom, wykorzystując efekt skali, będzie w stanie wyciągnąć z tego zyski. Mniejszym firmom byłoby to trudniej osiągnąć — twierdzi Robert Kwiatkowski, prezes Hawe.

Taki obrót sprawy byłby jednak sprzeczny z założeniami działania 8.4 "Zapewnienie dostępu do internetu na etapie ostatniej mili dla wszystkich województw". Dzięki dotacjom inwesty- cje miały bowiem realizo- wać konkurujące ze sobą mikro-, małe i średnie firmy. Na wspieranie dużych graczy krzywym okiem patrzy też Komisja Europejska. Niestety, reguły, na których rozdawane są dotacje, aż się proszą o naginanie.

— W działaniu 8.4 występuje wiele sprzeczności. Jest skierowane do małych firm, ale te nie są w stanie spełnić jego wymogów i spiąć biznesowo przedsięwzięcia. Dlatego powstaje sztuczna struktura: spółki powołane tylko po to, by zarobić na zakamuflowanej odsprzedaży grantu innym telekomom — twierdzi Andrzej J. Piotrowski.

Urzędnicy przegapili

Dlaczego eksperci oceniający wnioski przeoczyli nieprawidłowości?

— Pracy przy projektach jest bardzo dużo, ludzi mało, a przez opóźnienia muszą pracować w pośpiechu. Rzeczywiste skutki projektu trudno ocenić osobie, która nie jest fachowcem w dziedzinie telekomunikacji. Dlatego wspólnie z resortami postanowiliśmy zrobić szkolenia. Wątpliwa dokumentacja powinna trafiać do UKE, projekt to zresztą przewiduje — twierdzi Anna Streżyńska.

Resort spraw wewnętrznych, który nadzoruje "ostatnią milę", obiecuje wyjaśnienie sprawy.

— Trwa sprawdzanie dokumentów i procedur pod kątem występowania opisanych zagrożeń. Po przeprowadzeniu analizy możliwe będzie precyzyjne określenie ewentualnego zakresu zmian kryteriów oceny projektów. Grupa robocza pracuje nad nowym kryterium, którego spełnienie zapewni dostęp do szerokopasmowego internetu na etapie "ostatniej mili" jak największej liczbie odbiorców końcowych. Na początku roku powinniśmy mieć gotowe kryterium wraz jego opisem i zasadami oceny — wyjaśnia Małgorzata Woźniak, rzecznik prasowy MSWiA.