Wygrały jednostki stawiające na jawność
Najlepsi mają najmniej do ukrycia
Najlepszą jednostką certyfikacyjną w Polsce okazała się KEMA. Najwięcej świadectw jakościowych w kraju wydał T†V R/Z P, z kolei najmniej unieważniła ich DEKRA. PRS to jednostka, która zdobyła najwięcej punktów za zasady współpracy z firmami konsultingowymi. Z kolei DNV najlepiej zdefiniował swoją misję na polskim rynku certyfikacyjnym. Tak w skrócie wyglądają wyniki pierwszego w Polsce rankingu certyfikatorów.
Do konkursu na najlepszego certyfikatora w kraju (firmę, która wydaje różnym podmiotom świadectwa zgodności systemów zarządzania z normami, m.in. ISO 9000, ISO 14001 czy QS 9000) zaproszone zostały wszystkie jednostki, goszczące w cotygodniowym zestawieniu „Pulsu Biznesu”, na wtorkowych kolumnach tematycznych „Zarządzanie jakością”. W poniedziałek (15.05.2000 r.) po godzinie 17.00, każda z nich dostała taki sam zestaw zagadnień z informacją o przygotowywanym przez „PB” rankingu. Na odpowiedzi oczekiwaliśmy do czwartku (18.05.2000 r.). Zaproszeni certyfikatorzy mieli więc trzy pełne dni na skompletowanie danych, które nas interesowały. Chęć uczestnictwa w rankingu zgłosiło 13 spośród 17 jednostek, znajdujących się we wtorkowych zestawieniach „Pulsu”. Zgłosiły się wszystkie firmy ze światowej czołówki instytucji certyfikacyjnych. Szkoda tylko, że do konkursu nie przystąpiło Polskie Centrum Badań i Certyfikacji (PCBC) — największy certyfikator o polskim rodowodzie. Jakościowego honoru naszego kraju musiał bronić Polski Rejestr Statków (PRS), czego zresztą dokonał z bardzo dobrym skutkiem.
System ocen
Każdy uczestnik konkursu oceniany był w sześciu kategoriach:
- liczba wydanych certyfikatów (ogółem),
- liczba certyfikatów unieważnionych (wliczaliśmy w to zarówno cofnięte, jak i nie wznowione),
- cena certyfikacji (braliśmy pod uwagę najniższe stawki),
- obroty z usług certyfikacyjnych za 1999 r.,
- współpraca z doradcami,
- motto (misja do spełnienia na polskim rynku certyfikacyjnym).
W każdej z nich można było zdobyć maksymalnie 6 punktów (1-3 pkt zależnie od miejsca w tabeli i 1-3 pkt za przedstawioną infromację). W przypadku pierwszych czterech kategorii kryterium oceny były po prostu wielkości przedstawionych liczb. Dwie pozostałe, z uwagi na swoją nieprzeliczalną wartość, oceniane były przez dwóch niezależnych ekspertów: Ryszarda Jaskólskiego, prezesa zarządu RBG Polska i Helmuta GlŠsera, konsultanta IMV Hamburg. Żaden z nich nie wiedział, jaką firmę ocenia, ponieważ otrzymali listy zawierające dane, którym nie były przyporządkowane nazwy uczestników konkursu. Dodatkową, siódmą kategorią, która bezpośrednio nie podlegała punktacji, była kolejność nadsyłania informacji.
W przypadkach, kiedy jednostki uzyskiwały taką samą liczbę punktów, o ich kolejności w tabeli decydowała szybkość reakcji na nasze zaproszenie.
Wyniki uzyskane w poszczególnych kategoriach sumowane zostały w klasyfikacji generalnej. Dodawaliśmy punkty zdobyte za wartość podanej informacji i premie za zajęte miejsce w określonej kategorii. Wygrywała firma, która zdobyła ich najwięcej. W ten sposób wyłoniliśmy najlepszego certyfikatora w Polsce.
Twarde zasady
Ocena pod względem liczby wydanych certyfikatów nie była trudna. Zasada była prosta: im więcej, tym lepiej. Pod nieobecność PCBC, w kategorii tej wygrał T†V Rheinland/Zetom Polska (T†V R/Z P). Trochę gorzej było przy liczbie certyfikatów unieważnionych. Z jednej strony wiadomo przecież, że im więcej wydanych, tym większe prawdopodobieństwo dużej liczby unieważnień. Z drugiej jednak, należało zastosować zasadę: ilość nie zawsze znaczy jakość. Najwięcej punktów otrzymali zatem ci, którzy unieważnili najmniej certyfikatów bez względu na to, ile ich wydali. Dlatego też tę konkurencję wygrała DEKRA Certification Services (DEKRA), która unieważniła najmniej świadectw jakościowych, ale i wydała ich w Polsce najmniej. Dwie kolejne dyscypliny chyba nieco zaskoczyły uczestników, chociaż są to zupełnie normalne kryteria oceny w każdym standardowym rankingu. Chodzi oczywiście o wysokość rocznych obrotów firmy i ceny usług. Z uwagi na bardzo sporadyczne ujawnianie tych informacji przez jednostki certyfikujące, postanowiliśmy przyznać 3 pkt każdej, która się na taką szczerość zdobyła. W obu kategoriach zwyciężyła KEMA Registered Quality Polska (KEMA), pokonując również wszystkich w klasyfikacji generalnej. Jeżeli chodzi o dwie ostanie kategorie konkursowe, czyli formy współpracy z konsultantami i motta funkcjonowania na rynku — daliśmy niezależnym ekspertom nie lada orzech do zgryzienia. W tej roli wystąpiły osoby znane w branży jakościowej jako postacie nieco kontrowersyjne. Ich niecodzienność polega jednak na tym, że komentując zjawiska związane z zarządzaniem jakością nigdy nie owijają w bawełnę.
Otwarte karty
Na koniec należałoby chyba stwierdzić, że na podium zwycięzców naszego rankingu znalazły się firmy, które zdecydowały się zagrać w otwarte karty i udzieliły pełnej informacji praktycznie we wszystkich interesujących nas kategoriach. Najwięcej punktów zdobyli po prostu ci, którzy mieli najmniej do ukrycia. Tym optymistycznym akcentem można by zakończyć. Szkoda tylko, że tak niewiele jednostek certyfikacyjnych zdecydowało się na przykład na ujawnienie swoich obrotów. To chyba nie jest tajemnica, przynajmniej w krajach cywilizowanych, w których panuje wolny rynek. A wydaje się przecież, że Polska do takich należy.