Teoretycznie ruchy na złotym można w dużej mierze tłumaczyć zachowaniem dolara, którego trend umocnienia od początku roku jest wyraźny (kurs EUR/USD spadł poniżej 1,18 USD). W praktyce jednak nasza waluta jest słabsza również na tle innych walut regiony, jak forint czy korona czeska. Świadczy to o tym, że za słabością złotego stoją również czynniki specyficzne (lokalne). Rozmowy z inwestorami zagranicznymi sugerują, iż czekają oni m.in. na finał kwestii kredytów frankowych w Polsce i koszt dla sektora bankowego realizacji wytycznych Sądu Najwyższego.
Ponadto NBP zarówno komunikatami, jak i interwencjami zachęcał rynek do gry przeciwko złotemu, licząc na dodatkowy impuls stymulacyjny. Słabsza waluta krajowa jest oczywiście czynnikiem wspierającym dla gospodarki przez pryzmat eksportu. Złoty jest słabym jednak trudno mówić o ataku spekulacyjnym na naszą walutę, jaki miał niedawno miejsce w przypadku tureckiej liry czy wcześniej rosyjskiego rubla. Dynamika zniżki złotego jest umiarkowana, a fundamentalne zmiany relacji złotego do koszyka walut regionu nastąpią zapewne dopiero, gdy inwestorzy będą musieli zmierzyć się z rożnym tempem normalizacji polityki monetarnej.