Wykres nie mówi całej prawdy

ET
opublikowano: 2010-01-28 00:00

Na papierze banki spółdzielcze to spora siła. Ale realnie mają tylko kilka procent rynku. Czy na pewno "tylko"?

Zgoda pomaga wykorzystać efekt skali

Na papierze banki spółdzielcze to spora siła. Ale realnie mają tylko kilka procent rynku. Czy na pewno "tylko"?

To był trudny rok dla Mazowieckiego Banku Regionalnego, który ostatecznie wyszedł z problemów obronną ręką. Udało się podwyższyć kapitały o 16 mln zł — do 45 mln zł i wypracować przeszło 7 mln zł zysku brutto.

— Jesteśmy płynnym, dobrze skapitalizowanym bankiem — twierdzi Danuta Kowalczyk, prezes MR Banku.

Mazowieckim Bankiem Regionalnym kieruje od jesieni 2007 r., ale jej staż w bankowości spółdzielczej liczy przeszło 20 lat. Pracowała też w BGŻ, w czasach, gdy miał on integrować sektor spółdzielczy.

Danuta Kowalczyk nie zgadza się z opinią o uśpionym, niewykorzystanym potencjale banków. Uważa, że zbiorcze statystyki zniekształcają rzeczywistość. Wykazują, że choć banków spółdzielczych jest 579, łącznie mają tylko kilka procent rynku. Czy to rzeczywiście "tylko"?

— Nie dajmy się omamić statystykom, słupkom i wykresom. Na papierze prezentujemy się lepiej niż wiele znanych banków komercyjnych. Ale nimi nie jesteśmy. Jesteśmy bankami niszowymi, z natury konserwatywnymi, nie prowadzimy agresywnej polityki zdobywania rynku — wyjaśnia Danuta Kowalczyk.

Zasięg jednej gminy

Zresztą różnie to bywa w różnych bankach. Jedne są aktywniejsze na rynku, inne bardziej zachowawcze. Generalnie jednak banki spółdzielcze nie za bardzo chcą odejść od roli, do jakiej zostały powołane i jaką odgrywają od niemal 150 lat. A rola spółdzielczości bankowej jest trudna do przecenienia w restrukturyzacji Polski lokalnej.

— To dzięki bankom spółdzielczym przedsiębiorcy rozwinęli firmy w wielu gminach i miasteczkach. Nie prowadzimy kosztownych akcji marketingowych. Nie musimy tego robić. Znamy naszych klientów, często z imienia i nazwiska, a oni znają nie tylko bank, ale też prezesa i członków zarządu. Lokalność spółdzielczości z jednej strony ogranicza, z drugiej — jest potężną siłą — podkreśla prezes MR Banku.

Podaje przykład banku spółdzielczego z Mławy, który niedawno obchodził setne urodziny. Od lat działa na tym samym rynku. Nie prowadzi agresywnej polityki, a obsługuje większość miejscowych firm i wszystkie samorządy.

— Czy to ważne, jaki on ma udział w rynku? I czy to źle, że koncentruje się na rynku, który doskonale zna? Jestem przekonana, że niewielkie banki o zasięgu jednej gminy czy powiatu będą tam działały przez najbliższe lata — stwierdza Danuta Kowalczyk.

Rola zrzeszeń...

Na tym właśnie polega niebagatelna przewaga banków spółdzielczych nad oddziałami komercyjnej konkurencji: nawet jeśli bank spółdzielczy ma tylko jedną placówkę, w niej się mieści centrala, tu urzęduje prezes, tu zapadają decyzje.

— Duże banki działające na szerszym rynku nadają ton zmianom w sektorze. Banki zrzeszające powołano po to, by pracowały dla banków spółdzielczych. Dlatego jest mi bliska idea specjalizacji produktowej zrzeszeń — podkreśla Danuta Kowalczyk.

Mazowiecki Bank Regionalny jest najmniejszym spośród trzech zrzeszeń bankowych w kraju — na koniec 2008 r. należało do niego 77 banków spółdzielczych. Teraz trochę mniej, ponieważ w ubiegłym roku kilka banków zmieniło zrzeszenie.

— Każdy bank ma prawo wyboru zrzeszenia. Zmiany były, są i będą. W 2002 r. przeszło do nas 18 banków, potem jeszcze dwa. To stały proces — twierdzi Danuta Kowalczyk.

To, że MR Bank jest małym zrzeszeniem, uważa za jego siłę. Dzięki temu komunikacja między bankiem zrzeszającym a akcjonariuszami jest łatwiejsza. Danuta Kowalczyk jest zwolenniczką modelu, w którym bank zrzeszający pełni funkcję służebną wobec banków spółdzielczych.

— W centrum muszą być banki spółdzielcze. Trzeba im zapewnić bezpieczeństwo rozliczeń i dostarczyć tani produkt — mówi Danuta Kowalczyk.

Nie musi się to ograniczać tylko do jednego zrzeszenia. Danucie Kowalczyk bardzo odpowiada model, w którym banki zrzeszające oferują produkty i usługi nie tylko zrzeszonym w nim bankom spółdzielczym. Każdy bank zrzeszający proponuje bankom to, w czym jest najlepszy. MR Bank czuje się mocny w cash processingu i gotów jest pomagać zarządzać pieniędzmi w bankach innych zrzeszeń. I już to robi. We wrześniu 2009 r. podpisał strategiczną umowę z Gospodarczym Bankiem Wielkopolski o wzajemnej współpracy.

— Osiągamy ogromny efekt skali. Możemy wzajemnie oferować akcjonariuszom nasze usługi i produkty. Wszystko z myślą o dalszym wzmocnieniu tego sektora. Chcemy, by banki spółdzielcze osiągały coraz lepsze wyniki finansowe. I jest to już widoczne z roku na rok — wyjaśnia Danuta Kowalczyk.

... i ich model

Prezes MR Banku uważa, że rynek bankowości spółdzielczej powinien zmierzać w kierunku współpracy. Nie jest natomiast zwolenniczką konsolidowania sektora wokół jednego banku zrzeszającego.

— Tyle jest banków zrzeszających, ile sobie życzą banki spółdzielcze. W pewnym okresie było ich jedenaście. W Europie też różnie z tym bywa. W niektórych krajach są trzy. U nas jeden bank nie najlepiej się kojarzy w związku z doświadczeniami, jakie sektor spółdzielczy miał z BGŻ. Model zrządzania bankami przez regiony się nie sprawdza. Wydaje się, że najlepszym rozwiązaniem jest skupianie banków w zrzeszeniach, które pełnią wobec nich funkcję służebną — mówi prezes Kowalczyk

Dodaje, że chociaż wizja jednego banku spółdzielczego na miarę Raiffeisena, czy Rabobanku jest atrakcyjna, to trzeba zadać sobie pytanie czy realistyczna.