Dzień głosowania spędziłem jak każdą wyborczą niedzielę od upadku komuny w 1989 r. — przewodniczyłem komisji obwodowej. Nie pamiętam jednak, by kiedykolwiek wyprowadziły mnie aż tak z równowagi polityczne brednie o wyborczych fałszerstwach w Polsce.
Zarzuty o sumowaniu naszych wyników na „ruskich serwerach” upadły jako zbyt niedorzeczne nawet dla ich autorów. W zamian pojawiła się jednak teza bardziej wyrafinowana — o możliwym ataku hakerskim, wiadomo z którego kierunku, na system wyborczy podczas transmisji danych. Faktycznie, jak każdy z 27 664 przewodniczących komisji po zliczeniu wyników w obwodzie wpuściłem je do systemu Państwowej Komisji Wyborczej (PKW), potwierdzając dane poufnym kodem. Ale jednocześnie wersję elektroniczną wydrukowaliśmy, komisja protokół podpisała, opatrzyła pieczęcią i dopiero ten dokument miał moc prawną! Przyjęta w Polsce podwójna ścieżka wyklucza jakikolwiek przekręt. Do zapieczętowanej koperty z protokołem nie dostałby się nawet najlepszy haker galaktyki, w drugą zaś stronę — każdy wyborca już po godzinie 23 mógł skonfrontować kopię pisemnego dokumentu, którą przykleiliśmy na szybie lokalu (budynek szkoły) — z wynikami tegoż obwodu na portalu PKW.
Rozpowszechniane przez polityków głupstwa dotyczą również głosów nieważnych. Główną ich przyczyną są niezrozumiałe dla wyborców zasady głosowania. Odsetek błędów maleje skokowo w czytelnych wyborach personalnych, np. prezydenta RP czy wójta/ burmistrza. Barierą trudną do pokonania dla części elektoratu okazują się natomiast wybory na listy — do Sejmu, PE, sejmików województw i rad powiatów. W niedzielę znowu miałem przypadki, gdy głosujący wybrał jednego kandydata i wykaligrafował krzyżyk w jego kratce, ale zrobił tak… na każdej liście w broszurce. Notabene w wyborach do Senatu dominująca przyczyna nieważności okazuje się odwrotna — żółte kartki wrzucane są bez żadnego krzyżyka, za to z komentarzami o darmozjadach.
Znając wybory od podszewki, potwierdzam jednak realność epizodycznych, niemających znaczenia nadużyć wewnątrz komisji obwodowej. W skali nawet nie procentowej, co najwyżej promilowej. Konkretny przykład — jeśli przy liczeniu głosów do PE trafia się broszurka nietknięta, to uczciwy członek komisji kładzie ją na kupkę głosów nieważnych, ale nieuczciwy może cichcem… dostawić krzyżyk któremuś kandydatowi. Dlatego w mojej komisji posiadanie długopisu w fazie liczenia od zawsze traktowane jest niczym przemycanie noża do samolotu. Innych realnych możliwości drobnych kombinacji, za które nawet w skali mikro oczywiście grozi odpowiedzialność karna, nie będę podawał, żeby nie udzielać instruktażu przed wyborami samorządowymi. Zwracam jedynie uwagę, że członków komisji obwodowych zgłaszają przecież same komitety wyborcze i czarną owcą może okazać się reprezentant partii nawet najbardziej prawomyślnej, sprawiedliwej i obywatelskiej…