Wysokie ciśnienie w moim Edenie

Dla Kazimierza Pazgana jeden scenariusz to za mało.

Dla Kazimierza Pazgana jeden scenariusz to za mało. Opracował więc kolejną unikalną technologię w drobiarstwie, rusza z inwestycjami wartymi setki milionów, tka swój raj na tropikalnej wyspie. No i buduje życiodajną kapsułę. Bo skoro jego postawiła na nogi, to postawi i świat.

Kazimierz Pazgan
Zobacz więcej

Kazimierz Pazgan

Marek Wiśniewski

Dwoje medyków i nieprzytomny pacjent. Podnoszą mu powiekę, badają reakcje. Świadkowie słyszą taką wymianę zdań: — Na dobrą sprawę on nie żyje.

— Ale zostawmy go. Kostnica pełna, zobaczy się po Świętach. To były szpitalne klimaty z zeszłorocznej Wielkiej Soboty. Rok z okładem później Kazimierz Pazgan, właściciel i twórca Konspolu, jednego z liderów na rynku mięsnym w Polsce, tryska energią, prowadzi wielogodzinne dysputy. I pomyśleć, że po udarze i piątym zawale serca miesiącami ciągnął za sobą prawą stronę ciała, a dialogi ograniczał do ledwo wydukanych monosylab. Ale Kazimierz Pazgan optymizmem przebija ściany i zaraża otoczenie. Niespieszno mu zejść ze sceny. Po spotkaniu ze śmiercią nie tylko przestawił firmę na nowe tory i głębiej wciągnął swoje dzieci do operacyjnego podkręcania Konspolu.

Twardy góral mocniej rusza też z projektami inwestycyjnymi w Europie, Azji, a być może i na Bliskim Wschodzie. To plan na wydatki rzędu co najmniej 250 mln zł w dwa lata. Zresztą nie tylko o kurczakach mowa — nowosądecki przedsiębiorca z tajemniczym uśmiechem rozkłada plany czegoś, co przypomina kapsułę dla kolonizatorów Marsa. — To jest mój pomysł na nowy biznes ze sfery nowych technologii. To komora, która dała mi drugie życie. Jedziemy do mnie do domu — komenderuje i już po chwili jego mercedes gna po wąskich górskich duktach.

Kosmos w pigułce

Na podwórku jest niemal po staremu — gdyby nie nowy, niepozorny z zewnątrz dom, stojący obok kilku wyższych, zamieszkanych przez familię. — W pół roku zbudowałem wszystko od podstaw. Na dachu mam panele słoneczne, generujące prąd m.in. na to, co jest w środku — podsyca ciekawość biznesmen.

A wewnątrz… Wow! Motyla noga! Pal licho pomieszanie domowej siłowni z salą rozrywki, gdzie obok stołu do bilarda stoi elektryczna bieżnia. Wzrok przykuwa co innego: masywna trzyczłonowa kapsuła z grubego metalu, upstrzona nitowanymi bulajami. Przypomina scenografię z filmów science-fiction, w których główny bohater leci pomieszkać na obcej planecie. Pod podłogą dwa metry instalacji, butli gazowych, sterowników, zbrojeń, podzespołów z metkami „Made in Japan”. Kosmos, który musiał kosztować krocie. — Takiej komory normobarycznej, dużej i zaawansowanej technologicznie, nie ma nikt w Polsce. Jestem w niej codziennie z prostej przyczyny: stawia mnie na nogi, podobnie jak wszystkich, których do niej zapraszam — uśmiecha się Kazimierz Pazgan.

„No trudno” — taką suchą myśl zakodował sobie w głowie, gdy usłyszał od lekarzy, że po tak rozległych udarach płynna mowa wraca najwcześniej po trzech latach intensywnej rehabilitacji. Nad swoim firmowym gabinetem zorganizował wówczas salę życiowej odnowy — dwie godziny dziennie masaży, psychologów i logopedów. Szło topornie. Obolałe, niesprawne 67-letnie ciało, dolegliwości niedające spać, koszmarne efekty uboczne kuracji 30 (sic!) pigułkami dziennie. Gehenna? Do pierwszego spotkania z normobarią. — Zero. Tyle biorę obecnie tabletek i tyle mam zmartwień ze zdrowiem dzięki komorze. Dlaczego nie miałby tego spróbować cały świat? — pyta gospodarz, wyciągając smartfona. Jednym ruchem odpala aplikację, wciska przycisk i obserwuje ekrany na ścianach śluzy. Po chwili z sykiem otwierają się potężne drzwi kapsuły.

„Teleexpres” na haju

Kilka minut adaptacji w śluzie, trochę dyskomfortu w uszach i możemy wejść do środka. Tu czekają dwa obszerne pokoje z łazienką. Siadamy w wygodnych fotelach, na ścianie miga telewizor. Zaczyna się: czas przestaje się liczyć, na zmysły oddziałują chemia i fizyka. Zrazu robi się nieco sennie, świat miga za mleczną szybą. Ciało płynnie rozjeżdża się ze świadomością, rozmowa zaczyna się rwać, krew coraz szybciej uderza do głowy. Mdlejący błogostan i zmysłowa rewolucja w tej sytuacji to normalka — w środku panują nieziemskie warunki.

Ciśnienie 1500 hPa (jak 50 m pod wodą), znacznie mniej niż na zewnątrz azotu i dwukrotnie zwiększona dawka tlenu (stężenie 40 proc.). Na deser jeszcze m.in. 60-krotnie podwyższone stężenie dwutlenku węgla. Z perspektywy tej ziemskiej podróży kosmicznej nawet nowe porządki informacyjne w lecącym w tle „Teleexpresie” wydają się niespecjalnie irytujące. Tak, w komorze jest się na lekkim haju. A najlepsze dopiero przed nami. Wychodzimy.

Arkadia w kontenerze

Znów śluza, ciekłokrystaliczna wskazówka szybko zjeżdża do 960 hPa i jesteśmy na ziemi, w salonie gier i zabaw. Pierwszy werwę odzyskuje Kazimierz Pazgan, przyspiesza kroku, dopowiada kolejne anegdoty — aż do pożegnania. Wkrótce i mnie także uśmiech nie schodzi z facjaty. I nic to, że za mną 4 godziny snu i 5 godzin za kółkiem, że zaraz wieczór, a do Warszawy szmat asfaltu. Jest jak w starej piosence: chce się śpiewać, tańczyć, czuć zapach pomarańczy. Droga powrotna w takim stanie jest przejażdżką karetą po Edenie. Efekt komory utrzymuje się dobre kilka godzin. Zresztą, gdy piszę te słowa, wciąż uśmiecham się na myśl o euforycznym efekcie mieszanki ciśnienia i gazów.

Tak jak Kazimierz Pazgan uśmiecha się na myśl o tym, ile może na tym zarobić. Wraz z kilkoma naukowcami i nowosądeckim konstruktorem już zarejestrował spółkę Normobaria. I choć obecna przy rozmowie córka, Magdalena Pazgan-Wacławek, strofuje tatę, by chwalił się dopiero po fakcie, entuzjazm twórcy Konspolu przeważa.

— Cel jest taki, żeby robić takie komory w Nowym Sączu i wysyłać je w świat. To będą standaryzowane serie o określonej wielkości i cenie, gotowe do zapakowania w kontener, wyjazdu w świat, a potem złożenia i uruchomienia przez naszą ekipę w każdym zakątku globu. Zaczynamy badania medyczne na kilkusetosobowej grupie osób. Mają szczegółowo wykazać dobroczynne właściwości przebywania w komorze — opowiada Kazimierz Pazgan.

Homo turbo

Komory z wyższym ciśnieniem i mieszanką gazów znane są od dziesięcioleci. Stosuje się je szerzej w wojsku i m.in. w leczeniu oparzeń. W Polsce popularyzatorem takich rozwiązań jest mieszkający w okolicach Kłodzka dr Jan Pokrywka. To w jego komorze początkowo leczył się Kazimierz Pazgan. Kilka małych komór, często przypominających łóżka w solarium, rozsianych jest po Polsce, a korzystają z nich m.in. kobiety dbające o piękną cerę (specyficzny klimat komory opóźnia procesy starzenia), sportowcy (dużo szybsza regeneracja mięśni poprzez dotlenienie komórek i rozszerzenie naczyń krwionośnych, lepsza wydolność) i biznesmeni (znaczące zwiększenie zdolności koncentracji i neutralizacja kaca po zakrapianej kolacji). Do tego dochodzą entuzjastyczne referencje osób z np. chorobami nowotworowymi. Kazimierz Pazgan jest gotów wyłożyć miliony złotych, by spopularyzować komfortową, większą wersję komory, wspartą know-how polskich medyków (unikalna mieszanka i proporcja gazów) i inżynierów (efektywna cenowo i jakościowo konstrukcja). Już zyskał zainteresowanie ośrodków medycznych i prywatnych osób. No bo któż by nie chciał korzystać z machiny, włączającej w człowieku tryb turbo?

Juniorzy u bram

Spokojnie, Kazimierz Pazgan nie przestaje jednak myśleć o drobiowym królestwie i jego kolejnych podbojach. Z biurka znowu ściąga plany — tym razem już potężnych fabryk. I chwali dzieci — Magdę i Konrada, których na dobre wciągnął w operacyjną machinę Konspolu.

— W zeszłym roku przeprowadziłam się do Nowego Sącza z Warszawy w 20 minut. Wystarczył telefon od mamy po tym, co przydarzyłosię tacie. Mieliśmy dużo szczęścia, że Konrad kierował firmą razem z tatą od niemal 10 lat, był na bieżąco ze wszystkimi tematami i mógł bez problemu pokierować grupą samodzielnie. Moje relacje z bieżącymi sprawami firmy były do zeszłego roku nieco luźniejsze, mieszkałam w Warszawie, a odległość nie pomaga we wdrażaniu się w tego rodzaju biznes — przyznaje Magdalena Pazgan-Wacławek, z wykształcenia prawniczka, szefowa rady nadzorczej Grupy Konspol, składającej się z wielu spółek: od transportowych przez hodowle, ubojnie, paszarnie po zakłady produkcyjne.

Wciąż jedynym udziałowcem Konspolu jest senior rodu, a spadkobiercami w równych częściach dzieci. Przedsiębiorca daje potomkom sporo swobody, choć miękko nadzoruje i recenzuje ich posunięcia. Ewolucja zamiast rewolucji: handlem i rozwojem sprzedaży zajął się Konrad, którego edukacja i staże rozbijająsię na kilka krajów. Na co dzień Pazgan jr mieszka pod Poznaniem, gdzie Konspol ma potężne zakłady.

Magdalena koncentruje się na części organizacyjnej z perspektywy Sącza. — Dużo władzy dzieciom oddałem, ale produkcję trzymam pod sobą. Bo na tym zjadłem zęby — zastrzega właściciel, ale śmieje się, że i tak „rządzi córcia”. Magdalena Pazgan-Wacławek wspomina, że ojciec nawet ledwie żyw myślami był przy ukochanym dziecku. Tym biznesowym. Ze szpitalnego łóżka pokazywał jej w telefonie wahania kursu złotego. A ten, przy eksporcie Konspolu wartym 300 mln zł rocznie i płaskich marżach, ma kluczowe znaczenie (Kazimierz Pazgan propaguje tezę, że nasza gospodarka dostałaby kopa przy 7 zł za euro).

Lekcja w Dżakarcie

Na stole lądują kolejne arkusze. Jeden dotyczy ruszającej rozbudowy nowosądeckiego zakładu kosztem 40 mln zł na działce obok macierzy firmy i zwiększenie mocy produkcyjnych o połowę. Są też rysunki do przejętej niedawno ubojni (konsolidacja branży to część planu) i pomysłów na nabyty majątek po zakładzie przetwórstwa na Białorusi, a także zamysły zarabiania i produkcji w okolicach Moskwy. Produkcja w Katarze (szejkowie wstępnie są za) to nieco dalsza przyszłość. Teraźniejszość to także rozbudowa sieci sklepów Kurnik, coraz szersza oferta dań gotowych, ale przede wszystkim ciągnąca się kilka lat sprawa podboju Azji. Fabryka w Indonezji miała być gotowa kilka kwartałów temu.

— Załamałem ręce po kolejnych latach, w których nie udawało nam się skupić kolejnych hektarów ziemi od rozproszonych właścicieli. Musieliśmy zapewnić źródła wody i całą logistykę. Już niemal pogrzebałem temat. Dostałem lekcję cierpliwości, ale w końcu ten etap mamy za sobą — opowiada Kazimierz Pazgan, prezentując płachtę gęsto zarysowaną dziesiątkami technicznych szczegółów na rzucie ogólnym zakładu w okolicach Dżakarty, stolicy 260-milionowego kraju. Tylko w Chinach szybciej przybywa milionerów.

— Mamy już wybranego głównego wykonawcę fabryki, przygotowany teren, dopięte finansowanie. Mam zaufanego lokalnego partnera. Zakład wart 50 mln dolarów będzie miał najnowszą technologię na świecie. W połowie przyszłego roku ma pracować pełną parą — zapewnia Kazimierz Pazgan.

Krokodyl na papierze

Trzeba mu oddać, że na papierze „projekt Azja” wygląda na imponująco przemyślany. Osią jest do perfekcji wyćwiczony w Polsce system produkcji mięsa halal, kuszą prognozowane 20-procentowe marże (w Europie to zwykle 1-2 proc.). Na dokładkę coś, nad czym w Konspolu pracowano od lat: pasteryzacja mięsa wydłużająca jego trwałość do kilku miesięcy. To święty Graal nowosądeckiego przedsiębiorcy, od zawsze zafiksowanego na punkcie nowych rozwiązań.

— W Indonezji będziemy wykorzystywać proces pasteryzacji mięsa i wędlin. W kraju dzielącym się na 6 tys. zamieszkanych wysp, gdzie logistyka nie jest tak płynna jak u nas, możliwość długotrwałego transportu mięsa w warunkach niechłodniczych ma olbrzymie znaczenie — podkreśla biznesmen. W tym roku przychody Konspolu wyraźnie przebiją miliard złotych, a zyski zacumują w rejonach 50 mln zł. Jeśli Indonezja wreszcie wypali (docelowo ma tam być nawet… farma krokodyli), przychody poszybują w stronę miliarda dolarów.

Setka w raju

— Teraz, z komorą u boku, zamierzam żyć co najmniej do setki — zapewnia z uśmiechem właściciel Konspolu i zdradza, że ukuł sobie pomysł na trzecie już życiowe otwarcie. Tym razem na Bali. Przez lata zjeździł cały świat i żadne miejsce nie ujęło go klimatem, krajobrazem tak jak ta indonezyjska wyspa — raj na ziemi.

Biznesowy wspólnik zobowiązał się sprzedać mu hektar ziemi nad brzegiem oceanu, a architekci pracują już nad koncepcją hotelu — pałacu z 50-60 pięciogwiazdkowymi apartamentami. To będzie Eden z wydzielonymi prywatnymi włościami Kazimierza Pazgana, w którym chce spędzać większość roku. Jest już pewne, że salon będzie duży i wysoki. Musi przecież pomieścić kosmiczną kapsułę. &© Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Wysokie ciśnienie w moim Edenie