Wysokie tony za miliardy

Karol Jedliński
opublikowano: 25-08-2008, 00:00

Lotos wziął się do jednej z największych inwestycji w Europie. Ma nowy, 700-tonowy reaktor. Będzie miał kolejne, pomogą w tym F16.

Od rana pada. Nie wiadomo, czy składowany na statku zacumowanym w gdańskim porcie reaktor da się w ogóle obejrzeć. Pozostaje gapienie się przez okno kilkudziesięciometrowego wieżowca z logo Lotosu. W dole hektary wyrównanej ziemi, pełnej sprzętu i budowlańców. Z górnych pięter budynku, gdzie urzędują najważniejsi menedżerowie spółki, jak na dłoni widać, kto, gdzie i jak na budowie pracuje. A już przed wejściem do biurowca można poczuć, że tu się coś produkuje na masową skalę.

— Specyficzny zapach? Kuzyn pracował, to mówił, że po kilku miesiącach się człowiek przyzwyczaja — przekonuje taksówkarz.

W Gdańsku Grupa Lotos rozbudowuje się na potęgę. Nie chce być europejskim średniakiem. Ma ambicje wskoczyć o szczebel wyżej pod względem skali produkcji i jej profilu. Więcej będzie zatem atrakcji sensorycznych ale też zysków. Program rozwoju ma chwytliwą nazwę „10+”, jest największą inwestycją w przemyśle rafineryjnym w Europie Środkowo -Wschodniej. Grupa Lotos w kilka lat zainwestuje 1,5 mld euro.

W co? Choćby w reaktor hydroodsiarczania olejów napędowych (HDS). Brzmi skomplikowanie, a waży 713 ton i mierzy 44 metry wysokości. Właśnie on czeka w porcie.

— Tyle co cztery jumbo jety — podpowiada ktoś.

Kupa żelastwa.

Prostowanie zakrętów

— No, jedziemy na morze oglądać nasze miliony — zapada decyzja, gdy niebo się rozpogadza.

Dzień szczególny. Po tygodniach tułaczki reaktor przypłynął z Wenecji. Ma być rozładowany na specjalne barki i stamtąd na ląd. W siedzibie Lotosu napięcie tym większe, że właśnie obraduje rada nadzorcza. Tymczasem zarząd spółki ma w planach wyprawę, by osobiście doglądać pierwszy od lat rozładunek wielkiej instalacji. A nie można było tego w Polsce skonstruować?

— Włosi są w tym wyspecjalizowani, u nas nikt takich potężnych aparatów nie produkuje — tłumaczy Marek Sokołowski, wiceprezes Grupy Lotos i jednocześnie jej dyrektor ds. produkcji i rozwoju.

Zaczynał pracę jeszcze w Rafinerii Gdańskiej, w latach 70., jako specjalista automatyk. Widział niejedno, ale czegoś tak potężnego chyba jeszcze nigdy. Statystyka jest nieubłagana: 700 ton z hakiem to ciężarowy rekord rafinerii. Dziewięć lat temu, gdy też modernizowano zakład, postawiono ledwie 650-tonowy reaktor. Na wiosnę 2009 r. mają przypłynąć kolejne przygniatające wyobraźnię masy. Jeden z reaktorów ma ważyć jakieś 1,3 tys. ton. To w górnych granicach nośności holenderskiego dźwigu, już usadowionego na terenach Lotosu.

— Kiedy stawiano 650 ton, był tłumek gapiów. Teraz, gdy stawialiśmy ponad 700 ton, wszyscy zajęci byli pracą —przyznaje Marek Sokołowski.

Dźwig spasował ciężar z dokładnością do kilku milimetrów. Tysiąc osób pracujących na placu budowy, międzynarodowe towarzystwo, podeszło do sprawy pragmatycznie. Jak na megaprojekt przystało. Atmosfery z budowy Huty im. Lenina brak. Trawy nie malowano, ale prostowano zakręty i podnoszono estakady z rur, bo reaktor, leżąc na transporterze, miał ponad 6 m wysokości i szerokości.

Przelicz na samoloty

— Które to?— zapytał jeden z fotoreporterów, gdy podpłynęliśmy w strefę gigantów zacumowanych w porcie. Obiektyw wycelował w efektowny rozładunek kolorowego kontenerowca cumującego nieopodal. Olbrzymia, szarawa rura leżąca nieruchomo na statku obok nie nęciła oka. Dopiero gdy dźwigi ją uniosły, by przełożyć na barkę, zaczęły furczeć migawki. Duża. Bardzo duża. Rozgorzał z miejsca nierozstrzygnięty spór o to, jakiej wadze — ilu i jakich (pustych?, w podstawowej wersji?) jumbo jetów — odpowiada reaktor. Okazji, by stosować ten osobliwy, ale obrazowy zarazem przelicznik, będzie więcej.

— W ramach programu „10+” na teren rafinerii trafi kilkanaście tysięcy ton sprzętu. Same rurociągi łączące poszczególne elementy programu ważą 4 tys. ton — dorzuca Marek Sokołowski.

Za dwa lata i niezliczone kilogramy stali później Lotos ma być w grupie najefektywniejszych i przy tym dużych rafinerii na naszym kontynencie. Skoro obecnie spółka potrafi zarobić ponad 700 mln zł w pół roku, wielkie sumy w postaci kilkunastu miliardów złotych inwestycji nikogo tu nie przerażają.

— Trwałość takich instalacji wynosi kilkadziesiąt lat, a zarobią na siebie po kilku — przekonuje wiceprezes Grupy Lotos.

Podstawowy cel „10+”, większy zysk, będzie realizowany kilkoma drogami. Ma zadziałać magia kilku „10”. Po 2010 r. firma ma osiągnąć wartość 10 mld zł, mieć ponad 10 mln ton rocznego przerobu ropy naftowej, co najmniej 10 proc. własnego wydobycia ropy naftowej i ponad 10-procentowy udział w rynku detalicznym paliw w Polsce. Cele ambitne. Bardzo ambitne.

Jeszcze 65 proc.

Rynek wycenia Grupę Lotos na 1,3 mld zł. Jakieś osiem razy mniej niż konkurencyjny Orlen. Zdolności przerobowe spółki sięgają 6 mln ton. Firma inwestuje miliardy złotych w poszukiwanie własnych źródeł surowca. Jej władze zapewniają, że wydobędą 900 tys. ton ropy ze złoża norweskiego.

Udział w rynku detalicznym to kolejne wyzwanie. Obecnie wynosi ponad 10 proc., ale po piętach stacjom Lotosu depczą te z logo BP i Shell. Pomoc przy rozbudowie rafinerii przychodzi zewsząd. Zamieszane są w nią myśliwce F16. Zbombardują konkurencję? Niekoniecznie.

— Przy inwestycjach korzystamy z programu offsetowego — zaznacza Marek Sokołowski.

Technologię mają głównie od Amerykanów, m.in. od Chevrona, KBR i Shella. Pieniądze w większości z instytucji finansowych: konsorcjum 17 z nich gwarantuje umowy kredytowe na 1,75 mld dol., z czego 1,4 mld będzie przeznaczone właśnie na wsparcie programu inwestycyjnego. Miliardy padają z każdej strony. Tymczasem kluczowe wskaźniki to niewielkie liczby.

— Nasza marża powinna wzrosnąć o ok. 80 proc., inwestycja zwróci się w 7-8 lat — wylicza wiceprezes spółki.

W strukturze sprzedaży ponad połowę mają stanowić tzw. produkty wysoko przetworzone, czyli paliwa lotnicze i olej napędowy. Te dają wyższe marże. 713 ton reaktora hydroodsiarczania olejów napędowych przyda się do produkcji oleju napędowego najwyższej jakości.

— Operacja HDS udała się. Program jest więc zaawansowany w 35 proc., zgodnie z planem — raportuje Marek Sokołowski.

Z szóstego piętra biurowca doskonale widać zmiany w krajobrazie. Reaktor stoi. Widać też kota harcującego po sąsiedniej pustej działce przygotowanej pod kolejne budowy. Do czasu. Nowe żelastwo już jedzie.

Kochanie, masz odrzutowiec

Kto jest naftowym królem? Niekoniecznie ten, kto wydobywa surowiec. Najbogatszy człowiek na świecie, wg m.in. „Forbesa”, Mukesh Ambani to właściciel rafinerii. Hindus może pochwalić się majątkiem wartym 43 mld dol. Żonie na urodziny sprawił ostatnio elegancki odrzutowiec za 60 mln dol. Podziękować może ona swojemu teściowi, który inwestując w rafinerię w Jamnagar, rozpoczął potęgę rodziny Ambanich. W Indiach są uwielbiani. Budują sobie tam przytulne gniazdko, dom o kilkudziesięciu kondygnacjach, wart jakieś 2 mld dol. Będzie w stylu filmów z Bollywood, których pan Mukesh jest fanem. Żona, troje dzieci, jego matka, on sam i sześć setek osób służby ledwo pomieszczą się na 4,5 tys. mkw.

Solomon raportuje

Drugie miejsce w grupie 106 rafinerii z Europy, Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu pod względem wykorzystania mocy. Szóste w gospodarowaniu energią oraz dziewiąte, biorąc pod uwagę zwrot z inwestycji. Tak oceniono Grupę Lotos dowodzoną przez Pawła Olechnowicza w studium Solomona — najważniejszym światowym raporcie naftowym.

Złotówki w czarnym złocie

12,9

mld zł Tyle Grupa Lotos zamierza wydać na inwestycje w latach 2006-12.

80

proc. O tyle procent ma wzrosnąć marża Lotosu po zakończeniu programu „10+”.

300

ha Taką powierzchnię zajmuje rafineria Lotosu w Gdańsku.

Duże, większe, indyjskie

Reliance Industries Limited (RIL) to właściciel rozbudowującej się rafinerii w Jamnagarze, przy granicy z Pakistanem. Pod okiem mającego 48 proc. akcji RIL Mukesha Ambaniego rafineria ma ambicje stać się największą na świecie. Jamnagar przerabia ponad 33 mln ton surowca rocznie, o milion więcej niż Orlen pod wodzą Wojciecha Heydla. Tyle że spółka Ambaniego właśnie kończy budowę nowych instalacji o mocy 29 mln ton. Wreszcie będzie mogła zacząć eksportować. Cała rafineria zajmuje powierzchnię odpowiadającą jednej trzeciej Manhattanu. Na tym obszarze pracuje ponad 100 tys. osób. Rozwój wspiera ponad trzy miliony inwestorów zaangażowanych w RIL. W ostatnim kwartale ich inwestycja zarobiła 955 mln dol.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu