WZROST CEN GAZU UDERZY W AZOTY

Anna Bytniewska
opublikowano: 1999-12-01 00:00

WZROST CEN GAZU UDERZY W AZOTY

W 2000 roku wielu producentom nawozów będzie grozić bankructwo

PAT: Wyższe ceny gazu w przyszłym roku mogą uniemożliwić ZA Kędzierzyn (na zdjęciu wiceprezes Janusz Wiśniewski) wyjście z kryzysu i wstrzymać restrukturyzację. fot. ARC

W przyszłym roku gaz ziemny może zdrożeć nawet do 20 proc., co dla zakładów nawozowych oznaczać będzie finansową katastrofę. PGNiG zapewnia, że podczas negocjacji dotyczących cen gazu potraktuje branżę łagodnie, ale już dziś wiadomo, że dla niektórych producentów nawet niewielka podwyżka jest nie do przyjęcia.

Wzrost cen gazu, zapowiadany przez Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo, wywołał popłoch wśród producentów. Dla większości z nich sprzedaż nawozów już dziś jest działalnością na granicy opłacalności. Przyszłoroczna podwyżka może poskutkować likwidacją wydziałów nawozowych i zwolnieniami grupowymi. Najczarniejszym scenariuszem jest upadłość części przedsiębiorstw branży.

Konflikt interesów

PGNiG i zakłady nawozowe są w przededniu prywatyzacji i kosztownej restrukturyzacji. PGNiG nie ukrywa, że nie zamierza pomagać innym firmom własnym kosztem. Przedstawiciele branży nawozowej twierdzą, że w tej sytuacji pozostaje im tylko jedno — zaprzestanie płacenia za dostawy gazu.

— Trwają jeszcze negocjacje z przedstawicielami branży nawozowej. Nie mogę więc określić podwyżki dla tego odbiorcy. Jest to jeden z naszych najlepszych klientów, zamierzamy więc potraktować go preferencyjnie, zgodnie z zasadą, że im więcej bierzesz, tym mniej płacisz. Ceny gazu mogą wzrosnąć nawet do 20 proc., ale nie dla naszych największych odbiorców — twierdzi Ryszard Naleszkiewicz, wicedyrektor w PGNiG.

Worek kłopotów

Do tej pory ceny gazu dla całej branży nawozowej były uśrednione, niezależnie od odległości producenta od głównej linii przesyłowej. W przyszłym roku to się zmieni. Im dalej od linii, tym droższy może być gaz. Liczyć się z tym muszą m.in. Zakłady Chemiczne Police i Zakłady Azotowe Kędzierzyn.

Producenci nawozów twierdzą, że są w stanie zaakceptować podwyżkę gazu uwzględniającą inflację. Każdy procent powyżej inflacji, to — ich zdaniem — gwóźdź do trumny krajowego przemysłu nawozowego. Już teraz nie jest on w stanie konkurować z importem tanich nawozów z WNP i krajów Unii Europejskiej, gdzie gaz jest znacznie tańszy. Sytuację pogarsza dekoniunktura w branży chemicznej, nadprodukcja nawozów oraz zła sytuacja polskiego rolnictwa.

— Należy się zastanowić, w jakim stopniu wysokie ceny krajowych nawozów (w porównaniu z zagranicznymi) są podyktowane ceną gazu, a w jakim — spóźnioną restrukturyzacją producentów — twierdzi Ryszard Naleszkiewicz.

— Jeżeli wzrost cen gazu przekroczy inflację, to restrukturyzacja naszego przedsiębiorstwa może ulec zahamowaniu — podkreśla Józef Boryczko, członek zarządu Zakładów Azotowych w Tarnowie.

Pesymiści i optymiści

W o wiele gorszej sytuacji są Zakłady Azotowe Kędzierzyn, które w ramach podpisanego z wierzycielami układu muszą jeszcze w latach 2000-2005 spłacić zadłużenie sięgające 321,35 mln zł.

— Październikowa podwyżka ceny gazu i wzrost wartości dolara mocno w nas uderzyły. Kolejna podwyżka, nawet o dolara, będzie katastrofą dla zakładów nawozowych. Kwestionujemy również zasady wprowadzonej przez PGNiG taryfy geograficznej, które stawiają m.in. nasz zakład w najtrudniejszej sytuacji w Polsce — twierdzi Janusz Wiśniewski, wiceprezes Zakładów Azotowych Kędzierzyn.

Zakłady Azotowe Anwil z Włocławka już teraz rozglądają się za bliższymi źródłami zaopatrzenia.

— Uwolnienie cen gazu może mieć też dobre strony. Zakładamy, że w przyszłości będziemy płacili mniej. Niedaleko od nas przebiega rurociąg Jamał. Musi jednak zostać złamany monopol PGNiG — twierdzi Krzysztof Kamiński, członek zarządu ZA Anwil.