Niewiele można powiedzieć o wczorajszej sesji w USA. Na początku oczywiście przeważał optymizm jako prosta kontynuacja sesji wtorkowej. I praktycznie tylko to podtrzymywało lekki wzrost indeksów. Istotnych informacji ze spółek nie było, a dane makro były niejednoznaczne.
Mocno spadły zamówienia na dobra trwałego użytku, ale ponieważ to były dane kwietniowe więc inwestorzy mieli nadzieję, że spadek jest jeszcze wynikiem wojny z Irakiem. Bank of Tokyo-Mitsubishi i UBS Warburg oraz Instinet Redbook poinformowały, że w zeszłym tygodniu wyraźnie wzrosła sprzedaż detaliczna. To pomagało kursom detalistów. Nadal rosły również spółki mające coś wspólnego z budową domów czy ich wyposażeniem. To jeszcze pokłosie wtorkowych danych z rynku nieruchomości.
Te dane to było jednak za mało, żeby nadal wyraźnie podnosić indeksy, ale nie sprowadziły na rynek korekty. Teraz rynek musi poczekać na dalsze dane makro, które pokażą, czy po wojnie z Irakiem sytuacja w gospodarce rzeczywiście poprawia się tak mocno, żeby uzasadnić tę pseudo-hossę. Sesja nie miała znaczenia dla obrazu technicznego. Nie powstała formacja kończąca trend wzrostowy. Widać jedynie niepewność, ale nastroje nadal są bardzo bycze.
Giełdy europejskie nie miały wczoraj wyboru – indeksy musiały wzrastać. Szczególnie, że dane z USA i oczekiwanie na posiedzenie ECB wywoływały osłabienie euro. Indeksy docierają jednak do istotnych oporów, co wymagać będzie naprawdę znakomitego zachowania rynków USA (to jedyny impuls dla Europejczyków), żeby nadal trwały wzrosty.
Dzisiaj nie pracuje giełda francuska, ale to nie ma wielkiego znaczenia. Jeśli chodzi o dane makro to o 14.30 dowiemy się jakie jest kolejne przybliżenie wzrostu PKB w pierwszym kwartale w USA. Prognozy mówią o wzroście o 1,9 proc. Dla rynku nie będzie miał znaczenia nieco mniejszy wzrost (to okres przedwojenny), ale gdyby odczyt był lepszy to inwestorzy byliby zachwyceni. O tej samej porze zostanie podana ilość noworejestrowanych w ostatnim tygodniu bezrobotnych (prognoza 420 tys.). To może mieć na tej wysokości indeksów duże znaczenie, bo rynek boi się rosnącego bezrobocia.
GPW zachowywała się wczoraj, mimo wzrostu, dwuznacznie. Nie widać było ataku popytu na szerokim rynku, a obrót na większości spółek był niewielki. Nadal spadał kurs TP SA mimo oświadczenia Kompanii Węglowej, że nie ma zamiaru sprzedawać akcji spółki. Na drugim biegunie była KGHM, PKN i Pekao, który wyraźnie realizuje formację odwróconej RGR. Niepokojące było to, że przykład Pekao nie podziałał mocniej na resztę sektora bankowego. Decyzja RPP o obniżce stóp procentowych tez nie miała wpływu na rynek – była już w cenach.
Myślę, że są fundusze, których zarządzający doszli do wniosku, że gdyby TK wydał niekorzystny dla rynku wyrok to zaczęłyby się duże spadki. Skoro był korzystny, a parlament może podjąć decyzję to teraz wszystko już jest jasne. Jeśli chodzi o frekwencję to dla rynków finansowych jest już tylko gra o pietruszkę. Rozumowanie słuszne – też tak zakładałem. Jednak dobra koniunktura na rynkach USA może nasz rynek podnieść jeszcze wyżej, mimo, że zakończyła się praktycznie gra pod referendum. Wielu zarządzających może podejrzewać, że euforia w USA kończy wzrosty indeksów. To jest bardzo prawdopodobne, wręcz pewne, ale problem w tym, że, gdyby pękła linia szyi formacji RGR na S&P 500 to nie sposób określić jak wysoko entuzjazm może jeszcze indeksy w USA podnieść i jak długo to może trwać. Gdyby zwyżka w USA była kontynuowana to wtedy dopiero mógłby pojawić się u nas większy i agresywny popyt.
Dzisiaj dużo zależy od danych makro z USA i reakcji rynków. Jeśli będzie pozytywna to przełamiemy szczyty i ruszymy wyżej. Jeśli negatywna, to będziemy mieli dalszą część korekty. W tym drugim przypadku nie będzie można powiedzieć, czy to już koniec wzrostów czy tylko korekta. Wtedy rynek zostanie niepewności.