Dzisiejsza zwyżka cen ropy to tylko i wyłącznie wpływ taniejącego na świecie dolara. Dokładnie to pokazuje sytuacja po godzinie 14:30, gdy publikacja czerwcowego indeksu NY Empire State, który obrazuje aktywność gospodarczą w rejonie Nowego Jorku, sprowokowała osłabienie amerykańskiej waluty (indeks ten spadł do -8,7 pkt. z -3,2 pkt.), jednocześnie windując ropę Brent z 135,65 do rekordowych 139,20 dol.
Ta reakcje jest też kolejnym potwierdzenie, że wzrosty cen ropy mają charakter spekulacyjny, czy też techniczny, a nie fundamentalny. Gdyby było inaczej, odpowiedzią na słabe dane z amerykańskiej gospodarki, która konsumuje 25 proc. światowej ropy, byłby spadek cen „czarnego złota”. Szczególnie, że dzień wcześniej Arabia Saudyjska, największy producent ropy na świecie, zapowiedziała zwiększenie produkcji.
Sytuacja techniczna na wykresie ropy w sposób jednoznaczny preferuje stronę
popytową. Przy tak silnym trendzie wzrostowym, jeżeli nie pojawią się nowe silne
impulsy podażowe, a zwłaszcza jeżeli dolar nie zacznie zdecydowanie się
wzmacniać, to test poziomu 150 dol. będzie miał miejsce jeszcze w czerwcu.
Aktualnie bowiem nie ma innych czynników, niż tylko duże wykupienie, które
sugerowałby inny scenariusz niż wzrostowy. To jednak za mało, żeby realizować
zyski z długich pozycji.
O godzinie 15:22 za baryłkę ropy Brent trzeba było
zapłacić 138,02 dol.
Marcin R. Kiepas
[email protected]
X-Trade Brokers DM S.A.