Niektóre rzeczy nie wychodzą z mody. W stacjonarnych i internetowych sklepach z odzieżą, nie mówiąc już o ciucholandach, nie brakuje przedmiotów z kategorii „vintage”. Tęsknota za starym, dobrym dizajnem” jest też nierzadka wśród konsumentów, którzy myślą o umeblowaniu lub udekorowaniu domów i mieszkań. Popyt na dizajnerskie i używane meble oraz akcesoria, a także na antyki i przedmioty vintage w polskim internecie próbuje zaspokoić m.in. platforma e-sprzedażowa Yestersen.
- To nisza, ale nisza bardzo atrakcyjna - przeciętny koszyk zakupowy ma wartość co najmniej kilkuset złotych, a selekcjonując wartościowe produkty, można generować wysokie marże. Można też oczekiwać znacznego wzrostu popularności tej kategorii, a konkurencja jest niewielka i rozproszona - w praktyce konkurujemy z ofertami na Allegro i OLX, a także z grupami sprzedażowymi na Facebooku – mówi Karol Misztal, prezes i znaczący udziałowiec Yestersena.
Na platformie sprzedają antykwariaty, zakłady renowacji mebli i kolekcjonerzy, a także sklepy z przedmiotami vintage.
- To obecnie około 150 profesjonalnych sprzedawców. My funkcjonujemy jako bardzo wybredny komis, który dba o to, by w ofercie były ciekawe produkty wysokiej jakości. Zapewniamy też obsługę klienta, bezpieczne płatności itp. W najbliższych latach chcemy mocno urosnąć, w czym mają nam pomóc pieniądze z rynku kapitałowego - mówi Karol Misztal.
Pandemiczny wzrost
Yestersen działa od 2015 r. Stopniowo zwiększał przychody, ale w ubiegłym roku wzrost był szybszy niż zwykle, na co wpływ miało pandemiczne zwiększenie zakupów w internecie.
- W 2020 r. prawie podwoiliśmy GMV [gross merchandise value, czyli łączna wartość produktów, sprzedanych na platformie - red.]. To teraz niemal kilkadziesiąt milionów złotych, a cel jest taki, by do 2023 r. dojść do poziomu 50 mln zł - mówi Karol Misztal.
Yestersen jako platforma sprzedażowa zarabia na dwóch rzeczach - abonamencie od sprzedawców i prowizji od transakcji.
- Marże w ubiegłym roku rosły jeszcze szybciej niż sprzedaż. W całym 2020 r. nie osiągnęliśmy jeszcze progu rentowności, ale są miesiące, gdy wychodzimy na zero, widać to było szczególnie w czwartym kwartale ubiegłego roku. Od października nie schodzimy poniżej 1,5 tys. transakcji miesięcznie - mówi prezes Yestersena.
Modyfikacja modelu
Wzrost sprzedaży to częściowo efekt modyfikacji modelu biznesowego. Yestersen otworzył sklep stacjonarny w Warszawie, ale przede wszystkim przestał koncentrować się jedynie na przedmiotach używanych i zaczął wprowadzać do oferty dizajnerskie akcesoria i meble. W niektórych przypadkach kupuje je i przechowuje we własnym magazynie.
- To zwiększa sprzedaż, choć jednocześnie podnosi koszty. Mamy w ofercie łącznie około 30 tys. pozycji asortymentowych i chcemy wyraźnie zwiększyć tę pulę - mówi Karol Misztal.

Inwestorskie wsparcie
Jednym z pierwszych inwestorów Yestersena był Mateusz Juroszek, prezes STS.
- Poznaliśmy się jeszcze na studiach i pozostaliśmy w kontakcie. Po założeniu Yestersena opowiedziałem mu przy kawie o tym pomyśle i szybkim wzroście sprzedaży. To był kwiecień 2016 r. Mateusz postanowił dołączyć do projektu jako anioł biznesu, a dwa lata później kolejną transzę pieniędzy wyłożył już wraz z ojcem poprzez ich wehikuł inwestycyjny - mówi Karol Misztal.
Obecnie rodzina Juroszków ma dwie trzecie udziałów w Yestersenie. Reszta należy do założyciela spółki.
- W najbliższym czasie chcemy pozyskać kapitał z rynku. Zaczniemy prawdopodobnie od emisji crowdfundingowej, którą chcemy przeprowadzić do końca roku. Crowdfunding, poza aspektem finansowym, pomaga też w budowie świadomości marki. Potem w ciągu 12 miesięcy chcemy wprowadzić spółkę na NewConnect, by inwestorzy społecznościowi mieli w rozsądnym horyzoncie czasowym możliwość sprzedaży akcji na rynku – zapowiada prezes Yestersena.
Marketplace’y stają się coraz popularniejsze. Taki model biznesowy przyjmują firmy, redefiniujące swoją wartość z handlu czy produkcji na dane o użytkownikach. Trend ten jest na tyle dominujący, że producenci rozwiązań premium dla e-commerce rozwijają już gotowe platformy do tworzenia platform typu marketplace jak np. Spryker Marketplace Suite. W najbliższym czasie należy się więc spodziewać pojawienia się większej liczby marketplace’ów i dalszego rozwoju tego obszaru. Ten proces już ma miejsce - jeżeli popatrzymy dziś na model biznesowy Empiku, w którego ofercie coraz większe miejsce zajmują obce produkty, czy linii lotniczych, sprzedających noclegi, ubezpieczenia, wypożyczających auta i ciągle dodających kolejne produkty, to są to właśnie realne przykłady transformacji dotychczasowego modelu w kierunku marketplace.
Skalowanie biznesu
Na co spółka chce przeznaczyć pieniądze z emisji?
- Pozwolą nam na poszerzenie oferty. Chcemy rozbudować zespół sourcingowy, współpracować z większą liczbą marek, docierać do rzemieślniczych producentów, którzy mogą wystawiać swoje wyroby na platformie, ale także stworzyć własną markę mebli. W planach jest też udostępnienie możliwości wystawiania ofert nieprofesjonalnym sprzedawcom, czyli np. osobom, które już coś kupiły na Yestersenie i chcą to odsprzedać - mówi Karol Misztal.
W poprzednich latach Yestersen myślał o ekspansji zagranicznej, ale na razie te plany odłożył na później.
- Uruchomiliśmy sprzedaż w Hiszpanii, ale obroty były niesatysfakcjonujące. Priorytetem jest zbudowanie skali na rynku polskim i przekształcenie się w największą w regionie platformę z jakościowym dizajnem. Po 2023 r. przyjdzie czas na myślenie o rozwoju na rynkach zagranicznych - powinniśmy mieć już odpowiednią sprzedaż i giełdową kapitalizację, pozwalającą śmielej myśleć o ekspansji zagranicznej - mówi Karol Misztal.