YouTube nakręcił rynek

Polski rynek samochodowych wideorejestratorów jest wart około 40 mln zł. Głównie dzięki internetowi

ROZMOWA Z MARIUSZEM MANOWSKIM, DYREKTOREM REGIONU CENTRALNEJ I WSCHODNIEJ EUROPY W FIRMIE MITAC

Zobacz więcej

WSCHODNI WIATR: Moda na wideorejestratory przyszła ze Wschodu. Zarazili się nią nie tylko mieszkańcy Europy Środkowej, ale również Zachodu. W Wielkiej Brytanii rocznie sprzedaje się 700 tys. takich urządzeń — mówi Mariusz Manowski, dyrektor w MiTAC. Fot. ARC

„Puls Biznesu”: Polska to duży rynek dla wideorejestratorów? Mariusz Manowski, dyrektor w MiTAC, produkującej kamery Mio: Tak. Na tle Europy jest dużym i chłonnym rynkiem. Widać jednak pewne oznaki nasycenia. Wzrost rok do roku nie jest już tak znaczący jak kilka lat temu. Rośnie jednak średnia cena sprzedaży, co wiąże się z większą wiedzą klientów. W ujęciu ilościowym polski rynek to około 180 tys. urządzeń, według danych za 2016 r. W tym roku statystycznie powinno być o kilka procent lepiej, czyli nawet do 200 tys. Biorąc pod uwagę średnią cenę urządzenia, wartość rynku to około 40 mln zł.

Jeszcze niespełna dekadę temu nikt nie instalował kamer w samochodach. Skąd ta moda?

Pojawiła się wraz z falą filmów w internecie pochodzących z Rosji. To tam miała początek sprzedaż wideorejestratorów. Brawurowa jazda, agresja, wymuszenia i inne dziwne sytuacje na drodze skłoniły kierowców do wyposażenia się w kamery. Ludzie dzielili się filmami w powstającym wówczas serwisie YouTube — to było około 2006 r. Wśród internautów było wielu kierowców, którzy oglądając te nagrania, zdali sobie sprawę z tego, że posiadanie kamery to forma dodatkowego zabezpieczenia, gdyż wiele sytuacji na drodze jest spornych. Dopiero jednak kilka ostatnich lat było najciekawszych dla rynku wideorejestratorów ze względu na znaczące skoki sprzedaży. Nasze pierwsze urządzenia nie sprzedawały się najlepiej, ale dostrzegliśmy potencjał. W kolejnych latach wzrost sprzedaży był trzycyfrowy. Wideorejestratory zaczęły zdobywać rynek wraz z popularyzacją filmów w internecie, głównie w YouTubie. Dzięki niezliczonym nagraniom potencjalni nabywcy uświadomili sobie, czemu służy wideorejestrator.

I na rynku zrobiło się ciasno?

Tak. Jest bardzo mocna konkurencja. Trudno utrzymać pozycję lidera. Gdyby bazować na tym, co można znaleźć w popularnych serwisach internetowych, np. porównywarkach cenowych, to liczba producentów w tej kategorii oscyluje w granicach 70. Mio na koniec drugiego kwartału dostarczyło polskim klientom o 40 proc. więcej wideorejestratorów niż w takim okresie 2016 r. Tym samym umocniło się na pozycji największego w Polsce dostawcy kamer samochodowych w klasie średniej i premium. Mamy 28 proc. rynku w ujęciu ilościowym i 50 proc. w wartości sprzedaży.

Które kraje są dla producentów i dystrybutorów tych urządzeń najbardziej interesujące?

Dominuje zdecydowanie Rosja, zaraz potem są kraje Europy Środkowej i Daleki Wschód. Wszędzie, gdzie kierowcy jeżdżą z ułańską fantazją, kamera do auta ma rację bytu. Są jednak wyjątki. Największym rynkiem na zachodzie Europy jest Wielka Brytania. Rocznie sprzedaje się tam 700 tys. urządzeń, a co ciekawe, sprzedaż zaczęła się tam z wieloletnim opóźnieniem względem np. Polski. Kamery popularne są również w Australii i Nowej Zelandii.

Kto je kupuje?

Przede wszystkim kierowcy szukający dodatkowych zabezpieczeń. Jest wśród nich wielu właścicieli firm i menedżerów, którzy zarządzają małymi flotami. Dość często po zakupie kamery do prywatnego auta dostrzegają pełnię jej zalet i kupują takie urządzenia dla firmy. Mamy też doskonały kontakt z wieloma szkołami jazdy, gdzie wideorejestratory Mio pełnią funkcję „świadka” egzaminu. Kamery są też używane przez służby publiczne, np. straż pożarną.

Są jakieś pomysły na wykorzystanie wideorejestratorów przez firmy ubezpieczeniowe?

W Polsce firmy ubezpieczeniowe nie mają jeszcze zniżek dla kierowców używających wideorejestratorów. Taki system działa doskonale np. w Wielkiej Brytanii. Kamera w aucie dyscyplinuje nie tylko kierowcę, ale też łagodzi obyczaje innych użytkowników dróg, co procentuje wzrostem bezpieczeństwa jednych i drugich. Takie nagrania stanowią dowód w wielu sprawach. Klasyczny przykład: wiele szkód powstaje na zatłoczonych parkingach pod marketami, gdzie sprawca pozostaje anonimowy, a poszkodowany ponosi szkodę i traci zniżki. Niektóre kamery Mio mają tryb parkingowy, dzięki któremu nagrywają najważniejsze chwile po opuszczeniu auta przez kierowcę. Jeśli wtedy dojdzie do szkody, jest dowód w postaci nagrania. Zastanawiamy się nad wprowadzeniem urządzenia, które wykorzysta kartę SIM i GPS, a oprócz rejestracji obrazu dla bezpieczeństwa kierowcy flotowego mogłoby pomóc w monitorowaniu stylu jego jazdy. Nasze kamery mają również Bluetooth, więc monitorowanie pracy auta dzięki przystawce OBD jest możliwe.

Jakie jeszcze biznesowe zastosowanie mogą mieć wideorejestratory?

Sądzę, że sam rynek i nasi klienci podpowiedzą — i to niedługo — jakie są ich potrzeby. Dzięki nowoczesnym technologiom i miniaturyzacji jesteśmy w stanie zaoferować coraz bardziej zaawansowanie urządzenia z jeszcze większą liczbą funkcji. Doskonałą grupą biznesową są taksówkarze i osoby oferujące przewozy osób. Kamera z funkcją rejestrowania tego, co się dzieje nie tylko przed autem, ale również w jego wnętrzu, oraz transmisją do chmury, by zabezpieczyć nagrania, może być dla nich przydatna. Pomysłów mamy dużo i zapewne wiele niedługo ujrzy światło dzienne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / YouTube nakręcił rynek