Zdaniem Macieja Leśnego, wiceministra gospodarki, podwyższenie akcyzy na sprowadzane do Polski używane samochody to był krok w dobrym kierunku, a UE nie powinna nam mieć tego za złe.
- Joanna Wrześniewska (Polsat): Część ekonomistów uważa, że wyższa akcyza na sprowadzane do Polski samochody to zwycięstwo lobby krajowych producentów samochodów. Kto straci na ograniczeniu importu używanych aut.
- Maciej Leśny, wiceminister gospodarki: Z dokumentów przewozowych wynika, że ci, którzy przywożą używane samochody do Polski, często się powtarzają. Część z nich to firmy, które nie płacą podatków — firmy krzaki. Są inne sposoby zarabiania na życie. Ponadto od 2007 roku będziemy musieli złomować stare auta za pieniądze państwa. Dziś złomowanie malucha kosztuje 450 zł.
- To czym, według Pana, mają jeździć teraz Polacy, którzy dotychczas kupowali używane samochody po 10-15 tys. zł?
- Można kupić używany polski samochód. Kupiłem dla córki samochód pod tytułem Cinquecento za 3 tys. zł i on naprawdę nie jest w złym stanie. Jeździ.
- Czyli lepsze polskie Cinquecento niż kilkuletni Volkswagen sprowadzony z Niemiec...
- Lepsze niż trzyletni Volkswagen złożony z trzech kawałków, zespawany w stodole, zostawiający cztery ślady, bo każde koło jedzie w innym kierunku.
- A co z tymi wszystkimi, którzy zarabiali na życie naprawiając te używane samochody?
- Chcemy też zrobić tak, aby nasi rzemieślnicy mogli remontować samochody powypadkowe, ale te powypadkowe, które dadzą się jeszcze odremontować. Poprzednicy zabronili w ogóle przywozu samochodów uszkodzonych na lawetach i efekt jest taki, że niemieckie towarzystwa ubezpieczeniowe w Polsce remontują uszkodzone samochody, nasi rzemieślnicy nie mogą tego robić.
- Co powie Unia Europejska na to nasze „jak go nie cłem, to akcyzą”?
- Chciałbym zapytać tych, którzy będą szermować hasłami unijnymi, czy wyobrażają sobie Francuzów stojących na granicy z Niemcami i patrzących, jak rocznie przyjeżdża do nich ponad 250 tys. używanych samochodów. Mamy sygnały z UE, że — z powodów ekologicznych — rozumieją nasze postanowienia.
- Jak się zakończyły rozmowy z Koreańczykami, którzy przyjechali w sprawie Daewoo FSO?
- Dobrze, chociaż nie tak dobrze, jak tego oczekiwałem. Myśmy chcieli się dowiedzieć, kto jest naprawdę właścicielem FSO. Okazało się, że właścicielem fabryki jest obecnie sąd upadłościowy w Korei, dwa banki, syndyk... Przedstawiliśmy program restrukturyzacji zakładu. Czekamy.
- Ilu inwestorów jest chętnych na FSO.
- Pięciu.