Z cyklu: Sekrety gospodarcze Polski

Aleksander Gudzowaty
28-08-2012, 16:43

Historia związana z niedopuszczeniem do powstania gazociągu Bernau-Szczecin, który łączyłby bezkonfliktowo polski system gazowy z systemem Unii Europejskiej.

A.  Wstęp

Jest to niezwykłe, nawet w historii światowej gospodarki zdarzenie, kiedy rodzime rządy działają nie zauważając szkód przeciwko własnemu państwu.

Nie wiadomo jest, czy było to działanie świadome, czy wynikało z niewiedzy rządzących czy z głupoty.

Powody, dla których powstała ta agrsja przeciwko własnemu państwu, nie zostały wyjaśnione i nie zostały publicznie objawione.

Osobiscie uważam, że animatorzy takiej sytuacji ulokowani byli na samym wierzchołku polskiej wyżyny władzy. W każdym bądź razie mieli decydujący wpływ na głównych decydentów. Mieli także możliwość wydawania dyspozycji.

Dla uproszczenia zapisu wrócę do swojego autorskiego sformułowania „Loża -5“. Oznacza to system, który powołany został do realizacji jakiegoś przestępczego przedsięwzięcia w Polsce. Ideowo bliska strukturom mafii.

„Loża -5“ to synonim piątego poziomu piekła, czyli blisko Lucyfera.

Ta konkretna moja „Loża -5“ operowała w gazie. (Są zapewne inne).

Dlatego  tak bardzo interesował ich gazociąg Bernau-Szczecin, ale także i inne projekty, o których przy okazji.

Polska gospodarka od samego początku zabezpieczana w gaz ziemny była ze źródeł rosyjskich.

Współpraca była dobra, w miarę partnerska. Trwało to tak długo, póki nie nastał kapitalizm. W tym momencie wszystko się zmieniło. Pazerność na pieniądze, żarłoczność władzy i imperialne zachowania silnych państw.

W Polsce politycy zaczęli sobie zdawać sprawę ze szkody, jaką może wyrządzić wrogi monopol. Mieli rację, ale to okazało się być za mało.

Dla obrony przed monopolem gazowym Sejm uchwalił ustawy nakazujące dywersyfikację dostaw gazu. To oznaczało, że oprócz gazu z Rosji, powinniśmy mieć dodatkowe zaopatrzenie w gaz. Jak na tamte czasy było to zadanie niezwykle łatwe.

Lapidarnie rzecz ujmując od wolności gazowej dzielił nas dystans 21 km przybliżający do sieci niemieckiej (czytaj Unii Europejskiej). Sytuacja była komfortowa. Wystarczyło wyciągnąć rękę.

W związku z tym zaproponowałem powstanie gazociągu Bernau-Szczecin, łącznej długości 123 km, a do naszej granicy z Niemcami w/w 21 km. Znalazłem sposób finansowania. Podpisaliśmy porozumienie  ze strony polskiej PGNiG i Bartimpex, a z niemieckiej Ruhrgaz. Był to rok 2000. Ażeby zacząć budować gazociąg potrzebna była gwarancja PGNiG, że przetransportuje przez ten gazociąg co najmniej 1,5 mld m3 gazu. To dawało opłacalność projektowi i załatwienie finansowania.

Projekt był tak bardzo potrzebny Polsce, że jego przyszłe zbojkotowanie nie było przez nas brane pod uwagę. Zaczęliśmy pierwsze prace z własnych środków. Teraz wiemy, że ta naiwność kosztowała nas majątek. Nastąpiła nagła zmiana dyrekcji PGNiG i zastąpiona ona została nominacjami z nadania partyjnego.

Nastąpiły takie zdarzenia:

-    PGNiG wycofuje się z porozumienia (wiemy, że na polecenie swojej władzy)

-    Ruhrgaz oświadcza, że dopóki nie otrzyma gwarancji na przesył gazu przez nowy gazociąg, to nie przystapi do realizacji. Prawdą także było to, że Ruhrgaz poczynił na terenie Niemiec pewne wstępne prace i poniósł znaczne wydatki.

-    W międzyczasie PGNiG odmawia kategorycznie i wielokrotnie wystawienia gwarancji przesyłu 1,5 mld m3 gazu

-    PGNiG wchodzi w porozumienie z niemiecką kolejną firmą VNG i przemyśliwuje budowę gazociągu własnego tuż obok naszego, następnie zaniechało tego pomysłu (?!)

-    Kilkanaście lat (11 lat) trwały nasze usiłowania zbudowania gazociągu. Pan Premier W. Pawlak wysłał nawet swojego zastępcę, który zapewniał, że nie będzie akceptacji na udział Bartimpeksu (?!), ale projekt gotowy od nas wykupią, ustalił nawet poziom ceny

-    Potem już nic się nie działo, ani od nas nie wykupiono projektu, ani nikt gazociągu nie budował

-    Rzutem na metę w początku sierpnia br. zachęcaliśmy do kupna projektu przez PGNiG, ale ani oni, ani Gaz System nie wyrazili zgody

-    Następnie Ruhrgaz przymusił nas do odstapienia od marzeń i do sprzedania wspólnych z Ruhrgazem akcji.

Sam fakt zamiaru budowy gazociągu Bernau-Szczecin uzyskał pozytywną opinię Unii Europejskiej (Komisja Energetyczna) wyrażoną w piśmie do Bartimpeksu, wielu dyplomatów (branżystów) z zachodu i budził ogromny aplauz.

Zwraca uwagę i zastanawia okoliczność, że ani nie pozwolono zbudować gazociągu Bartimpeksowi, ani samo PGNiG czy Gaz System też się tego nie podjął.

W to miejsce zlecono budowę niezwykle kosztownego portu w Świnoujściu, którego zakończenie jest dosyć odegłe, a logistyka przesyłu tam pozyskanego gazu jest niezwykle trudna. Identyczny port znajduje się w okolicach Hamburga. Także temat gazu łupkowego zawiera w sobie wiele kontrowersji ze względu choćby na to, że Polska jest krajem suchym o niskim poziomie wolnej wody niezbędnej do wydobycia gazu.

Wreszcie inne kontrowersje wynikły z faktu, że Polska w odróżnieniu od swoich sąsiadów nie potrzebuje ogromych ilości gazu lecz ilości bardzo umiarkowanych.
Te nasze ogromne inwestycje gazowe to co najwyżej radość dla firm budowlanych, ale główna z nich zadławiona dużą ilością zamówień (także drogi i stadiony) splajtowała.

B.    Animatorzy klęski gazowej. Sa nimi wszystkie kolejne Rządy RP.

Ta konkluzja brzmi niesamowicie, jest niestety prawdziwa.

Ani jeden rząd RP nie poparł projektu „groszowego“, który by raz na zawsze uniezależnił Polskę od rosyjskiego monopolu.

Już w 2002 roku mielibyśmy połączenie z rynkiem Unii Europejskiej.

Pani Kanclerz Merkel obiecywała Panu Kaczyńskiemu, że w razie kryzysu uruchomi dostawy gazu z rezerw państwowych Niemiec. Prosiła jedynie o techniczną możliwość.

Uniknęlibyśmy w ten sposób monopolu rosyjskiego, gazowej pętli Gazpromu oraz możliwości stosowania wobec nas nacisku politycznego i gazowego, a ceny gazu importowanego mielibyśmy na poziomie cen europejskich, czyli niższych.

Dzisiaj zapowiada się kolejna podwyżka, a PGNiG w swoich wynikach podąża w dół. Jak długo? A może go ktoś obcy wykupi. To tylko możliwość, ale trzeba ją brać pod uwagę.

Uniknęlibyśmy także inwestycji zastępczych, kapitałochłonnych.

Pytanie podstawowe, kto Rządom podsuwał takie decyzje?

Politycy aktualnie w swoich waśniach wskazują palcem na SLD, które „szkodliwie“ odstąpiło od gazociągu z Norwegią.

Lansował ten pomysł Rząd Pana Premiera Kaczyńskiego, ale szczególnie Premiera Buzka.

Obu Panom Premierom doradzał Pan Naimski i Pan Woźniak zatrudnieni dla tej kwestii przy obu Premierach. Obaj panowie nie mieli pojęcia o gazie i polityce energetycznej, ale obaj mieli posłuch w Rządzie. To oni ośmieszyli obu Premierów, którzy także nie mieli pojęcia o energetyce, zresztą nie musieli. To politycy.

Ale miałem nadzieję, że każdy z nich zauważy różnicę między 21 km gazociągu i stowarzyszeniem z Unią Europejską, a  700 km gazociągu norweskiego potwornie kosztownego. Łączyłby on, co prawda, ze źródłem gazu, ale od tego tylko krok do sojuszu Norwegów z Rosjanami i uwielbianej przez nich polityki zmowy monopolowej.

Rozumiem, że obu Premierów usprawiedliwia poziom niewiedzy, ale tych dwóch doradców, do których dołączył Pan Kropiwnicki. Długość gazociągu norweskiego przewyższała 5-ciokrotnie całą długość gazociągu Bernau-Szczecin (123 km). Mało tego wszyscy wiedzieli, że ten gazociąg norweski to lipa i nigdy nie będzie zbudowany. Była to wiedza od samego początku wszystkim dostępna ze względu na nierealność podstawowych założeń.

Nie mogę w tym miejscu posądzać obu Panów Premierów o niekompetencję albo o brak rozsądku. Coś jednak musiało ich skłonić do tych bardzo kosztownych decyzji.

Należy oczekiwać wyjaśnień co to było, albo kto to był.

A dlaczego kolejni Premierzy kontynuowali tę awanturę?

A odpowiedzialny za gospodarkę Pan Waldemar Pawlak?

To w ostatnim czasie główny winowajca „przymierza“ z Gazpromem.

Najtrudniej jest jednak, bo z bólem serca zadać pytanie:

Komu naprawdę i dlaczego zależało na zbojkotowaniu gazowego połączenia Polski z Unią Europejską?

Jakie były motywacje i przez tyle lat aktualne?

Przecież to nie może być tylko niechęć do Aleksandra Gudzowatego, to zbyt demoniczne. Zrobiono mi przy tej okazji czarny portret medialny. Szlag im na monogram, wybaczam im swoje przykrości, ale uszkodzenia państwa jakoś nie mogę.

Zadaję pytanie ze strachem, choć nie bez racji, kto wodził Panów Premierów za nos?

Gdzie są nasze służby?

Organizacje, jak się zdaje, hermetycznie zamknięte. Gdzie jest podstawowy obowiązek ochrony interesów Polski.

Służby uczestniczą w krotochwilnych zabawach politycznych bara-bara, kto kogo wypunktuje, dostępność podsłuchów. Zgoda, niech się tym zajmują, bo nasi politycy nie mają wysokiego standardu, ale o gospodarcze interesy państwa trzeba dbać.

Obojętnie kto stał za tą antypolską gazową formułą, to korzyść mają Rosjanie.

Znam ich bardzo dobrze, wiem jak konsekwentnie walczą o swoje sprawy, są precyzyjni i skoordynowani. Mało tego, myślą dalekosiężnie. Ich Departamenty Inspiracji w służbach muszą zatrudniać i patriotów Rosji i fachowców. Tyle, że to wcale nie znaczy, że my mamy ustępować im pola. Rosjanie bardzo szanują twardych partnerów, którzy walczą o swoje racje. Ale i tu także z góry proszę o wybaczenie, ale nie mogę sobie wyobrazić atmosfery rozmów naszego Ministerstwa Gospodarki i PGNiG z Gazpromem, itd. Nasi nie potrafią wygrywać. Pojechali po przegraną. Powinni negocjacje oddać w ręce zawodowców, są już chyba w Polsce takie firmy, a jak nie w Polsce, to w Europie.

Długo zastanawiałem się, kto ma taką mozliwość, by podporządkować swoim sprawom wszystkich Premierów? Jaką legendę trzeba było stworzyć, by podporządkować sobie polskie władze?

Kto mógł to zrobić?

Czy ktoś działał w interesie konkurencji, choć to jest mało czytelne, czy może pod wpływem kogoś bardzo nam nieprzychylnego?

Nie wierzę, żeby ta sprawa się wyjaśniła, ale może na tym już przestaną nas uszkadzać. Proszę i apeluję o to.

C. Konkluzja ostateczna.

Nasza ojczyzna znajduje się w bardzo ciężkiej sytuacji. Nadchodzi kryzys.

Pan Jan Krzysztof Bielecki tłumaczy jego nieuchronność między innymi, osłabieniem potencjału Niemiec. Ma rację. Tyle tylko, że nasi politycy przyzwyczaili się zabierać głos jak „mleko wykipiało“, a o tym jak zapobiegać nieszczęściu jest cisza.

Dzisiaj mamy dokładnie taką sytuację. Pan Duda z Solidarności wzywa do obalenia Rządu Premiera Tuska, nawet powiada, że kroki te podejmie razem z SLD i Palikotem. Biedak, nie ma pomysłu. Potem mu związkowcy zaśpiewają „zamienił stryjek siekierkę na kijek“.

Rząd rzeczywiście obraził Polaków reformą emerytalną i ignorowaniem prośby o referendum.

Zgadzam się z poglądem, że trzeba natychmiast coś zrobić, bo nie ma już czasu na „ewolucyjną naprawę państwa“. Potrzebne są radykalne posunięcia dla ratowania Państwa. To sprawa Pana Premiera.

Nie wierzę jednak, że znajdzie się taka grupa osób, która zechce przejąć władzę, no z wyjątkim tych wymienionych przez Przewodniczącego Dudę. Ale to będzie klęska.

W polityce zagranicznej musimy tworzyć przymierza zewnętrzne.

Nie możemy być nikim!

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksander Gudzowaty

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Energetyka / Z cyklu: Sekrety gospodarcze Polski