Z inwestycjami ma być trochę lepiej

Bartosz Krzyżaniak
opublikowano: 2005-07-18 00:00

Polityka nie przeszkadza nam w inwestycjach — twierdzą przedsiębiorcy. Statystyka mówi co innego. Jedno jest pewne — będzie lepiej.

Wygląda na to, że przedsiębiorcy nic sobie nie robią z nadchodzących wyborów. Pytani przez „PB”, czy mają one wpływ na ich decyzje inwestycyjne, zaprzeczają. Twierdzą, że polityka nie jest dla nich na tyle ważna, by mogła wpłynąć na ich plany rozwoju.

Stonowany optymizm

Tej tezy nie potwierdzają jednak dane Głównego Urzędu Statystycznego. Po poprawiających się z kwartału na kwartał informacjach o inwestycjach w 2004 r. pierwsze miesiące 2005 r. rozczarowały. I to bardzo. 1-proc. wzrost był dziesięć razy niższy od prognoz.

— Dane za pierwszy kwartał przedstawiały kiepski obraz rynku inwestycji. Teraz jest trochę lepiej, ale nie bardzo — uważa Marcin Mróz, główny ekonomista Societe Generale (SG).

Ekonomiści, choć ostrożniej niż dotąd, prognozują poprawę.

— Nie będzie to jednak wzrost powyżej 10 proc., choć jeszcze pod koniec minionego roku byłem o tym przekonany. Teraz bardziej prawdopodobne wydaje się 5-7 proc. — twierdzi ekonomista SG.

Boomu inwestycyjnego nie spodziewa się na razie także Katarzyna Zajdel-Kurowska, ekonomistka Banku Handlowego.

— Do przełomu może dojść, gdy nastąpi postęp w realizacji projektów finansowanych ze środków unijnych. Na razie dane rozczarowują. Wydaje się, że II półrocze będzie lepsze — ocenia ekonomistka.

Zdaniem Łukasza Tarnawy, ekonomisty PKO BP, inwestycje powinny mocno ruszyć nieco później, bo na przełomie 2005/2006 r.

— Do tego czasu będą rosły, jednak w tempie niezbyt zadowalającym — uważa Łukasz Tarnawa.

Warunki były i będą

Maciej Reluga, główny ekonomista Banku Zachodniego WBK, wymienia szereg czynników, które powinny wpływać na wzrost inwestycji.

— Firmy notują dobre wyniki finansowe, co oznacza, że mają pieniądze, a moce produkcyjne wykorzystywane są w dużym stopniu. Rosną oczekiwania na ożywienie popytu konsumpcyjnego w Polsce ze względu na spadającą inflację i poprawę sytuacji na rynku pracy. Eksport utrzymuje się na wysokim poziomie, co wskazuje na zagraniczny popyt na polskie towary, spadają stopy procentowe, a przedsiębiorstwa liczą na fundusze unijne — wymienia ekonomista.

Przyznaje jednak, że podobne warunki istniały już wcześniej, a mimo to inwestycje wyhamowały.

— Tej zagadki nie potrafię rozwiązać. To nadszarpnęło wiarę w znaczne wzrosty gospodarki. Dlatego zdaję sobie sprawę z ryzyka, że prognozowana przeze mnie 7-proc. dynamika inwestycji w całym roku może zostać skorygowana przez rzeczywistość. Bardziej prawdopodobna będzie korekta w dół — dodaje Maciej Reluga.

Została trauma

Łukasz Tarnawa uważa, że mizerne inwestycje mogą wynikać z obaw przedsiębiorców.

— Pamiętają, że kilka lat temu, po boomie gospodarczym, kiedy ich nadzieje były bardzo rozbudzone, niespodziewanie popyt się załamał, polityka pieniężna stała się bardziej restrykcyjna, złoty znacznie zyskiwał na wartości, a gospodarka zwolniła, pozostawiając wiele firm na lodzie. Być może ta trauma trwa — zaznacza ekonomista PKO BP.