W wakacje o inwestowaniu myśli niewielu. Leniwie jest na giełdzie, kolejki w bankach są krótsze, mniejszy ruch w urzędach. Wyjątkami od tej reguły są restauratorzy i hotelarze w miejscowościach turystycznych, a także biura sprzedaży firm, które budują apartamenty wakacyjne. W słoneczne dni, których w tym sezonie nie brakuje, zadaniem ich pracowników jest zachęcić gości, by zostali właścicielami lokalu z widokiem na Bałtyk lub Beskidy.
![DOMINUJĄ DOJRZALI: 60 proc. inwestorów to ludzie w wieku 40-59 lat, a kolejne 20 proc. ma ponad 60 lat — mówi Jan Wróblewski, członek zarządu i współwłaściciel spółki Zdrojowa Invest. [FOT. ARC] DOMINUJĄ DOJRZALI: 60 proc. inwestorów to ludzie w wieku 40-59 lat, a kolejne 20 proc. ma ponad 60 lat — mówi Jan Wróblewski, członek zarządu i współwłaściciel spółki Zdrojowa Invest. [FOT. ARC]](http://images.pb.pl/filtered/a17bf351-db7f-4106-83ea-a6c7fcf5c7e9/38eef7d2-8db2-5c82-9d1e-4b45471817df_w_830.jpg)
— Jesteśmy w środku sezonu. Mamy w pełni obłożone hotele w Międzyzdrojach i Gdańsku, mnóstwo odwiedzin potencjalnych kupujących i rezerwacji konkretnych apartamentów. W lecie kumulują się umowy rezerwacyjne, które finalizują się najpóźniej zaraz po wakacjach — mówi Monika Śliwa, dyrektor marketingu Qualia Development, deweloperskiej spółki PKO BP.
Jeszcze kilka lat temu o kawałek tego tortu walczyło wielu graczy, przepowiadając szybki wzrost cen. Według badań firmy Reas, w 2009 r. deweloperzy ukończyli budowę ponad 6 tys. apartamentów i domów na wakacje. Już rok później było to tylko 2,5 tys. Apetyt deweloperów się zmniejszył, a na rynku pozostali tylko najtwardsi i najbardziej doświadczeni. Jan Wróblewski, członek zarządu i współwłaściciel spółki Zdrojowa Invest, szacuje, że polski rynek nieruchomości wakacyjnych z roku na rok rośnie, ale w tempie kilkuprocentowym. — Oceniamy, że w Polsce nad morzem i w górach jest 6-8 miejscowości będących kurortami z prawdziwego zdarzenia. Porównywalne kraje w Europie mają podobną liczbę takich miejscowości. Dlatego działania Zdrojowej skupiają się w czterech najbardziej atrakcyjnych pod względem inwestycyjno-turystycznym miejscach, gdzie przy już wysokiej liczbie noclegów i obiektów hotelarskich wzrosty i potencjał są stosunkowo największe — mówi Jan Wróblewski.
Qualia jest jedną z największych firm oferujących mieszkania wakacyjne. Rozwinęła tę działalność głównie po kryzysie. W sprzedaży ma m.in. osiedle Neptun Park w Gdańsku, condohotel w Międzyzdrojach i niewielki apartamentowiec przy sopockim „Monciaku”, gdzie za 1 mkw. trzeba zapłacić co najmniej 20 tys. zł. Na początku lipca do sprzedaży włączono też 29 lokali w Juracie, których budowa ma ruszyć po zamknięciu sezonu.
— Zainteresowanie apartamentowcem przy molo w Juracie jest ogromne. Metr kwadratowy brutto kosztuje 24-36 tys. zł, a już mamy kilka rezerwacji. Zamożni Polacy coraz częściej decydują się na nadmorskie inwestycje, bo bardzo się poprawiła sieć komunikacyjna. Dzięki temu i lepszej bazie noclegowej coraz chętniej na weekendowe wypady wybierają Polskę — uważa Monika Śliwa.
Według Jana Wróblewskiego, lepsza infrastruktura drogowa nie ma jednak bezpośredniego przełożenia na sprzedaż apartamentów w kurortach. Widać to choćby po kierunkach, z jakich przyjeżdżają klienci.
— Lepsza infrastruktura drogowa tylko zwiększa komfort dojazdu do tych miejscowości. Zmienia się jednak struktura wiekowa klientów. Mamy dużo młodych gości hotelowych, ale 60 proc. inwestorów to ludzie w wieku 40-59 lat, a kolejne 20 proc. ma ponad 60 lat. To często zamożni przedsiębiorcy, którzy po latach pracy dywersyfikują swój portfel inwestycyjny i kupują zarządzany apartament, a część z nich robi to z myślą o zbliżającej się emeryturze — mówi Jan Wróblewski.