Z Norwegami nam po drodze

Anna Bytniewska
opublikowano: 18-05-2006, 00:00

Do połowy czerwca Polska chce ustalić z Norwegią zasady współpracy. Nie oznacza to wcale, że przepadnie pomysł budowy terminalu LNG.

Piotr Woźniak, minister gospodarki, zapewnia, że wszystko jest na dobrej drodze, aby Polska mogła kupować norweski gaz, który trafi do nas podmorskim gazociągiem. Ostateczna decyzja zapadnie jesienią. Wówczas uczestnicy konsorcjum, które ma budować rurę — na razie na terytorium Norwegii i południowej Szwecji — złożą ostateczne deklaracje uczestnictwa.

— Do połowy czerwca mamy ustalić ramy współpracy z Norwegami. Konieczne będzie zawarcie umowy inwestycyjnej, umowy przesyłowej i umowy na sprzedaż gazu z którąś z firm wydobywających gaz. Jesienią okaże się, czy dołączymy do konsorcjum 18 firm skupiających się wokół Gassco, norweską państwową firmą zarządzającą systemem przesyłu gazu. Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) jest w znakomitej sytuacji. Może inwestować w projekty nawet z bieżącej gotówki — podkreśla Piotr Woźniak.

Jeżeli to zrobi, stanie się współwłaścicielem gazociągu.

Gaz jak oręż

Znaków zapytania jednak nie brakuje. Rozmowy o wspólnej eksploatacji złoża sztokmanowskiego, prowadzone przez Gazprom i będący pod kontrolą państwa Statoil, mogą sprawić, że sfinalizowanie polsko-norweskiej umowy o współpracy (przedłużenie gazociągu do Polski) nie będzie łatwe. Piotr Woźniak uspokaja.

— Te koncerny konkurowały ze sobą wcześniej, np. o dostawy do Turcji. Wtedy wygrał Gazprom. Sprawa udostępnienia złoża sztokmanowskiego nie została jeszcze zakończona, chociaż Gazprom podawał już trzy terminy rozstrzygnięcia przetargu. To gra polityczna o dostęp do złoża o znaczeniu dla całego świata — twierdzi Piotr Woźniak.

Rosjanie mogą jednak powiedzieć Norwegom: damy wam dostęp do złoża, ale wystawcie Polaków do wiatru.

— To naturalna obawa. Dlatego długo trwało namawianie Norwegów do rozmów. Gdyby Gassco miało jakieś obiekcje, nie zaprosiłoby nas do współpracy przy projekcie gazociągu, który może dotrzeć do Polski. Współpracy może tylko zagrozić zła wola polityczna. Należy pamiętać o zapisie w rosyjskiej strategii energetycznej — słynna strona 71 — gdzie Federacja Rosyjska traktuje przemysł gazowy jako narzędzie do uprawiania polityki zagranicznej — mówi minister.

Głowa nie boli

Czy jednak Polska wchłonie dodatkowe ilości gazu z norweskiej rury? W perspektywie mamy przecież budowę terminalu LNG o przepustowości 3-5 mld m sześc. gazu rocznie, a obowiązuje nas też długoterminowy kontrakt z Rosją.

— To się znakomicie bilansuje. Mamy najniższe zużycie gazu w Europie. Jeżeli zyskamy połączenia ze wszystkich trzech źródeł plus wydobycie krajowe (4,3 mld m sześc. — przyp. red.), to zacznie się rozwój rynku gazu — twierdzi Piotr Woźniak.

W PGNiG mówi się o możliwości rezygnacji z małych kontraktów. Na cenzurowanym jest umowa z RosUkrEnergo, spółką powiązaną z Gazpromem, która kończy się w grudniu. Gaz jest drogi, tymczasem to właśnie PGNiG poniesie konsekwencje ewentualnej nadwyżki, bo kontrakt z Gazpromem jest obarczony klauzulą „bierz lub płać”.

Węgiel ustąpi

Minister gospodarki ma sposób na wybrnięcie z tej sytuacji.

— Jesteśmy mocarstwem węglowym. Wydobywamy więcej węgla niż cała Europa. W ponad 90 proc. produkujemy energię elektryczną z węgla. Tak dłużej być nie może. Musimy się liczyć z protokołami z Kioto, protokołami siarkowymi. Nie znaczy to, że będziemy zamykać kopalnie. Rozwój rynku energii powinien jednak opierać się w znaczniej części na wzroście zużycia gazu ziemnego, bo czystszego nośnika nie ma — mówi Piotr Woźniak.

Jego zdaniem, będziemy potrzebowali coraz więcej energii elektrycznej, a gaz świetnie zaspokoi rosnący popyt. Czy jednak lobby gazowe nie nadepnie na odcisk lobby węglowemu?

— Wierzę, że znakomicie się uzupełni — podkreśla minister.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bytniewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu