Z sercem do zakrętów

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2015-05-14 00:00

Auto do floty: Jeśli nie chcesz mieć vana, ale musisz go mieć, to wybierz Forda S-Max. To takie motoryzacyjne ciastko, które można i zjeść, i mieć.

Pierwszemu modelowi Forda S-Max (debiutował w 2006 r.) klienci i dziennikarze szybko przyczepili metkę najbardziej sportowego vana na rynku. Ten sportowy (jak na vana oczywiście) charakter objawiał się w stylistyce nadwozia oraz doskonałych i zupełnie nie „vanowych” właściwościach jezdnych. W połączeniu z rodzinną praktycznością przekonało to niego przez 9 lat ponad 400 tys. klientów na świecie (czyli w krajach, gdzie był sprzedawany). Kupujący docenili niespotykane połączenie rozmiarów z doskonałym prowadzeniem.

Bo do czasu, gdy pojawił się S-Max, można było mieć albo jedno, albo drugie. Nigdy oba razem. No i właśnie Ford wprowadził następcę tego cudownego połączenia. Jest mniej „sportowy”, bardziej komfortowy. Ale to nadal najlepiej prowadzący się van. I nadal daje tyle samo frajdy kierowcy, co komfortu pasażerom. Z tym, że teraz Ford nieco bardziej zadbał o tych drugich.

Choć bez rewolucji. Metka najlepiej prowadzącego się (po sportowemu) vana jest zbyt cenna, by ją utracić. Postawiono zatem na ewolucję. Oferta silnikowa pozostała bogata. Są dwa motory Diesla.

Pierwszy: 2.0 TDCi to zmodernizowana dotychczasowa jednostka dostępna teraz w wersjach: 120, 150 lub 180 KM. Drugi to nowa konstrukcja, która zastąpiła 2.2 TDCi. Dzięki podwójnemu turbodoładowaniu z pojemności dwóch litrów uzyskano aż 210 KM i 450 Nm. Dla zwolenników silników benzynowych przygotowano nową turbodoładowaną jednostkę 1,5 EcoBoost o mocy 160 KM (zamiast 1,6). Pozostawiono topowy motor 2,0 EcoBoost o mocy 240 KM. Z całej tej palety wybieramy 1,5 EcoBoost.

Jego osiągi nie dorastają do możliwości zawieszenia, ale jest tańszy i potrafi wiele, jeśli wziąć pod uwagę jego zapotrzebowanie na paliwo. Proponujemy też podstawowy pakiet wyposażenia. Zawiera wszystko, co ułatwi realizowanie zadań służbowych i obowiązków rodzinnych. To auto ogromne, ale za kierownicą tego nie poczujesz.

Prowadzi się bez zarzutu, sprawnie pokonuje ciasne zakręty. Być może jest trochę bardziej komfortowe niż poprzednik (bardziej miękkie zawieszenie, mniej precyzyjny układ kierowniczy), ale nie ma to wpływu na jego „sportowy” sposób prowadzenia. Poprawiło się nie tylko resorowanie, ale również wyciszenie wnętrza. Nieco inaczej prowadzi się alternatywa.

Dziś jest nią Opel Zafira Tourer. To van z krwi i kości ze wszystkimi tego konsekwencjami. Zdecydowanie mniej „sportowy”, szczyptę bardziej komfortowy, ale i mniejszy. Dla zachowania równowagi tu także proponujemy pakiet podstawowy (równie bogaty).

Małą przewagą tego auta jest większa gama silników i dostępność fabrycznej instalacji gazowej. Który pojazd wybrać: wygodny o sportowym prowadzeniu czy wygodny o „wygodnym” prowadzeniu, pozostawiamy wam. Przypominamy, że obaj producenci lubią stosować promocje cenowe. My oparliśmy się na cennikach, ale warto sprawdzić aktualne opusty.