Sposób na sukces w handlu? Sprzedawać to, co samemu by się kupiło. Dlatego handel materiałami budowlanymi tak dobrze idzie byłemu budowlańcowi.
Podczas VIII Międzynarodowej Wystawy Budownictwa i Wyposażenia Wnętrz „Astana Build 2006”, odbywającej się 17-19 maja w stolicy Kazachstanu — Astanie, firma KIM uzyskała pierwsze miejsce w konkursie na najlepszą prezentację firmy. Zdobyła je dzięki prezentacji oferty handlowej w postaci animacji komputerowej, która przedstawiała zdjęcia pomieszczeń (głównie łazienek) zaaranżowanych z materiałów budowlanych sprzedawanych przez firmę. Taka strategia promocji wynika z przekonania właściciela firmy o znaczeniu rozwoju nauk informatycznych.
— Zastanawiam się nad zwirtualizowaniem budownictwa i internetową sprzedażą wiedzy — snuje wizje Zygmunt Krosnowski, prezes KIM.
Na początku było imadło
W 1985 roku Zygmunt Krosnowski pracował jako kierownik budowy w jednym z państwowych przedsiębiorstw. Po sześciu miesiącach postanowił odejść, by zarabiać więcej i sprawdzić się w samodzielnej działalności. Razem z nim odszedł jeden z jego podwładnych. Współpracują do dziś.
— Pamiętam, jak pojechaliśmy na Siekierki [jedna z warszawskich dzielnic — red.] i wynajęliśmy pomieszczenie o powierzchni dwa na dwa metry. Tam zbudowaliśmy ladę, do której przymocowaliśmy imadło. To plus dwie łopaty stanowiło początek firmy KIM — wspomina Zygmunt Krosnowski.
Mimo skromnych początków optymizm go nie opuszczał.
— Pamiętam, jak Władysław zapytał: „Szefie, co my zrobiliśmy” A ja odpowiedziałem: „Nie wiem, co zrobiliśmy. Wiem, co zrobimy — firmę!” — śmieje się Krosnowski.
Na początku wykonywali instalacje wewnętrzne i zewnętrzne — układanie rur i kanalizacji, murowanie czy nawet stawianie płotów. Jednak już w 1986 roku mieli pierwsze większe zamówienie — jako jeden z podwykonawców zrobili instalacje na warszawskim osiedlu Saska.
Biznesmen przypomina, że dawniej to inwestorzy prosili wykonawców, by ci zrobili jakieś prace.
— W czasach PRL-u, aby zrobić wrażenie na inwestorach, blefowałem. O dzierżawionych dużych koparkach i samochodach ciężarowych mówiłem jak o własnych. Nikt nie sprawdzał, jaki rzeczywiście mam potencjał wykonawczy — uśmiecha się Krosnowski.
Podczas przemian gospodarczych w Polsce wielu jego kolegów nastawiało się na przeczekanie trudnego okresu. On natomiast uznał, że kto zdecyduje się na taką strategię, ten wypadnie z rynku.
— Wymyśliłem, że jeśli nawet w budownictwie przyjdzie bessa, to i tak handel materiałami budowlanymi będzie ostatnim elementem branży, który padnie. Dlatego na przełomie 1992 i 1993 roku zająłem się również tym — odpowiada Krosnowski.
Handel wspomagany
— Wydzierżawiłem kawałek ziemi i rozpocząłem handel na Bartyckiej. Była to jedyna „budowlana” ulica w stolicy, na której można było kupić wszystkie materiały. Dzięki takiej lokalizacji nie musiałem inwestować w reklamę — opowiada Zygmunt Krosnowski.
Do 2002 roku firma kontynuowała działalność budowlaną, a handel był poniekąd działalnością dodatkową. W tym to roku Zygmunt Krosnowski stworzył spółkę partnerską — Innowacyjne Centrum Budownictwa, które zajęło się kompleksową obsługą budowli. Natomiast KIM skupił się na działalności handlowej. I czyni to całkiem skutecznie — dzisiaj ma 18 tysięcy stałych klientów.
— Dostarczaliśmy materiały podczas remontów przeprowadzanych na przykład w Sejmie czy w Pałacu Prezydenckim — zaznacza Patrycja Sędzielska, menedżer KIM.
Firma eksportuje produkty do Rosji, Ukrainy, Kazachstanu czy Norwegii i planuje dalszą ekspansję. Ma pięć filii w Polsce i jedną w Kazachstanie.
— Był czas, że mieliśmy nawet 15 oddziałów. Jednak niektórzy kontrahenci okazali się nieuczciwi. Pewne oddziały musieliśmy pozamykać, z bardzo dużym trudem odzyskując swoje materiały. To był trudny okres w życiu firmy — informuje Zygmunt Krosnowski.
Wizjonerskie plany
— Polska jest pięknym krajem. Moje marzenie to wybudowanie czynnego cały rok ośrodka wypoczynkowego na Mazurach — zapowiada Zygmunt Krosnowski.
Gdy odwiedzał podobne kurorty w Niemczech, zachwyciły go tamtejsze parki wypoczynkowe z basenami, boiskami do gier grupowych czy tropikalnymi dżunglami w ogromnych szklarniach. Takie przedsięwzięcia zapewniają wiele miejsc pracy oraz napływ turystów — nieocenione źródło dochodów dla społeczności lokalnej.
— Potrzebne: ziemia od 100 do 300 ha, pomysł — to już jest, mądry samorząd jako współudziałowiec, dobry projekt z biznesplanem — również już jest, no i oczywiście... pieniądze — wylicza warunki sukcesu Zygmunt Krosnowski.
Może znajdą się zainteresowani?
