Z wyprawy na EXPO 2000 Polska powraca z tarczą

Jacek Zalewski
opublikowano: 2000-10-31 00:00

Z wyprawy na EXPO 2000 Polska powraca z tarczą

WYWAŻONE PROPORCJE: Nasz otwarty ze wszystkich stron pawilon był jednym z najbardziej przyjaznych człowiekowi miejsc na EXPO 2000 (patrz str. 30). Wiele innych przesycono zimną techniką, zwiedzający zaś traktowani w nich byli jako kategoria statystyczna. fot. ARC

Po 153 dniach od inauguracji w dniu 1 czerwca — dzisiaj wieczorem kończy się, tradycyjnym w takich razach pokazem ogni sztucznych, Światowa Wystawa EXPO 2000 w Hanowerze.

KOŁOWROTKI przy wejściach do ostatnich godzin będą jeszcze naliczać zwiedzających, których liczba osiągnie prawie 18 mln. Nie stanowi to nawet połowy optymistycznie zakładanych 40 mln. Wszyscy planujący zrobienie na EXPO wielkiego biznesu są zawiedzeni. Mniejsza frekwencja cieszyła natomiast samych gości wystawy, ale tych z czerwca i lipca. W ostatni weekend października czas oczekiwania na wejście do niektórych pawilonów Parku Tematycznego wynosił ponad 3 godziny.

DYSKRETNY dopisek do oficjalnej nazwy i logo wystawy — „The World Exposition — Germany” — przesądził o jej kształcie i przebiegu. W Hanowerze odbyła się w roku 2000 po prostu Niemiecka Wystawa Światowa — i bynajmniej kolejność tych słów nie jest przypadkowa. Za taki zaszczyt na przełomie tysiącleci gospodarze gotowi są zapłacić każde pieniądze i dlatego przekraczający 1,5 mld DEM deficyt firmy EXPO 2000 Hannover GmbH jakoś przełkną solidarnie budżety — federalny, dolnosaksoński i wreszcie hanowerski.

JAK WYKORZYSTALIŚMY ogromną szansę, jaką była lokalizacja EXPO dosłownie na wyciągnięcie ręki? Naprawdę dobrze. Taką ocenę można wystawiać tylko po obejrzeniuÉ wszystkich narodowych ekspozycji, a nie skonfrontowaniu jedynie programu naszego pawilonu z osobistymi wyobrażeniami o promocji Polski na tak szczególnym terenie, jakim na zawsze pozostaną dla nas Niemcy.

ROZSĄDNYM posunięciem było usytuowanie pełnomocnika rządu ds. udziału Polski w EXPO 2000 i zarazem komisarza generalnego narodowej ekspozycji w randze podsekretarza stanu w Ministerstwie Gospodarki. Teoretycznie dysponentem środków budżetowych (które w latach 1999-2000 łącznie wyniosły 47 mln zł) mógł być jakiś inny podmiot — MSZ, MKiDN, bezpośrednio Kancelaria Premiera, także Kancelaria Prezydenta. Jednak stworzone szanse naprawdę nowoczesnej promocji gospodarczej nasza klasa biznesowa wykorzystywała bardzo różnie. Największe powodzenie miało zorganizowanie w Hanowerze firmowego szkolenia czy posiedzenia zarządu, zaliczanego potem do kosztów uzyskania przychodu.

DOSKONAŁYM pomysłem okazały się prezentacje regionalne. Oprócz Polski postawiły na nie tylko kraje mające do Hanoweru oczywiście blisko (ze względu na koszty transportu), ale i ukształtowany historycznie ustrój federalny — czyli sami gospodarze i Austria. Nasza inicjatywa spowodowała ogromną aktywizację władz samorządowych oraz środowisk gospodarczych w nowych województwach, które po raz pierwszy od ich utworzenia miały okazję do konsolidacji oraz międzynarodowej promocji na taką skalę.

JUŻ 25 marca 2005 r. rozpoczyna się kolejne EXPO, w japońskim Aichi koło Nagoi. A na rok 2010, zgodnie z niedawną uchwałą intencyjną Sejmu, Polska forsuje kandydaturę Wrocławia. Utopia? Nie całkiem — szanse na organizację Światowej Wystawy EXPO w Polsce są mimo wszystko większe niż na zimowe igrzyska w Zakopanem.