ZA GÓRAŹDŹAMI PÓJDĄ NASTĘPNI
Wycofywanie spółek z GPW zagraża uprowincjonalnieniem warszawskiej giełdy
ZNOWU PRZECIEK: Choć wezwanie na sprzedaż akcji Górażdży, których prezesem jest Andrzej Balcerek, zostało opublikowane dopiero w poniedziałek, kurs akcji spółki zaczął rosnąć znacznie wcześniej. Można więc przypuszczać, że mieliśmy do czynienia z kolejnym przypadkiem złamania prawa i wykorzystaniem poufnych informacji. fot. Marcin Wegner
Z giełdowych notowań mają zostać wycofane w najbliższym czasie akcje Górażdży, cementowego lidera branży. Jeśli NWZA spółki uwzględni wniosek głównego akcjonariusza, to KPWiG zgodzi się na wycofanie spółki z giełdy.
Właścicielem spółki od 1993 roku jest duży belgijski koncern cementowy CBR Baltic BV, który ma 51,16 proc. akcji. Obecny udział CBR w polskim rynku cementu szacowany jest na ok. 22 proc. Belgowie mają zamiar zwiększyć go w najbliższym czasie do 25 proc. Inwestycje CBR w polską spółkę pochłonęły do tej pory około 325 mln zł, a na rok przyszły przewidziano kolejne 60 mln zł.
Zdaniem analityków, całkowite przejęcie Górażdży nie powinno wiele zmienić wśród krajowych producentów cementu. Widać jednak coraz większą konsolidację całej branży, co może doprowadzić do powstania kilku silnych holdingów, mogących sprostać zagranicznej konkurencji.
Koniec mariażu
W poniedziałek ogłoszono wezwanie CBR na sprzedaż akcji Górażdże po 60 zł. Wezwanie dotyczy wszystkich walorów spółki (3,318 mln), które nie znajdują się w rękach właścicieli. Po skupieniu akcji CBR przewiduje wycofanie spółki z giełdy.
— Wycofanie spółki z giełdy wydaje sie być bardzo prawdopodobne. Cena wezwania jest więcej niż atrakcyjna, a premia w stosunku do kursu giełdowego tak duża, że zapewne zachęci akcjonariuszy do odpowiedzi na wezwanie — mówi Sławomir Gajewski, doradca inwestycyjny Credit Suisse Asset Management.
Aby spółka mogła zostać wycofana z obrotu, właściciel musi dysponować na WZA co najmniej 80 proc. głosów i ogłosić wezwanie na sprzedaż. Drugie z tych założeń zostało już spełnione.
Winna konkurencja
Wycofanie spółki z obrotu publicznego nie jest zjawiskiem nowym, także na warszawskiej giełdzie. Choć wcześniejszy casus Wedla spotkał się z niezbyt ciepłym przyjęciem rynku, można przypuszczać, że znajdą się odważni, którzy się na to zdecydują. „Odpublicznienie” spółki ma bowiem na celu przede wszystkim ukrycie jej finansów i strategii przed konkurencją, a także utrudnienie dostępu do informacji na jej temat.
Kto następny
Choć analitycy nie przewidują, by proceder wycofywania spółek z giełdy stał się częstym zjawiskiem, nie można wykluczyć, że któryś z zachodnich inwestorów pójdzie za ciosem.
Jak twierdzi Sławomir Gajewski, trudno przewidzieć, jak zachowają się zagraniczni inwestorzy strategiczni polskich spółek. Nie można więc przesądzać, że w przyszłości podobne kroki mogą zostać podjęte w przypadku Stomilu Olsztyn, Dębicy, BSK, Żywca czy też Elektrobudowy. Byłoby to jednak bardzo niekorzystne dla GPW, gdyż powodowałoby spadek jej kapitalizacji i znaczenia w porównaniu z pozostałymi europejskimi parkietami.