Za nami najlepszy kwartał od 10 lat!

Maciej Zbiejcik,Adrian Boczkowski
opublikowano: 01-07-2009, 00:00

Za nami udany miesiąc, kwartał oraz półrocze. Co dalej? W lipcu analitycy na ogół nie spodziewają się fajerwerków.

Pierwszy raz w historii w giełdowym zrywie blue chipy przegrywają z indeksem szerokiego rynku

Drugi kwartał mocno zapisze się w pamięci inwestorów. I to bardzo pozytywnie, bo pierwszy raz od połowy 2007 r. wypadł na plusie. Niektórzy analitycy mówią nawet o początku nowej hossy. Od kwietnia WIG20 zyskał 23,2 proc., a indeks szerokiego rynku (WIG) — aż 26,6 proc. To najlepsze rezultaty od odpowiednio 2000 r. i 1999 r.! I to nie uwzględniając wysokich, tegorocznych dywidend wypłacanych przez niektóre spółki (np. TP). Gdyby nie tąpnięcie indeksów na finiszu wczorajszej sesji (nieoczekiwany spadek indeksu zaufania konsumentów w USA), to WIG wykonałby największy skok od 1996 r.

Czy to efekt "window dressingu", któremu pomagały niskie w ostatnich dniach obroty na GPW? Być może. Zarządzający krajowymi instytucjami chętnie odebraliby w końcu premie za wyniki, a same fundusze pochwaliły się stopą zwrotu w przekazach marketingowych. To jednak mogło jedynie wspomóc ogólny trend. Jeśli skala "strojenia okien" rzeczywiście była duża, to inwestorzy przekonają się o tym już od dzisiejszej sesji — indeksy zaczną się bowiem osuwać.

Nie zmienia to jednak faktu, że indeks blue chipów wzbił się mocniej niż w drugim kwartale w swojej 15-letniej historii jedynie cztery razy. WIG, który jest liczony od początku istnienia GPW, zaliczył mocniejsze kwartalne zwyżki tylko siedem razy i do tego głównie w pionierskim dla naszego rynku kapitałowego okresie. Należy pamiętać, że na początku lat 90. w wybiciu kursów mocno pomagała galopująca inflacja.

W zakończonym właśnie kwartale było zupełnie inaczej, co świadczy o wyjątkowości minionego okresu. Nie dość, że inflacja jest mocno trzymana w ryzach, to pierwszy raz w historii GPW zwyżka wydaje się mieć solidne podstawy. Do tej pory nie zdarzyła się bowiem sytuacja, w której przy skoku WIG20 o ponad 20 proc. szeroki rynek wzniósłby się jeszcze wyżej. Wielokrotnie można było mieć za to wrażenie, że notowania WIG20 są zawyżane pod koniec kwartału ze względu na "windows dressing", sytuację na rynku terminowym lub wpływał na nie spekulacyjny napływ kapitału z zagranicy. W drugim kwartale tego roku WIG wzrósł o 3,4 pkt proc. mocniej niż WIG20, podczas gdy w I kwartale 2000 r. WIG20 zyskał aż blisko 10 pkt proc. więcej niż szeroki rynek (27,2 vs. 17,5 proc.). Widać więc, że w minionym kwartale zainteresowaniem cieszyły się spółki ze wszystkich segmentów. Na rynku aktywne były więc wszystkie grupy inwestorów, także ci drobni. Potwierdza to analiza struktury obrotów domów maklerskich. Można więc, wbrew opiniom wielu komentatorów, zaryzykować tezę, że obecny trend wzrostowy ma wyjątkowo zdrowe podstawy. Całego rynku nie ciągnie bowiem jedynie zagranica czy kilka największych spółek. Taki scenariusz widać jednak, co może być zaskoczeniem, w przypadku WIG20.

Gdyby nie KGHM, przewaga szerokiego rynku nad blue chipami byłaby miażdżąca. Kurs miedziowego kombinatu, na fali dynamicznej zwyżki cen czerwonego metalu, zyskał bowiem w II kwartale 78,4 proc. Wniósł więc do WIG20 162 pkt, podczas gdy indeks ten skoczył o 350 pkt. W całym II półroczu kurs KGHM wzleciał o 189,8 proc., co wzmocniło WIG20 o 456 pkt! W minionym kwartale lokomotywą WIG20 okazał się także Pekao, którego wzrost o 37,1 proc. dodał indeksowi 76 pkt. BRE, którego kapitalizacja skoczyła o 62,9 proc., dorzucił WIG20 jedynie 22 pkt. To skutek małego udziału w indeksie blue chipów. Negatywnie wykazała się za to Telekomunikacja. Kurs o 18,2 proc. obniżyła nie tylko dywidenda, ale również złe odebranie przez rynek wyników kwartalnych TP i ścinanie prognoz przez branżowych analityków. To odjęło z dorobku WIG20 blisko 30 pkt.

Poprawiające się na świecie dane makroekonomiczne i wskaźniki wyprzedzające koniunkturę mocno poprawiły rynkowe nastroje w Nowym Jorku, Hongkongu, Londynie czy Frankfurcie. Optymizm udzielił się też krajowym inwestorom. O sile naszego rynku świadczy chociażby to, że imponująco podniósł się bez wyraźnego zwiększania zaangażowania w akcje przez fundusze emerytalne, które dysponują ogromnym jak na nasz rynek kapitałem. To w ich aktywności drzemie potencjał przyszłych fal wzrostowych. Tymczasem warto zauważyć, że to krajowi inwestorzy mogą dużo huczniej świętować udany II kwartał, niż ich koledzy zza oceanu. Choć najnowszy wynik Dow Jones Industrial Average trafił do pierwszej dziesiątki rezultatów od 1985 r., to nominalnie nasze wybicie było ponad dwa razy mocniejsze.

Rozstrzelone prognozy wróżą gorący lipiec na GPW.

Optymiści wieszczą wzrost WIG20 do 2000 pkt,

pesymiści — spadek do 1300

Za nami udany miesiąc, kwartał oraz półrocze. Co dalej? W lipcu analitycy na ogół nie spodziewają się fajerwerków.

Przed nami lipiec, pierwszy wakacyjny miesiąc, który w ostatnich latach sprzyjał zarabianiu na GPW. Tak było chociażby w 2008 roku i latach 2005 i 2006. Teraz wielu analityków twierdzi, że rynek czeka korekta, choć ostatnie sesje zasygnalizowały siłę indeksów.

— Niskie ostatnio obroty sugerują w lipcu marazm i trend boczny. Odpoczynek byłby wskazany, ale patrząc chociażby na surowce, cały rynek wydaje się mocny. Ponownie widać dużą chęć pokonania przez amerykańskiego SP ważnego oporu na poziomie 945 pkt. Pokonanie tego pułapu byłoby dużym wsparciem dla naszej giełdy — uważa Piotr Kuczyński, główny analityk Xeliona.

Na dwoje babka...

Jednak na razie wariant optymistyczny zakłada lipcową konsolidację w okolicach obecnych poziomów lub co najwyżej niewielkie wzrosty.

— Ostatnie tygodnie pokazały siłę rynku. Korekta po wzroście w marcu i kwietniu przybrała formę konsolidacji wokół poziomu 1900 pkt na WIG20. Podobny scenariusz widoczny był na zachodnich indeksach i rynku surowców. To pokazuje, iż wbrew wciąż sporej grupie pesymistów, rynek może dalej wspinać się w górę — ocenia Marek Rogalski, analityk DM BOŚ. Na koniec miesiąca analityk widzi WIG20 w okolicach 2000 pkt.

Inna prognoza zakłada, że WIG20 może poruszać się w przedziale 1750-1950 pkt. Należy ona do Marcina Materny, dyrektora działu analiz Millennium DM.

— Nie spodziewam się żadnych fajerwerków. Nadal powinien dominować popyt na mniejsze spółki — podkreśla Marcin Materna.

Eksperci zauważają, że rozpoczęliśmy wakacje i mamy za sobą silne wzrosty. W związku z tym nie ma co liczyć, że szybko i łatwo pokonamy ostatnie szczyty.

— W lipcu indeks WIG20 może spaść w okolice 1800 pkt. Byłaby to wartość godziwa indeksu — uważa Maciej Bobrowski, dyrektor działu analiz Beskidzkiego Domu Maklerskiego.

Według Marcina Lachowskiego, analityka BM BGŻ, w tym miesiącu możemy mieć do czynienia z mocniejszą korektą, a spadek WIG20 poniżej 1820 pkt powinien otworzyć drogę do dalszej przeceny. Najbardziej radykalne prognozy zakładają testowanie lutowych dołków.

— Trzeba liczyć się, że w lipcu bańka oczekiwań może prysnąć. Na rynkach bowiem doszło do nadinterpretacji, że w gospodarce dojdzie do szybkiej poprawy. Szczególnie widać to w Europie. Efekt bańki może kosztować zejście WIG20 nawet do 1300-1350 pkt i to już w lipcu — ostrzega Wojciech Szymon Kowalski, główny analityk Inwest Consulting. Warto zauważyć, że w naszej czerwcowej ankiecie Kowalski obstawiał WIG20 na poziomie 1964 pkt na koniec miesiąca i w sumie niewiele się pomylił.

Polowanie na maluchy

Mimo czarnych scenariuszy w lipcu nie powinno jednak brakować spółek, na których będzie można nieźle zarobić.

— Inwestorzy będą grali pod wyniki finansowe z drugiego kwartału. Na pierwszym planie znajdą się spółki, które mają uznaną renomę oraz silną pozycję rynkową. Lipiec może należeć do mniejszych i średnich spó- łek. W przypadku blue chipów zalecałbym ostrożność — prognozuje Kowalski.

Także Marcin Materna oczekuje w najbliższych tygodniach polowania na mniejsze spółki, które mogą poprawić wyniki.

Dobre II półrocze

A czego można się spodziewać po całym drugim półroczu? Tu również pesymistyczne wizje przeplatają się z optymistycznymi.

— Oczekiwałbym kontynuacji trendu wzrostowego, choć już nie takiej dynamiki jak w drugim kwartale — przyznaje Marcin Materna.

W ocenie Marka Ro- galskiego na koniec roku WIG20 może osiągnąć 2600 pkt.

— Inwestorzy powinni zwracać uwagę na zachowanie się rynku surowców mierzonego indeksem CRB. Teoria cykli sugeruje, że zwyżki mogą utrzymać się jeszcze przez rok — zaznacza analityk DM BOŚ.

Pesymiści jednak ostrzegają.

— Nie ma powodów, by drugie półrocze było dobre na giełdzie, bo wcale nie jest pewna szybka poprawa gospodarcza na świecie. Już pod koniec lata lub na jesieni może okazać się, że dane makro nie sprostają oczekiwaniom i giełda będzie musiała oddać część wcześniejszych wzrostów — ocenia Maciej Bobrowski.

1900

pkt

WIG20 na koniec lipca

W kolejnych tygodniach spodziewam się polowania inwestorów na mniejsze spółki, które mogą poprawić wyniki.

Marcin Materna

dyrektor działu analiz Millennium DM

1800

pkt

WIG20 na koniec lipca

1800 pkt to godziwa wartość dla indeksu blue chipów.

Maciej Bobrowski

dyrektor działu analiz Beskidzkiego Domu Maklerskiego

1700

pkt

WIG20 na koniec lipca

W lipcu możemy mieć do czynienia z mocniejszą korektą. Spadek WIG20 poniżej 1820 pkt

otworzy drogę do dalszej przeceny.

Marcin Lachowski

analityk BM BGŻ

1320

pkt

WIG20 na koniec lipca

Trzeba się liczyć, że w lipcu bańka oczekiwań może prysnąć. Na rynkach doszło do nadinterpretacji, że w globalnej gospodarce dojdzie do szybkiej poprawy.

Wojciech Szymon Kowalski

główny analityk Inwest Consulting

Maciej Zbiejcik

Adrian Boczkowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maciej Zbiejcik,Adrian Boczkowski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu