Indeksy w USA rozpoczęły sesję od spadków, ale były one mniejsze, niż sygnalizowały kontrakty futures. Najwyraźniej uznano, że inflacja w styczniu okazała się wyższa niż prognozowano, ale nie na tyle, by (jeszcze) bić na alarm. Spadki indeksów o ułamki procent to m.in. zasługa spółek finansowych. Niemal codziennie jakiś duży przedstawiciel tego segmentu zgłasza problemy. Tym razem padło na giganta na rynku przejęć — Kohlberg KravisRoberts. Przyznał się on, że nie może już regulować krótkoterminowych zobowiązań.
Inwestorzy ciągle patrzą na giełdy z perspektywy makro. Dlatego po wtorkowych spadkach „naftowych” w środę ważna była inflacja. Ta, nawet z pominięciem coraz droższych energii i żywności, okazała się najwyższa od czerwca 2006 r. Na Wall Street coraz częściej zadają sobie pytanie, jak zachowa się Fed w sytuacji, gdy z jednej strony mocne cięcia stóp, a z drugiej wzrost cen. A do kolejnego posiedzenia FOMC daleko.
Przemek Barankiewicz