Za pięć dwunasta jesteśmy w izolacji

Jacek Zalewski
opublikowano: 2007-06-18 00:00

Spirala napięcia wśród klasy politycznej Unii Europejskiej — bo na pewno nie w głowach jej obywateli, myślących już głównie o wakacjach — nakręca się z każdą godziną. Sobotnia kolacja prezydenta Lecha Kaczyńskiego z kanclerz Angelą Merkel na zamku Meseberg pod Berlinem nie przyniosła jakiegokolwiek postępu w sporze o przyszłą metodę liczenia głosów w unijnej Radzie Ministrów — bo przecież nie mogła. Zgodnie z piątkową uchwałą Sejmu, Polska konsekwentnie nalega na spłaszczający ludnościowe różnice system pierwiastkowy, a Niemcy zgodnie z opinią Bundestagu konsekwentnie pozostają przy premiującym ich potęgę systemie podwójnej większości.

Przed rozpoczynającym się w czwartek w Brukseli szczytem Rady Europejskiej jaskrawo wychodzi na jaw, jak fatalna jest dla Polski okoliczność, że przewodnictwo UE trafiło się akurat państwu tak bezpośrednio zainteresowanemu korzystnym dla niego rozwiązaniem. W unijnej praktyce rotacyjna prezydencja ma duże uprawnienia, ponieważ przygotowuje projekty dokumentów na szczyt, prowadzi rozmowy odrębnie ze wszystkimi państwami członkowskimi i wreszcie steruje dyskusją podczas samego posiedzenia. Warto przypomnieć, że na przykład system głosów przyjęty w Nicei — wciąż obowiązujący! — był dziełem Jacquesa Chiraca. Prezydent Francji politycznie przeforsował wówczas matematyczne niedorzeczności — na przykład Hiszpanię wraz z Polską wywyższył ponad miarę, a nieobecną Rumunię zadołował.

Niemcy uprawnienia prezydencji wykorzystują dla własnych interesów wręcz perfekcyjnie. Rozmawiają z każdym państwem członkowskim odrębnie, wyników tych rozmów nie ujawniają, wszystkie nitki trzymają w ręku, a wobec krnąbrnej Polski stosują taktykę pełnej izolacji. Dla UE jakaś tam propozycja pierwiastkowa formalnie w ogóle nie istnieje! W tej sytuacji nasza strona uchwyciła się dyplomatycznej brzytwy. Ewa Ośniecka-Tamecka, sekretarz Komitetu Integracji Europejskiej, wraz z doradcą prezydenta Markiem Cichockim kolędowali po unijnych stolicach, promując pierwiastkową ofertę. Unię ta nietypowa akcja zdumiała. Wszyscy odnosili się do polskich wyliczeń z autentycznym zainteresowaniem — choć bardziej w kategoriach akademickich niż politycznych — ale po wyjeździe naszych emisariuszy pytali Berlina, co mają o tym sądzić. Taki sam mechanizm funkcjonuje na najwyższym szczeblu, w odniesieniu do rozmów prezydenta i premiera z ich odpowiednikami, których w ostatnich dniach było wyjątkowo dużo.

Innym niemieckim chwytem, wobec którego Polska pozostaje całkowicie bezradna, jest utrzymywanie przez prezydencję w tajemnicy do samego końca projektów dokumentów. Od niedzieli trwa w Luksemburgu standardowe, poprzedzające każdą Radę Europejską, spotkanie ministrów spraw zagranicznych. I dopiero na nim, przypuszczalnie we wtorek, Niemcy odkryją karty. Naszą odpowiedzią jest ukrywanie również do samego końca, który z braci Kaczyńskich pojedzie na szczyt do Brukseli…

Jacek Zalewski