ZACHÓD KUPUJE POLSKIE KOLEKTORY SŁONECZNE

Kamil Kosiński
opublikowano: 19-07-1999, 00:00

ZACHÓD KUPUJE POLSKIE KOLEKTORY SŁONECZNE

Uwolnienie cen energii ożywi krajowy popyt

PRZYKŁAD Z ZACHODU: Polacy sceptycznie podchodzą do kolektorów słonecznych. Najczęściej kupują je ci, którzy widzieli takie urządzenia na Zachodzie — twierdzi Zbigniew Dembiński, specjalista w dziale marketingu przedsiębiorstwa Aparel.

Mimo że od początku lat 90. polskie firmy produkują systemy do pozyskiwania energii słonecznej, ich krajowa sprzedaż jest niewielka. Wytwórcy zarabiają głównie na eksporcie do krajów Europy Zachodniej. Spodziewają się jednak, że całkowite uwolnienie cen energii, które nastąpi w najbliższych latach, spowoduje znaczny wzrost krajowego popytu.

Polska Akademia Nauk ocenia, że ekonomicznie uzasadniona jest budowa w Polsce około 23 mln mkw. kolektorów słonecznych, o łącznej mocy 800-1200 MW i rocznej produkcji energii rzędu 640-960 GWh. Na razie jednak moc wszystkich użytkowanych w Polsce kolektorów szacowana jest na około 5 MW, a dwóch krajowych producentów tego typu urządzeń większość swoich wyrobów eksportuje do Niemiec, Austrii, Szwajcarii i Skandynawii. Co prawda, łącznie z importerami, kolektory słoneczne sprzedaje w Polsce około 10 firm, ale trudno jeszcze mówić o istnieniu rynku tych urządzeń.

Mało chętnych

— Zainteresowanie kolektorami słonecznymi jest na razie tak małe, że przedsiębiorstwa zajmujące się ich sprzedażą bezpośrednio ze sobą nie konkurują — twierdzi Ryszard Śliwiński, konstruktor kolektorów w firmie Hewalex.

Sytuacja ta niebawem może się jednak zmienić. Polacy bowiem coraz bardziej interesują się alternatywnymi źródłami energii.

— Sprzedaż kolektorów słonecznych w Polsce podwaja się co roku — mówi Ryszard Śliwiński.

Potwierdzają to przedstawiciele drugiego polskiego producenta tego typu urządzeń.

— W porównaniu z rokiem ubiegłym zainteresowanie kolektorami słonecznymi znacznie wzrosło. W maju 1998 r. sprzedaliśmy 27 urządzeń, a w maju tego roku, ponad dwa razy więcej, bo 59. W porównaniu z liczbą kolektorów sprzedawanych przez nas na Zachód są to jednak wciąż minimalne ilości — uważa Zbigniew Dembiński, specjalista w dziale marketingu przedsiębiorstwa Aparel.

— Ten rok jest szczególny, ponieważ kolektorami zainteresowali się wreszcie klienci instytucjonalni. Chcą ich używać do ogrzewania pływalni, hoteli i hal sportowych. Dotychczas kolektory były w Polsce wykorzystywane głównie w domkach jednorodzinnych — zauważa Ryszard Śliwiński.

Internet pomaga

Aby rozbudzić zainteresowanie kolektorami słonecznymi, niektóre firmy handlujące tymi urządzeniami zdecydowały się na reklamę w prasie. Nie przyniosła ona spodziewanych efektów. Ogłoszenia w gazetach okazały się znaczącym wydatkiem, nie przyczyniającym się jednak do wzrostu liczby zamówień. Nieoczekiwanie korzystne okazało się za to utrzymywanie własnych stron w Internecie.

— Ponad połowa moich klientów dociera do mnie za pośrednictwem Internetu — twierdzi Witold Jabłoński, właściciel firmy Bachus.

Także inni sprzedawcy przyznają, że Internet jest pomocny w promocji ich oferty. Zwracają jednak uwagę, że wpływ na wyniki sprzedaży mogą mieć czynniki, które trudno przewidzieć.

— Większość ludzi zainteresowanych naszymi wyrobami dowiedziała się o nich z Internetu. Wielu trafiło do nas przypadkiem. Nasz zakład znajduje się przy ruchliwej szosie i wiele osób, widząc nasze kolektory przez okna samochodów, przyjeżdża do firmy, aby dowiedzieć się o nich czegoś więcej — tłumaczy Zbigniew Dembiński.

Wśród osób zainteresowanych kolektorami większość stanowią jednak zwykli ciekawscy.

— Wiele osób pyta o kolektory, ale niewiele je kupuje. Polacy nie wierzą, że takie urządzenia zdadzą egzamin w naszym klimacie — opowiada Witold Jabłoński.

Decydują pieniądze

Ci, którzy zdecydują się na zakup kolektorów na potrzeby 4-5-osobowej rodziny, zamieszkującej średniej wielkości domek jednorodzinny, muszą się liczyć z wydatkiem minimum 6,5 tys. zł. Jeżeli wybiorą system wyprodukowany za granicą, cena wzrasta o następne 4-5 tys. zł.

Zdaniem większości sprzedawców kolektorów, pieniądze te zwracają się po pięciu latach. Niektórzy twierdzą jednak, że na zwrot funduszy zainwestowanych w przetworniki energii słonecznej można liczyć nawet wcześniej.

— Przy obecnych cenach energii, wymiana instalacji do ogrzewania wody i pomieszczeń z gazowej na słoneczną zwraca się po trzech latach. Jeśli ktoś używał do ogrzewania prądu, to koszt kolektora słonecznego zwróci mu się po 2,5 roku — twierdzi Witold Jabłoński, właściciel firmy Bachus.

Nawet po zainstalowaniu systemu nie można jednak zrezygnować z tradycyjnych źródeł ogrzewania wody i pomieszczeń. Polski klimat pozwala bowiem korzystać z energii słonecznej tylko od marca do października. Aby więc zachęcić ludzi do zakupu systemów ogrzewania słonecznego, firmy zajmujące się ich sprzedażą oferują swoim klientom bezpłatne pośrednictwo w uzyskiwaniu preferencyjnych kredytów, oferowanych przez różne fundusze ekologiczne. Te przedsiębiorstwa zaś, które tego nie robią, obniżają ceny swoich wyrobów do minimum.

DOBRE PERSPEKTYWY: U nas nie ma taniego prądu z elektrowni jądrowych. Po całkowitym uwolnieniu cen, energia uzyskiwana z węgla będzie systematycznie drożała i zapotrzebowanie na kolektory słoneczne wzrośnie — zapowiada Witold Jabłoński, właściciel firmy Bachus.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / ZACHÓD KUPUJE POLSKIE KOLEKTORY SŁONECZNE