Trudna sytuacja rynku ubezpieczeniowego po atakach terrorystycznych w USA sprawia, że zachodnie towarzystwa zawiesiły na kilka miesięcy plany ekspansji na nowe rynki. Odczuły to mocno krajowe firmy ubezpieczeniowe m.in.: Daewoo TU, Samopomoc czy Polisa-Życie, które od dawna poszukują inwestorów.
Jesienią w kilku polskich towarzystwach ubezpieczeniowych mieli pojawić się nowi zagraniczni inwestorzy. Takie deklaracje składali prezesi Polisy-Życie i Daewoo TU. Podobnie sytuacja przedstawiała się w TU Samopomoc.
— Atak terrorystyczny na Stany Zjednoczone sprawił, że nasze negocjacje z inwestorami przedłużają się — twierdzi Marian Budka, przewodniczący rady nadzorczej Polisy-Życie.
— Poszukiwania inwestora dla naszego towarzystwa stały się znacznie trudniejsze po wrześniowym ataku terrorystów na USA. Były przypadki, że nasi partnerzy zawiesili negocjacje na kilka miesięcy, twierdząc, że w nowych okolicznościach nie będą podejmować decyzji inwestycyjnych — opisuje Grzegorz Dworak, przewodniczący zarządu komisarycznego Daewoo TU.
Z naszych informacji wynika, że nawet światowi potentaci ubezpieczeniowi, tacy jak AXA czy Allianz, znacznie ostrożniej inwestują teraz na zagranicznych rynkach.
Stan zawieszenia i niepewności utrzyma się na światowym rynku ubezpieczeniowym przez najbliższe tygodnie. Tyle bowiem potrwa zawieranie nowych umów reasekuracyjnych. Tzw. odnowienia przedłużają się w tym roku z powodu ogromnego wzrostu stawek reasekuracyjnych. W ten sposób — choć niektórzy twierdzą, że to tylko pretekst — towarzystwa reasekuracyjne rekompensują sobie straty spowodowane przez terroryzm. Dopiero gdy ubezpieczyciele zawrą umowy na nowych warunkach, będą mogli oszacować swoją sytuację finansową i zaczną myśleć o ewentualnych inwestycjach.
Taka sytuacja musi odbić się na zainteresowaniu inwestorów polskim rynkiem. O jego braku świadczy liczba nowych licencji na prowadzenie działalności ubezpieczeniowej. W tym roku udzielone zostały zaledwie trzy (dla majątkowego oddziału Cardif oraz dla majątkowego i życiowego Signal Iduna), a w Państwowym Urzędzie Nadzoru Ubezpieczeń czekają zaledwie dwa wnioski. Jeden z nich dotyczyć ma licencji dla towarzystwa ubezpieczeń na życie tworzonego przez wrocławskie TU Europa. Gotowej licencji nie może też sprzedać Nordea Ubezpieczenia, która niemal od roku szuka chętnego do kupna znajdującego się w uśpieniu Energo-Życie.
Brak zainteresowania inwestorów polskim rynkiem spowodowany jest nie tylko sytuacją na świecie, ale też dekoniunkturą w Polsce. Przypis składki rynku majątkowego od kilku lat utrzymuje się na podobnym poziomie, a od roku taka sytuacja zaczyna zagrażać ubezpieczeniom na życie. W niedawnej rozmowie z ,,PB’’ Bogusław Sosnowski, prezes Finlife, które niedawno rozpoczęło działalność, przyznał, że czas potrzebny na osiągnięcie zysków przez nowo tworzone towarzystwo życiowe wydłużył się z 4-5 do 7-8 lat.
Zachętą dla inwestorów nie są też rosnące ustawowe wymagania kapitałowe wobec towarzystw, wprowadzone na początku tego roku. Od 2002 r. będą jeszcze bardziej rygorystyczne. Nowe uregulowania zwiększają bezpieczeństwo klientów i dostosowują nasz rynek do wymagań Unii Europejskiej, ale dla inwestorów oznaczają konieczność większego zaangażowania finansowego, czyli dłuższy czas dochodzenia do zysków.