Zaczęła się wojna o zyski z NBP

Jacek Kowalczyk
10-07-2009, 00:00

Rząd spodziewa się, że dostanie od banku centralnego 12-14 mld zł. Nie mamy i nie damy — odpowiada NBP.

Jeszcze jedna kłótnia o dywidendę — po PKO BP kolej na bank centralny

Rząd spodziewa się, że dostanie od banku centralnego 12-14 mld zł. Nie mamy i nie damy — odpowiada NBP.

Rząd szuka możliwości, jak zbudować przyszłoroczny budżet, nie podnosząc podatków. Na razie ma trzy pomysły, ale wymagają one zgody opozycji. Iskrzy zwłaszcza przy jednym z nich, dotyczącym banku centralnego. Wczoraj premier Donald Tusk w pałacu prezydenckim pytał Lecha Kaczyńskiego, czy zgodzi się na te rozwiązania i nie zagrozi rządowi wetem.

Ręce precz!

— Możliwe jest uniknięcie w przyszłym roku podwyższenia podatków, jeśli pakiet przygotowany przez rząd zyska ze strony prezydenta akceptację — mówił wczoraj Donald Tusk.

Pierwszy pomysł dotyczy zysku Narodowego Banku Polskiego (NBP).

— Premier szacuje, że w tym roku zysk wyniesie 12-14 mld zł. Chodzi o to, aby w całości ten zysk został wpłacony do budżetu państwa — zdradził szczegóły rozmowy Piotr Kownacki, szef Kancelarii Prezydenta.

Po tej deklaracji zawrzało, ponieważ NBP wcale nie zamierza dzielić się zyskiem. Twierdzi, że go nie będzie.

"W 2009 r. wynik finansowy banku centralnego ukształtuje się na poziomie zerowym, co przełoży się na brak wpłaty z zysku do budżetu państwa w 2010 r." — napisał w specjalnym komunikacie NBP.

Spór przypomina wypłatę dywidendy z PKO BP — interesy ministra finansów i instytucji wypłacającej zysk są sprzeczne. Tym razem konflikt wynika z niejednoznacznej interpretacji przepisów. Jedne zapisy mówią bowiem, że bank centralny musi przekazać zysk rządowi, ale inne nakazują mu, aby w okresie dużych zmian kursowych tworzył rezerwę na pokrycie ewentualnych strat. Jak okazało się w środę, w ten sposób bank w 2008 r. zachował 2 mld zł. Stworzył rezerwę, więc bilans wyszedł na zero.

— Wszystko więc w rękach banku, a właściwie Rady Polityki Pieniężnej (RPP). To ona musi zmienić swoją uchwałę nakazującą tworzenie rezerwy. Jeśli się na to nie zdecyduje, to nici z dodatkowych dochodów budżetu — mówi Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK.

Wojsko poczeka

Różnica między PKO BP a NBP polega jednak na tym, że Donald Tusk nie ma żadnego wpływu na bank centralny kierowany przez Sławomira Skrzypka. Nawet prezydent może nie przekonać RPP do wypłaty zysku.

Drugi pomysł, również rozgrzewający polityczną atmosferę, dotyczy ograniczenia wydatków na wojsko. Obecne przepisy nakazują rządowi przekazywanie każdego roku na armię kwoty równej 1,95 proc. PKB. Premier dał wczoraj do zrozumienia, że chce znieść tę kotwicę i stara się nakłonić prezydenta do zgody na to rozwiązanie.

— Rząd rozważa ograniczenie wydatków na zakupy za granicą kosztownych elementów uzbrojenia. Nawet jeśli mają one uzasadnienie, to może warto się zastanowić, czy musimy wydać te pieniądze w 2010 r. Oszczędności mogą wymagać zawieszenia obowiązku wynikającego z ustawy o modernizacji sił zbrojnych — mówił premier.

Prezydent jednak jednoznacznie nie ustosunkował się na razie do tej propozycji.

Trzeci pomysł zwiększenia dochodów budżetu to przyspieszenie prywaty- zacji.

— Minister skarbu Aleksander Grad już dostał zadanie, by przygotować przyspieszony program prywatyzacji na 2010 r. Dotyczy to tych spółek, które są przygotowane do prywatyzacji, ale proces ten planowany był w odleglejszych terminach — tłumaczył premier.

Problem w tym, że rząd od początku opowiada się za jak najszybszą prywatyzacją. Czyżby dotąd sprzedawał narodowe srebra na pół gwizdka?

— Być może należy odbierać te wypowiedzi jako uderzenie się w pierś i deklarację poprawy — mówi Piotr Bielski.

Szukajcie dalej

Ekonomiści zdecydowanie pozytywnie oceniają jednak poszukiwania innych dochodów niż z wyższych podatków.

— Im więcej pomysłów na alternatywną drogę, tym lepiej. Zwiększanie zobowiązań hamowałoby wzrost gospodarczy, a dodatkowo w przypadku podwyżek VAT podniosłoby inflację, a to mogłoby oddalić perspektywę przyjęcia euro — mówi Wojciech Matysiak, ekonomista BGŻ.

Według Ryszarda Petru, głównego ekonomisty BRE Banku, przedstawione rozwiązania — nawet jeśli NBP wypłaciłby zysk — są niewystarczające.

— Żeby dopiąć przyszłoroczny budżet z deficytem na poziomie z tego roku, trzeba znaleźć około 20 mld zł. Tymczasem rząd powinien ograniczać budżet, tak jak wymaga tego Komisja Europejska. Rząd powinien więc znaleźć około 30 mld zł — twierdzi Ryszard Petru.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Zaczęła się wojna o zyski z NBP