Zaczęło się źle, kończy się lepiej

BMK
opublikowano: 2005-12-27 00:00

Początek roku nie zachwycił. By znów uwierzyć w potencjał gospodarki, trzeba było poczekać do drugiej jego połowy.

Miało być pięknie, lecz gospodarcza rzeczywistość w mijającym roku zaskoczyła in minus najbardziej pesymistycznie nastawionych ekonomistów.

Zimny prysznic

Rok temu, kiedy pytaliśmy o perspektywy rozwoju gospodarczego w 2005 r., analitycy i ekonomiści przewidywali wzrost gospodarczy często przewyższający 5 proc. PKB, czyli pułap, jaki wyznaczył sobie premier Kazimierz Marcinkiewicz do osiągnięcia w końcu 2006 r. Motorem gospodarki miały być inwestycje — prognozowano ich dwucyfrowy wzrost. Inflacja miała piąć się w ślad za rosnącą gospodarką i wynieść średnio w roku 2,7-3,4 proc.

Już na początku roku przyszedł zimny prysznic. Po dobrej końcówce 2004 r., w którym dynamika PKB wyniosła 5,4 proc., w pierwszym kwartale 2005 r. gospodarka gwałtownie zwolniła do 2,1 proc. Dynamika inwestycji spadła do zaledwie 1 proc. (co było przyczyną licznych spekulacji na temat wiarygodności danych dostarczanych przez Główny Urząd Statystyczny). Drugi kwartał nie był wiele lepszy — wzrost gospodarczy podniósł się do 2,8 proc. Co się stało?

— Nastąpił dołek po euforii związanej z naszym wejściem do Unii Europejskiej, którego rozmiary przewyższyły oczekiwania. Poza tym polityka gospodarcza nie była w mijającym roku zbyt przyjazna dla gospodarki — nie zmniejszyły się uciążliwości biurokratyczne, co spowodowało większą ostrożność inwestorów. Do tego dołożyła się niepewność polityczna związana z wyborami — uważa Bohdan Wyżnikiewicz z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, który rok temu prognozował 5,2-proc. wzrost gospodarczy w 2005 r.

Przyczyn słabszego od oczekiwań wzrostu gospodarczego część ekonomistów upatruje w polityce — monetarnej i fiskalnej, które w mijającym roku były dość restrykcyjne. Rada Polityki Pieniężnej nie nadążała z obniżkami nominalnych stóp procentowych w ślad za spadającą poniżej celu inflacją, a wykonanie tegorocznego budżetu może okazać się nad wyraz dobre — deficyt budżetowy może zamknąć się kwotą zaledwie 26-27 mld zł.

Niskiej inflacji sprzyjała zła sytuacja na rynku pracy, która w ciągu roku stopniowo jednak się poprawiała — w końcu listopada stopa bezrobocia wynosiła 17,3 proc. wobec 19,4 proc. pod koniec stycznia — w takich okolicznościach pracownicy nie decydowali się naciskać na pracodawców, by płacili im więcej.

Mniejsze spożycie

Z tej perspektywy nie dziwią słabe wyniki konsumpcji. Druga połowa roku była jednak zdecydowanie lepsza, a tempo wzrostu gospodarczego w IV kwartale solidne. To właśnie wyniki drugiego półrocza dają podstawy do optymistycznych prognoz na nadchodzący rok.

Eksporterzy znów dali sobie radę z silnym złotym i słabą koniunkturą za granicą, dzięki czemu ponownie eksport był główną siłą napędową gospodarki, a nie inwestycje, których rozkwit ekonomiści wieścili od kilku lat. Eksporterom nie przeszkodziły dobre notowania złotego, który mimo niepewności związanej z wyborami zyskiwał względem innych walut. Ekonomiści przewidują, że korzystne tendencje w gospodarce będą kontynuowane w przyszłym roku.