Zaczyna rosnąć sprzedaż detaliczna w Europie

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2024-05-07 20:00

Po półtorarocznej recesji sprzedaż detaliczna w strefie euro (i całej UE) zaczęła wreszcie rosnąć. Jest szansa, że w ciągu kilku miesięcy nastąpi też odwrócenie negatywnych tendencji w polskim eksporcie i transporcie. Ożywienie sprzedaży detalicznej jest jednak na razie niewielkie – wyraźniejsze we Francji niż w Niemczech czy Włoszech, a w dobrach trwałych, ważnych dla polskiego eksportu, jest słabsze niż ogółem.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Eurostat podał we wtorek dane o sprzedaży detalicznej dla krajów UE i strefy euro za marzec. W strefie wzrosła ona o 0,7 proc. rok do roku (korygując o różnicę w liczbie dni roboczych), co oznacza pierwszą dodatnią dynamikę od dokładnie 18 miesięcy. W ujęciu miesiąc do miesiąca sprzedaż wzrosła o 0,8 proc., co również jest najwyższą zmianą od 18 miesięcy. Dane te podlegają rewizjom, więc za kilka miesięcy mogą one wyglądać inaczej, ale sama zmiana trendu raczej nie zostanie zanegowana. W końcu coś się w popycie konsumentów na towary ruszyło.

Ożywienie jest widoczne w większości krajów strefy, choć jest zróżnicowane geograficznie. Z dużych krajów najwyższą dynamikę sprzedaży notują Francja i Holandia, a wciąż bardzo niską (0,2 proc. rocznie po długiej recesji) Niemcy.

Wzrost sprzedaży jest mechaniczną reakcją na zwiększenie potencjału zakupowego ludności, wynikające z wygaszenia tzw. kryzysu kosztów życia, aczkolwiek jest to reakcja ewidentnie opóźniona. Realne dochody ludności w strefie euro rosną już od kilku kwartałów – ostatnio o 1,5 proc. rok do roku. Sprzedaż w sklepach nie reagowała ze względu na nasycenie rynku towarami oraz wysokie stopy procentowe. Teraz powoli się to zmienia.

Wysokie realne stopy procentowe na pewno utrudniają bardziej znaczące ożywienie popytu. Ceny towarów spadają, a jednocześnie realny zwrot z oszczędności jest najwyższy od kilkunastu lat. Przeciętne gospodarstwo domowe kalkuluje, że towar będzie można kupić taniej za jakiś czas, a jednocześnie odłożenie pieniędzy jest coraz bardziej atrakcyjną opcją. Dlatego sprzedaż rośnie dużo wolniej niż dochody. W tym samym czasie gospodarstwa domowe konsumują więcej usług, których ceny rosną. Bank centralny interpretuje wzrost cen usług jako utrzymywanie się presji inflacyjnej w gospodarce i odkłada obniżki stóp procentowych. Jest to, jak sądzę, interpretacja błędna, bo nie bierze pod uwagę dużych relokacji popytu po pandemii.

Wciąż spada sprzedaż towarów wyposażenia domu, czyli w obszarze ważnym z punktu widzenia polskiego eksportu. Nie mamy wprawdzie jeszcze szczegółowych danych za marzec, ale tylko w Niemczech sprzedaż w tej kategorii spadła w marcu o 2,3 proc. rok do roku. Jest to dużo mniejszy spadek niż w styczniu i lutym (średnio -7 proc.), więc widać zmianę kierunku, ale recesja w tej dziedzinie jeszcze nie minęła.

Te dane wpisują się w obraz bardzo powolnego ożywienia gospodarczego. W kierunku poprawy koniunktury oddziałuje ustępowanie kryzysu energetycznego, ale jednocześnie barierą dla mocniejszej poprawy są wysokie realne stopy procentowe i restrykcyjna polityka fiskalna. Ten krajobraz nie zmieni się prawdopodobnie znacząco w najbliższych miesiącach. Pierwszym istotnym krokiem do zmiany może być obniżenie stóp procentowych przez EBC, co może nastąpić w czerwcu.