Zaczynają się schody

Społeczeństwo nadaje coraz wyraźniejsze sygnały, że kończy się okres wyrozumiałości dla rządu Kazimierza Marcinkiewicza, i gabinet wkracza na śliskie schody. Paradoksem jest okoliczność, że dzieje się tak po powstaniu większościowej koalicji i zakończeniu — przynajmniej teoretycznym — politycznej prowizorki. Wychodzi na to, że rządowi lepiej się działo w stanie zawieszenia, albowiem zawsze mógł skorzystać z łatwego wytłumaczenia — nie możemy nic zrobić, bo nie mamy większości.

Zaczynają się schody

Jacek Zalewski
opublikowano: 31-05-2006, 00:00

Społeczeństwo nadaje coraz wyraźniejsze sygnały, że kończy się okres wyrozumiałości dla rządu Kazimierza Marcinkiewicza, i gabinet wkracza na śliskie schody. Paradoksem jest okoliczność, że dzieje się tak po powstaniu większościowej koalicji i zakończeniu — przynajmniej teoretycznym — politycznej prowizorki. Wychodzi na to, że rządowi lepiej się działo w stanie zawieszenia, albowiem zawsze mógł skorzystać z łatwego wytłumaczenia — nie możemy nic zrobić, bo nie mamy większości.

W poniedziałek wydarzyła się rzecz bez precedensu — oto górniczy związkowcy nie tylko wymusili na szefie polskiego rządu odbycie z nimi nagłego spotkania, ale nawet podyktowali jego godzinę! Z tego powodu premier odwołał udział w jubileuszu Trybunału Konstytucyjnego, na którym mu autentycznie — ze względów PR-owskich — zależało. Wynika z tego, że uznaje sytuację za naprawdę poważną. No cóż, wypada westchnąć za Molierem: „sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało”. Niecały rok temu PiS razem z całą populistyczną większością w ówczesnym Sejmie potulnie przegłosowało górniczą ustawę emerytalną. W komentarzu po pamiętnej demonstracji z 26 lipca 2005 r. zacytowałem członka Związku Zawodowego Górników Dołowych, który odchodząc spod Sejmu w oparach gazów, zapowiedział: „Przyjedziemy w sto tysięcy z kilofami, wszystko rozpieprzymy — i ciul!”. Po tamtej bitwie przybycie do Warszawy zaledwie związkowego patrolu wystarcza, aby na rządowych szańcach ogłaszano alarm.

Przy okazji zwracamy uwagę na upowszechnianie się idei „solidarnego państwa”, choć niekoniecznie w kształcie, o jakim myślał premier, wygłaszając exposé. Oto nie gdzie indziej, jak właśnie na górniczym Śląsku, dobrze zorganizowany strajk — najpierw ostrzegawczy, a potem czynny — zapowiedziała na czerwiec służba zdrowia. Związkowcy różnych branż rozumieją, na czym polega efekt strajkowej synergii. Notabene — podczas niedawnych obchodów 25-lecia powstania Solidarności wszyscy podkreślali, że stocznie były tylko sercem strajku, zaś jego siła polegała na międzyzakładowym zasięgu. Sierpień 1980 nieprzypadkowo uznawany jest za odrodzenie się w Polsce społeczeństwa obywatelskiego.

Razem z premierem frasujemy się nabrzmiewaniem żądań płacowych, albowiem grożą one zapaścią finansów publicznych i zwiększeniem deficytu budżetowego. Z drugiej jednak strony — czemu wymagamy myślenia o kasie całego państwa od szeregowych obywateli, górników i pielęgniarek, skoro projekty rozsadzające budżet zgłaszają członkowie gabinetu Kazimierza Marcinkiewicza, nawet w randze wicepremierów?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane